Dyskretny urok burżuazji przy Królewskiej
11.06.2010
aktualizacja: 2010-06-10 21:20
Król cegły Kazimierz Granzow, budując kamienicę przy Królewskiej, chciał przyćmić pałac Leopolda Kronenberga, rekina warszawskiej finansjery
ZOBACZ TAKŻE
- Wydał majątek, żeby zamieszkać w trzech pokojach z wanną (09-07-10, 17:00)
- Protestują przeciw rozbiórce zabytkowej Batorówki (18-06-10, 11:00)
- Od dziś w księgarniach: Warszawa odlotowych atrakcji (16-06-10, 10:00)
- Warszawa Nieodbudowana: ten kościół zna każdy w Polsce (04-06-10, 16:00)
- Końska historia w Teatrze Syrena - Warszawa Nieodbudowana (05-03-10, 14:00)
- Warszawa nieodbudowana: Kamienica za figurką świętej (12-02-10, 15:00)
- Ależ ta baba się nie rozwija - Warszawa Nieodbudowana (05-02-10, 15:00)
Trudno powiedzieć, czy się to powiodło. Kamienica wzniesiona w latach 1879-90 obok siedziby giełdy i kilkadziesiąt metrów od Ogrodu Saskiego była jednak pierwszą tak luksusową czynszówką warszawską drugiej połowy XIX wieku. Wnętrza apartamentu Granzowa, podobnie jak wnętrza pałacu Kronenberga, wykończone zostały z niebywałym przepychem. Obydwie budowle połączyło coś jeszcze. Mury wypalonych gmachów rozebrano już za rządów Władysława Gomułki w latach 60. XX w.
Trochę z Wiednia, trochę z Rzymu
Budynek miał znakomitą lokalizację przy końcowym odcinku Królewskiej, nieco na prawo od wylotu ulicy Zielnej po północnej, parzystej stronie ulicy. Od 2003 r. w tym miejscu wznosi się udany architektonicznie biurowiec Saski Crescent.
Kamienica Granzowa w całości wypełniła nieregularną pięcioboczną posesję. Budynek miał jednak dwie elewacje. Frontową zwracał się w kierunku Królewskiej, elewacja boczna od wschodu wznosiła się ponad sąsiednim budynkiem giełdy, a z jej okien widać było wiekową zieleń Ogrodu Saskiego. Od kamienicy oddzielała go tylko niska, parterowa oficyna giełdy. Słońce zaglądało do wnętrza o poranku, za to w upalne dni nie rozgrzewało już pomieszczeń. Równie dobrą lokalizację w Ogrodzie Saskim miały tylko kamienice na końcu ul. Niecałej i luksusowy dom Strasburgera przy Królewskiej vis-a-vis Zachęty.
Kamienica zaprojektowana przez Witolda Lanciego miała sześć kondygnacji, w tym antresolę i piętro ukryte w wysokim mansardowym dachu. "Lanci, komponując elewacje, hołdował ozdobnemu neorenesansowi proweniencji wiedeńskiej. Wpływ stolicy naddunajskiej przejawił się również w nakryciu domu wysokim łamanym dachem wywodzącym się wprawdzie z Francji, ale często stosowanym przez architektów wiedeńskich" - pisał Tadeusz S. Jaroszewski w artykule "Rezydencje wielkiej burżuazji warszawskiej".
Lanci nie byłby Polakiem o włoskich korzeniach, gdyby nie zaczerpnął wzorów z renesansowej i wczesnobarokowej architektury Italii. Prawdziwie włoski charakter miało wewnętrzne podwórko. Niby to była niewielka prostokątna studnia, ale jakże pięknie zaprojektowana. Uroku dodawała jej umieszczona na wprost wejścia maleńka fontanna ujęta toskańskimi półkolumienkami dźwigającymi barokowy naczółek. Przechodząc przez ogromną pałacową bramę, widząc wodę szemrząca w głębi dziedzińca w ciepłe dni, można było odnieść wrażenie, że to nie północna Warszawa, lecz upalny Rzym.
Malunki na schodach
Budynek tak zachwycił ówczesną krytykę architektoniczną, że jego opis znalazł się na łamach "Inżynierii i Budownictwa", najważniejszego czasopisma technicznego ówczesnej Warszawy. Granzow do budowy zatrudnił znakomitych artystów. Kariatydy dźwigające balkony drugiego piętra odkuł Teodor Rygier. On też był autorem 12 posągów ustawionych na balustradach balkonów i wyobrażających różne gałęzie sztuki oraz przemysłu. Przypomnijmy, że Rygier cieszył się wielkim powodzeniem. Uchodził za jednego z najzdolniejszych warszawskich rzeźbiarzy. Nie widział wielkiej szansy dla siebie w naszym raczej prowincjonalnym mieście lat 60. i 70. XIX w., więc przeniósł się do Italii. Najpierw do Florencji, a w 1888 r. na stałe do Rzymu. W Polsce zasłynął jako autor mocno krytykowanego wtedy pomnika Adama Mickiewicza na Rynku Głównym w Krakowie (1888-89).
Przy Królewskiej 16 efektownie musiała się prezentować reprezentacyjna klatka schodowa. Jej ściany dekorowały kompozycje malarskie autorstwa popularnego wówczas warszawskiego malarza Józefa Buchbindera. Ciekawie wyglądały klatki kuchenne o spiralnych schodach.
Zdaniem Ferdynanda Hoesicka sam apartament Granzowa (zajmował pierwsze piętro) sprawiał wrażenie wnętrza pałacu. Dodajmy, że do elewacji wschodniej został dostawiony jednokondygnacyjny aneks mieszczący powozownię. Od strony maleńkiego dziedzińca dzielącego go od Królewskiej otwierała się neoklasycystyczną arkadową fasadą z greckim fryzem metopowo-tryglifowym podobnym do tego, jaki wieńczył sąsiedni gmach giełdy.
Imperium cegły
Jak pisał Eugeniusz Szulc, rodzina Granzowów miała pochodzić ze szlachty węgierskiej. Założyciel jej polskiej linii, Fryderyk, w Berlinie zdobył wykształcenie architekta i pracował w Petersburgu przy budowie Pałacu Zimowego. Do Królestwa Polskiego przybył ok. 1825 r. na zaproszenie hr. Wincentego Krasińskiego, by projektować w Opinogórze. Kazimierz Granzow urodzony w 1832 r. był jednym z dziewięciorga dzieci Fryderyka, które dożyły wieku dorosłego. Tak jak ojciec zajął się budownictwem. Jednak nie jako architekt. W 1852 r. został wyzwolony na mistrza murarskiego. Praktykował w Hamburgu, a w 1866 r. w podwarszawskim wtedy Kawęczynie założył cegielnię. Kilkanaście lat później był to już jeden z największych tego typu zakładów w rejonie Warszawy. Cegły, kolorowe licówki, glazurowane kształtki oznaczane były inicjałem "KG". I cieszyły się dobrą opinią.
Tuż obok cegielni w Kawęczynie Granzow zbudował obszerną willę, która po części pełniła funkcję budynku reklamowego firmy. Jej mury licowane wielobarwnym klinkierem i piękna dachówka były popisem możliwości produkcyjnych zakładu. Oglądały ją tysiące ludzi jadących pociągami linią terespolską łączącą Warszawę z drugą stolicą imperium Moskwą.
Kazimierz Granzow zmarł w 1912 r. i spoczywa w imponującej kaplicy na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim przy Młynarskiej. Elewacje mauzoleum wykończono oczywiście cegłą z jego zakładu. Sama kamienica przy Królewskiej właścicieli zmieniała jeszcze za życia przedsiębiorcy. Przed 1900 r. należała do Stanisława Rotwanda, przedsiębiorcy, finansisty, filantropa i współzałożyciela szkoły politechnicznej, właściciela Hotelu Angielskiego (dziś wznosi się tu biurowiec Metropolitan przy pl. Piłsudskiego). Potem dom stał się wianem jego córki Zofii poślubionej Michałowi Tabęckiemu herbu Dąbrowa. Był on prawnikiem zatrudnionym w zarządach wielkich spółek i Banku Zachodniego. Zdaniem badacza dziejów rodzin warszawskich Tadeusza W. Świątka po śmierci męża w 1923 r. Zofia Tabęcka mieszkała w kamienicy przy Królewskiej aż do września 1939 r.
Powstańcza reduta
Od roku 1937 mieściła się tu szkoła Towarzystwa Krzewienia Wiedzy Handlowej. W latach okupacji jej pracownicy z narażeniem życia prowadzili tajne nauczanie.
Budynek położony w sąsiedztwie giełdy spłonął podczas oblężenia Warszawy w 1939 r. Kamienica Granzowa została wówczas częściowo uszkodzona. Zniszczeniu uległy dach i ostatnia kondygnacja oficyn. Budynek jako tako zabezpieczono. Tu jeszcze przed wybuchem Powstania Warszawskiego przeszkolono ok. 200 sanitariuszek i łączniczek AK. Tutaj też konspiracyjną podchorążówkę AK ukończyło 80 chłopców. W kamienicy działała wytwórnia granatów filipinek.
Gdy wybuchło Powstanie, budynek stał się silną redutą powstańczą blokującą hitlerowcom dostęp do ul. Zielnej, gdzie w gmachu PAST-y została otoczona niemiecka załoga.
Budynek wyszedł z Powstania potężnie pokiereszowany. Siedem lat później prowizorycznie go zabezpieczono, kładąc mu dach. W 1956 r. Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Rozbiórkowo-Porządkowych zakończyło fragmentaryczną rozbiórkę kamienicy. Nadal jednak mieszkali w niej lokatorzy. Jak pisał autor monografii budynku Maciej Kledzik, dopiero w lutym 1963 r. architekt dzielnicowy wydał zlecenie rozbiórki. "Masywne, ale opuszczone już mury stały jeszcze jakiś czas. Któregoś dnia przyjechały dwa buldożery i zniwelowały teren" - czytamy.
Plac pozostawał pusty przez kilkadziesiąt lat. Dopiero w 2003 r. powstał tu nowy mocno przeszklony biurowiec Saski Crescent wzniesiony dla firmy AIG Lincoln według projektu pracowni APA-Wojciechowski.
Chyba jeszcze smutniejszy los od kamienicy Granzowa spotkał jego pokazową willę przy ul. Chełmżyńskiej na Kawęczynie. Przetrwała wojnę i jeszcze w latach 80. można było spoglądać z okien pociągu na jej kolorowe elewacje. Z czasem popadała w ruinę, a jej otoczenie dawno zamieniło się w śmietnik, jednak w roku 1993 wydawało się, że przed budynkiem otwiera się szansa. Willa miała zostać odremontowana i zaadaptowana na dom dla chorych na AIDS, ale prości ludzie patrzyli na nich wtedy jak na trędowatych. Do przeniesienia się tu ośrodka nie dopuścił rozhisteryzowany tłum mieszkańców Kawęczyna i Rembertowa. Być może inicjatorzy nowego domu nie pomyśleli o przygotowaniu opinii publicznej i ponieśli porażkę. Po opustoszałej i rozkradanej willi Granzowa dziś została już tylko kupka gruzów.
Trochę z Wiednia, trochę z Rzymu
Budynek miał znakomitą lokalizację przy końcowym odcinku Królewskiej, nieco na prawo od wylotu ulicy Zielnej po północnej, parzystej stronie ulicy. Od 2003 r. w tym miejscu wznosi się udany architektonicznie biurowiec Saski Crescent.
Kamienica Granzowa w całości wypełniła nieregularną pięcioboczną posesję. Budynek miał jednak dwie elewacje. Frontową zwracał się w kierunku Królewskiej, elewacja boczna od wschodu wznosiła się ponad sąsiednim budynkiem giełdy, a z jej okien widać było wiekową zieleń Ogrodu Saskiego. Od kamienicy oddzielała go tylko niska, parterowa oficyna giełdy. Słońce zaglądało do wnętrza o poranku, za to w upalne dni nie rozgrzewało już pomieszczeń. Równie dobrą lokalizację w Ogrodzie Saskim miały tylko kamienice na końcu ul. Niecałej i luksusowy dom Strasburgera przy Królewskiej vis-a-vis Zachęty.
Kamienica zaprojektowana przez Witolda Lanciego miała sześć kondygnacji, w tym antresolę i piętro ukryte w wysokim mansardowym dachu. "Lanci, komponując elewacje, hołdował ozdobnemu neorenesansowi proweniencji wiedeńskiej. Wpływ stolicy naddunajskiej przejawił się również w nakryciu domu wysokim łamanym dachem wywodzącym się wprawdzie z Francji, ale często stosowanym przez architektów wiedeńskich" - pisał Tadeusz S. Jaroszewski w artykule "Rezydencje wielkiej burżuazji warszawskiej".
Lanci nie byłby Polakiem o włoskich korzeniach, gdyby nie zaczerpnął wzorów z renesansowej i wczesnobarokowej architektury Italii. Prawdziwie włoski charakter miało wewnętrzne podwórko. Niby to była niewielka prostokątna studnia, ale jakże pięknie zaprojektowana. Uroku dodawała jej umieszczona na wprost wejścia maleńka fontanna ujęta toskańskimi półkolumienkami dźwigającymi barokowy naczółek. Przechodząc przez ogromną pałacową bramę, widząc wodę szemrząca w głębi dziedzińca w ciepłe dni, można było odnieść wrażenie, że to nie północna Warszawa, lecz upalny Rzym.
Malunki na schodach
Budynek tak zachwycił ówczesną krytykę architektoniczną, że jego opis znalazł się na łamach "Inżynierii i Budownictwa", najważniejszego czasopisma technicznego ówczesnej Warszawy. Granzow do budowy zatrudnił znakomitych artystów. Kariatydy dźwigające balkony drugiego piętra odkuł Teodor Rygier. On też był autorem 12 posągów ustawionych na balustradach balkonów i wyobrażających różne gałęzie sztuki oraz przemysłu. Przypomnijmy, że Rygier cieszył się wielkim powodzeniem. Uchodził za jednego z najzdolniejszych warszawskich rzeźbiarzy. Nie widział wielkiej szansy dla siebie w naszym raczej prowincjonalnym mieście lat 60. i 70. XIX w., więc przeniósł się do Italii. Najpierw do Florencji, a w 1888 r. na stałe do Rzymu. W Polsce zasłynął jako autor mocno krytykowanego wtedy pomnika Adama Mickiewicza na Rynku Głównym w Krakowie (1888-89).
Przy Królewskiej 16 efektownie musiała się prezentować reprezentacyjna klatka schodowa. Jej ściany dekorowały kompozycje malarskie autorstwa popularnego wówczas warszawskiego malarza Józefa Buchbindera. Ciekawie wyglądały klatki kuchenne o spiralnych schodach.
Zdaniem Ferdynanda Hoesicka sam apartament Granzowa (zajmował pierwsze piętro) sprawiał wrażenie wnętrza pałacu. Dodajmy, że do elewacji wschodniej został dostawiony jednokondygnacyjny aneks mieszczący powozownię. Od strony maleńkiego dziedzińca dzielącego go od Królewskiej otwierała się neoklasycystyczną arkadową fasadą z greckim fryzem metopowo-tryglifowym podobnym do tego, jaki wieńczył sąsiedni gmach giełdy.
Imperium cegły
Jak pisał Eugeniusz Szulc, rodzina Granzowów miała pochodzić ze szlachty węgierskiej. Założyciel jej polskiej linii, Fryderyk, w Berlinie zdobył wykształcenie architekta i pracował w Petersburgu przy budowie Pałacu Zimowego. Do Królestwa Polskiego przybył ok. 1825 r. na zaproszenie hr. Wincentego Krasińskiego, by projektować w Opinogórze. Kazimierz Granzow urodzony w 1832 r. był jednym z dziewięciorga dzieci Fryderyka, które dożyły wieku dorosłego. Tak jak ojciec zajął się budownictwem. Jednak nie jako architekt. W 1852 r. został wyzwolony na mistrza murarskiego. Praktykował w Hamburgu, a w 1866 r. w podwarszawskim wtedy Kawęczynie założył cegielnię. Kilkanaście lat później był to już jeden z największych tego typu zakładów w rejonie Warszawy. Cegły, kolorowe licówki, glazurowane kształtki oznaczane były inicjałem "KG". I cieszyły się dobrą opinią.
Tuż obok cegielni w Kawęczynie Granzow zbudował obszerną willę, która po części pełniła funkcję budynku reklamowego firmy. Jej mury licowane wielobarwnym klinkierem i piękna dachówka były popisem możliwości produkcyjnych zakładu. Oglądały ją tysiące ludzi jadących pociągami linią terespolską łączącą Warszawę z drugą stolicą imperium Moskwą.
Kazimierz Granzow zmarł w 1912 r. i spoczywa w imponującej kaplicy na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim przy Młynarskiej. Elewacje mauzoleum wykończono oczywiście cegłą z jego zakładu. Sama kamienica przy Królewskiej właścicieli zmieniała jeszcze za życia przedsiębiorcy. Przed 1900 r. należała do Stanisława Rotwanda, przedsiębiorcy, finansisty, filantropa i współzałożyciela szkoły politechnicznej, właściciela Hotelu Angielskiego (dziś wznosi się tu biurowiec Metropolitan przy pl. Piłsudskiego). Potem dom stał się wianem jego córki Zofii poślubionej Michałowi Tabęckiemu herbu Dąbrowa. Był on prawnikiem zatrudnionym w zarządach wielkich spółek i Banku Zachodniego. Zdaniem badacza dziejów rodzin warszawskich Tadeusza W. Świątka po śmierci męża w 1923 r. Zofia Tabęcka mieszkała w kamienicy przy Królewskiej aż do września 1939 r.
Powstańcza reduta
Od roku 1937 mieściła się tu szkoła Towarzystwa Krzewienia Wiedzy Handlowej. W latach okupacji jej pracownicy z narażeniem życia prowadzili tajne nauczanie.
Budynek położony w sąsiedztwie giełdy spłonął podczas oblężenia Warszawy w 1939 r. Kamienica Granzowa została wówczas częściowo uszkodzona. Zniszczeniu uległy dach i ostatnia kondygnacja oficyn. Budynek jako tako zabezpieczono. Tu jeszcze przed wybuchem Powstania Warszawskiego przeszkolono ok. 200 sanitariuszek i łączniczek AK. Tutaj też konspiracyjną podchorążówkę AK ukończyło 80 chłopców. W kamienicy działała wytwórnia granatów filipinek.
Gdy wybuchło Powstanie, budynek stał się silną redutą powstańczą blokującą hitlerowcom dostęp do ul. Zielnej, gdzie w gmachu PAST-y została otoczona niemiecka załoga.
Budynek wyszedł z Powstania potężnie pokiereszowany. Siedem lat później prowizorycznie go zabezpieczono, kładąc mu dach. W 1956 r. Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Rozbiórkowo-Porządkowych zakończyło fragmentaryczną rozbiórkę kamienicy. Nadal jednak mieszkali w niej lokatorzy. Jak pisał autor monografii budynku Maciej Kledzik, dopiero w lutym 1963 r. architekt dzielnicowy wydał zlecenie rozbiórki. "Masywne, ale opuszczone już mury stały jeszcze jakiś czas. Któregoś dnia przyjechały dwa buldożery i zniwelowały teren" - czytamy.
Plac pozostawał pusty przez kilkadziesiąt lat. Dopiero w 2003 r. powstał tu nowy mocno przeszklony biurowiec Saski Crescent wzniesiony dla firmy AIG Lincoln według projektu pracowni APA-Wojciechowski.
Chyba jeszcze smutniejszy los od kamienicy Granzowa spotkał jego pokazową willę przy ul. Chełmżyńskiej na Kawęczynie. Przetrwała wojnę i jeszcze w latach 80. można było spoglądać z okien pociągu na jej kolorowe elewacje. Z czasem popadała w ruinę, a jej otoczenie dawno zamieniło się w śmietnik, jednak w roku 1993 wydawało się, że przed budynkiem otwiera się szansa. Willa miała zostać odremontowana i zaadaptowana na dom dla chorych na AIDS, ale prości ludzie patrzyli na nich wtedy jak na trędowatych. Do przeniesienia się tu ośrodka nie dopuścił rozhisteryzowany tłum mieszkańców Kawęczyna i Rembertowa. Być może inicjatorzy nowego domu nie pomyśleli o przygotowaniu opinii publicznej i ponieśli porażkę. Po opustoszałej i rozkradanej willi Granzowa dziś została już tylko kupka gruzów.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim
-
Dyskretny urok burżuazji przy Królewskiej
tobako
18.06.10, 02:28
Hm... Giełda była przecież na placu Bankowym, przy Elektoralnej.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




