To był wyjątkowy pogrzeb. Jak tłumy żegnały Popiełuszkę
06.06.2010
aktualizacja: 2010-06-04 20:56
Historia zatoczy koło. Na mszę św. z ks. Jerzym Popiełuszką znów przyjdą tłumy. Tym razem na pl. Piłsudskiego, dawniej Zwycięstwa
ZOBACZ TAKŻE
- Ksiądz Popiełuszko: "Mam zamiłowanie do tego zawodu" (05-06-10, 15:00)
- Ks. Popiełuszko świętym w Warszawie. Czy miasto podoła? (16-02-10, 09:00)
- Ostatnie klapsy na planie filmu "Popiełuszko" (25-04-08, 20:46)
- Ekipa filmu "Popiełuszko" na pl. Politechniki (10-12-07, 11:21)
- Anin okradany jest z cennego zabytku (21-06-10, 11:00)
- W Aninie stanie głaz księdza Jerzego (14-06-10, 11:00)
- Ołtarz na beatyfikację ks. Popiełuszki prawie gotowy (05-06-10, 14:41)
Tłukli drewnianą pałką. Skrępowali. Usta zalepili plastrem, do nóg doczepili worek kamieni. Utopili przy tamie na Wiśle we Włocławku. Męczeńska śmierć jak świętych z pierwszych wieków chrześcijaństwa, straszna. Funkcjonariusze SB zamordowali księdza Popiełuszkę 19 października 1984 r. Świadek porwania uciekł, nie dało się ukryć prawdy. Milicyjni płetwonurkowie wydobyli ciało 30 października. Poznaliśmy nazwiska oprawców.
Znów, jak 16 lat temu, przyjdą hutnicy "Solidarności" ze sztandarami - to przecież ich duszpasterz i wszystkich ludzi pracy. Ksiądz był z nimi w najtrudniejszych latach stanu wojennego. Działał w Prymasowskim Komitecie Pomocy Więzionym, Internowanym i ich Rodzinom. 16 lat temu robotnicy pełnili wartę przy grobie, teraz oddadzą pokłon wyniesionemu na ołtarze - błogosławionemu.
Jego śmierć wywołała szok. I strach, bo przecież jeśli bez pardonu można zakatować księdza, to co dopiero jakiegoś tam robotnika. Zgniotą jak robaka.
Pogrzeb 3 listopada 1984 r. w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zamienił się w wielką demonstrację antyreżimową. Przybyły setki tysięcy ludzi. Wszyscy mieli poczucie, że trzeba tam być, by dać świadectwo. On w czasie mszy za ojczyznę mówił o niezbywalnych prawach człowieka, głosił prawdę i za nią zginął. Wtedy triumfowało kłamstwo, którego strzegła cała potęga zmilitaryzowanego państwa.
Pod żoliborskim kościołem powiewały biało-czerwone sztandary: "Zamęczonemu za prawdę i godność człowieka. Wieczna chwała", napisy z Jego dewizą: "Zło dobrem zwyciężaj". Były kwiaty, wieńce i wiązanki, tysiące zniczy. Łzy. Ale i ręce uniesione w geście zwycięstwa, w kształt litery "V".
Tego dnia strachu nie było, tylko chęć, by się wyprostować i wspiąć na palce, zobaczyć jak najwięcej, bo na oczach zgromadzonych działa się historia. Dachy domów zaroiły się od ludzi, na balkonach, loggiach, tarasach, murkach panował ścisk. Najzwinniejsi wdrapywali się na ogołocone z liści drzewa.
Nad trumną płakała matka księdza (dziś ma 100 lat). Przemawiał Lech Wałęsa. Homilię wygłosił ks. prymas Józef Glemp (po latach wyzna, że nie dość mocno bronił księdza i prosi o wybaczenie).
Śpiew niósł się przez Żoliborz z wykrzyczanym głośniej niż kiedykolwiek refrenem: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie". To był niezapomniany dzień. Poczucia solidarności pod jej zakazanymi sztandarami, wolności w tłumie, z pochowanymi w bocznych uliczkach milicjantami. Kiełkowała nadzieja, że straszniej już być nie może i po takiej zbrodni ci, którzy sprawują władzę, muszą się opamiętać.
Błogosławiony ks. Popiełuszko spojrzy w niedzielę z wysokości ołtarza. A my? Cieszmy się wolnością, która nigdy nie jest za darmo.
Znów, jak 16 lat temu, przyjdą hutnicy "Solidarności" ze sztandarami - to przecież ich duszpasterz i wszystkich ludzi pracy. Ksiądz był z nimi w najtrudniejszych latach stanu wojennego. Działał w Prymasowskim Komitecie Pomocy Więzionym, Internowanym i ich Rodzinom. 16 lat temu robotnicy pełnili wartę przy grobie, teraz oddadzą pokłon wyniesionemu na ołtarze - błogosławionemu.
Jego śmierć wywołała szok. I strach, bo przecież jeśli bez pardonu można zakatować księdza, to co dopiero jakiegoś tam robotnika. Zgniotą jak robaka.
Pogrzeb 3 listopada 1984 r. w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zamienił się w wielką demonstrację antyreżimową. Przybyły setki tysięcy ludzi. Wszyscy mieli poczucie, że trzeba tam być, by dać świadectwo. On w czasie mszy za ojczyznę mówił o niezbywalnych prawach człowieka, głosił prawdę i za nią zginął. Wtedy triumfowało kłamstwo, którego strzegła cała potęga zmilitaryzowanego państwa.
Pod żoliborskim kościołem powiewały biało-czerwone sztandary: "Zamęczonemu za prawdę i godność człowieka. Wieczna chwała", napisy z Jego dewizą: "Zło dobrem zwyciężaj". Były kwiaty, wieńce i wiązanki, tysiące zniczy. Łzy. Ale i ręce uniesione w geście zwycięstwa, w kształt litery "V".
Tego dnia strachu nie było, tylko chęć, by się wyprostować i wspiąć na palce, zobaczyć jak najwięcej, bo na oczach zgromadzonych działa się historia. Dachy domów zaroiły się od ludzi, na balkonach, loggiach, tarasach, murkach panował ścisk. Najzwinniejsi wdrapywali się na ogołocone z liści drzewa.
Nad trumną płakała matka księdza (dziś ma 100 lat). Przemawiał Lech Wałęsa. Homilię wygłosił ks. prymas Józef Glemp (po latach wyzna, że nie dość mocno bronił księdza i prosi o wybaczenie).
Śpiew niósł się przez Żoliborz z wykrzyczanym głośniej niż kiedykolwiek refrenem: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie". To był niezapomniany dzień. Poczucia solidarności pod jej zakazanymi sztandarami, wolności w tłumie, z pochowanymi w bocznych uliczkach milicjantami. Kiełkowała nadzieja, że straszniej już być nie może i po takiej zbrodni ci, którzy sprawują władzę, muszą się opamiętać.
Błogosławiony ks. Popiełuszko spojrzy w niedzielę z wysokości ołtarza. A my? Cieszmy się wolnością, która nigdy nie jest za darmo.
Przeczytaj także: Ksiądz Popiełuszko wydawał się pogodzony ze śmiercią
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]







