To był wyjątkowy pogrzeb. Jak tłumy żegnały Popiełuszkę

Dariusz Bartoszewicz
06.06.2010 aktualizacja: 2010-06-04 20:56
A A A Drukuj
Pogrzeb był antireżmową demonstracją - ludzie unosili ręce w geście zwycięstwa Fot. Kosnik/FOTONOVA EAST NEWS
  • Trumnę ze zwłokami księdza Jerzego nieśli m.in. górnicy
  • Kapelana 'Solidarności' żegnał m.in. Lech Wałęsa
  • Po pogrzebie ludzie ukladali kwiaty i znicze na tyłach kościoła św. St. Kostki
  • Przy trumnie syna czuwała jego rodzina: matka, ojciec, brat
Historia zatoczy koło. Na mszę św. z ks. Jerzym Popiełuszką znów przyjdą tłumy. Tym razem na pl. Piłsudskiego, dawniej Zwycięstwa
Tłukli drewnianą pałką. Skrępowali. Usta zalepili plastrem, do nóg doczepili worek kamieni. Utopili przy tamie na Wiśle we Włocławku. Męczeńska śmierć jak świętych z pierwszych wieków chrześcijaństwa, straszna. Funkcjonariusze SB zamordowali księdza Popiełuszkę 19 października 1984 r. Świadek porwania uciekł, nie dało się ukryć prawdy. Milicyjni płetwonurkowie wydobyli ciało 30 października. Poznaliśmy nazwiska oprawców.

Znów, jak 16 lat temu, przyjdą hutnicy "Solidarności" ze sztandarami - to przecież ich duszpasterz i wszystkich ludzi pracy. Ksiądz był z nimi w najtrudniejszych latach stanu wojennego. Działał w Prymasowskim Komitecie Pomocy Więzionym, Internowanym i ich Rodzinom. 16 lat temu robotnicy pełnili wartę przy grobie, teraz oddadzą pokłon wyniesionemu na ołtarze - błogosławionemu.

Jego śmierć wywołała szok. I strach, bo przecież jeśli bez pardonu można zakatować księdza, to co dopiero jakiegoś tam robotnika. Zgniotą jak robaka.

Pogrzeb 3 listopada 1984 r. w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zamienił się w wielką demonstrację antyreżimową. Przybyły setki tysięcy ludzi. Wszyscy mieli poczucie, że trzeba tam być, by dać świadectwo. On w czasie mszy za ojczyznę mówił o niezbywalnych prawach człowieka, głosił prawdę i za nią zginął. Wtedy triumfowało kłamstwo, którego strzegła cała potęga zmilitaryzowanego państwa.

Pod żoliborskim kościołem powiewały biało-czerwone sztandary: "Zamęczonemu za prawdę i godność człowieka. Wieczna chwała", napisy z Jego dewizą: "Zło dobrem zwyciężaj". Były kwiaty, wieńce i wiązanki, tysiące zniczy. Łzy. Ale i ręce uniesione w geście zwycięstwa, w kształt litery "V".

Tego dnia strachu nie było, tylko chęć, by się wyprostować i wspiąć na palce, zobaczyć jak najwięcej, bo na oczach zgromadzonych działa się historia. Dachy domów zaroiły się od ludzi, na balkonach, loggiach, tarasach, murkach panował ścisk. Najzwinniejsi wdrapywali się na ogołocone z liści drzewa.

Nad trumną płakała matka księdza (dziś ma 100 lat). Przemawiał Lech Wałęsa. Homilię wygłosił ks. prymas Józef Glemp (po latach wyzna, że nie dość mocno bronił księdza i prosi o wybaczenie).

Śpiew niósł się przez Żoliborz z wykrzyczanym głośniej niż kiedykolwiek refrenem: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie". To był niezapomniany dzień. Poczucia solidarności pod jej zakazanymi sztandarami, wolności w tłumie, z pochowanymi w bocznych uliczkach milicjantami. Kiełkowała nadzieja, że straszniej już być nie może i po takiej zbrodni ci, którzy sprawują władzę, muszą się opamiętać.

Błogosławiony ks. Popiełuszko spojrzy w niedzielę z wysokości ołtarza. A my? Cieszmy się wolnością, która nigdy nie jest za darmo.

Przeczytaj także: Ksiądz Popiełuszko wydawał się pogodzony ze śmiercią



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy