Rodziny z Piaseczna: Woda zrobiła z nas dziadów
12.06.2010
aktualizacja: 2010-06-11 17:19
- Nie mam już nic: ani zdjęć dzieci, ani pamiątek po rodzicach, ani własnego kąta. W jednej chwili zostałam dziadem - płacze Genowefa Komisarska. Podczas nawałnicy w Piasecznie straciła cały dobytek.
ZOBACZ TAKŻE
- Złote dziewczyny i złoci chłopcy pomagali powodzianom (17-07-10, 16:00)
- Straty po powodzi w Mazowieckiem - ponad 500 mln zł (29-06-10, 13:43)
- Mieszkańcy zalanego Piaseczna boją się powrotu do domów (25-06-10, 08:15)
- Mieszkańcy zalanego Piaseczna: nie wrócimy do domów (17-06-10, 10:00)
- Alarm odwołany w Warszawie i na południu Mazowsza (13-06-10, 15:54)
- Piaseczno pod wodą. Dlaczego zalała je mała rzeczka? (05-06-10, 09:00)
- Ursynów liczy straty po przejściu nawałnicy (05-06-10, 09:00)
- Piaseczno zalane po czwartkowej burzy. Trwa ewakuacja (04-06-10, 11:15)
- Piaseczno ma nową oczyszczalnię ścieków. I ogromne długi (21-11-09, 11:00)
Czwartek, 3 czerwca, święto Bożego Ciała. W Piasecznie piękna pogoda. Świeci słońce, na niebie ani jednej chmury. Mała rzeczka Perełka nie zwraca niczyjej uwagi.
Przed godz. 10 w parterowym domu rodziny Komisarskich przy ul. Kniaziewicza zamieszanie. Mama Bożena - nauczycielka w przedszkolu, tata Krzysztof - od roku bezrobotny, wcześniej 30 lat przepracował w zakładach Thomson Polkolor, 18-letnia córka Marlena i 25-letni syn Daniel szykują się procesji.
Gdy wracają, pani Bożena szykuje obiad: botwinkę i duszone mięso. Jej mąż idzie do ogrodu. Coś przycina, przesadza, podlewa. Ogród to jego oczko głowie. Pani Bożena chwilę rozmawia z 75-letnią teściową Genowefą, która mieszka w sąsiednim domu. Zagląda do teścia, który leży w łóżku. Od kilku lat jest sparaliżowany.
Zbliża się godz. 19. Na niebie pojawiają się ciemne chmury. Zaczyna padać. Z każdą minutą deszcz jest silniejszy. Pani Bożena zamyka okna. Jednak woda zaczyna dostawać się do domu. - Wypychałam ją szczotką, ale przybierała błyskawicznie. Syn złapał za wiadro i zaczął wylewać wodę przez okno. Gdy było jej po kolana, córka wyciągnęła nasze dowody osobiste, paszporty i położyła na szafę - opowiada Bożena Komisarska. - Próbowaliśmy otworzyć drzwi, ale się nie dało. Wyjrzałam na zewnątrz i oniemiałam. Kilka metrów ode mnie było piętrzące się jezioro. Mąż krzyknął: uciekamy!
Jest już za późno. Woda w środku ma 1,5 metra. Rodzina wbiega na strych. - Pomocy! Tu jesteśmy - krzyczą z całych sił.
Na pontonie podpływają strażacy. Komisarscy po kolei do niego wsiadają.
Dramat rozgrywa się również w domu obok, gdzie mieszkają teściowie pani Bożeny. - Usłyszałam za oknem szum. Wyjrzałam, a tam woda po horyzont. Pomyślałam, że to koniec świata - wspomina Genowefa Komisarska. - Wtedy zobaczyłam, że łóżko, na którym leżał mój sparaliżowany mąż, pływa. Był przerażony. Nogi się pode mną ugięły. Zaczęłam krzyczeć: "Ludzie, ratujcie! Tonie mój mąż!".
Strażacy chwytają chorego, kładą go na nosze. Pani Genowefa z pływającego krzesła zabiera dwie spódnice, bluzkę i dokumenty. Strażacy biorą ją pod boki i przenoszą kilkaset metrów dalej, na schody pobliskiego apartamentowca. Tam czeka na nią rodzina, która właśnie wysiadła z pontonu. Wszyscy patrzą, jak ich domy zalewa woda.
Pani Genowefa: - Trzęsłam się z zimna. Jakiś młody chłopak z apartamentowca przyniósł koc i bez słowa mnie nakrył. Ale ja widziałam tylko jedno: mój dom pod wodą. Pękało mi serce.
Lodówka płynie przez drzwi
Obok niej stoi rodzina Wolskich, która przed chwilą również przegrała walkę z żywiołem. Ich parterowy dom przy ul. Nadarzyńskiej prawie zniknął pod wodą. Mieszkali w nim: pani Jolanta - rencistka i wolontariuszka Monaru, jej mąż Tadeusz - pracownik Mennicy - oraz czwórka dzieci.
Fale brudnej wody momentalnie zalewają przybudówkę, gdzie pokoje mieli dwaj synowie pani Jolanty - 25-letni Jacek i 28-letni Andrzej. Mężczyźni chwytają komputery i dokumenty i niosą je do domu rodziców. Ale tam też jest już woda.
Pani Jolanta budzi chorą na ospę ośmioletnią córkę Izę, bierze ją na ręce i zanosi do samochodu. Zawozi małą do teściowej, która mieszka kilka ulic dalej. Po kwadransie jest z powrotem. Wody w domu jest już po kolana. Mąż i synowie pakują do worków kołdry, dokumenty i ubrania. Fale zaczynają wpływać przez okna. - Jeszcze przez pół godziny próbowaliśmy ratować dom. Ale gdy zobaczyłam, jak lodówka wypływa przez drzwi, zrozumiałam, że z wodą nie wygramy. Wybiegliśmy. Nie czułam zimna, choć brodziliśmy w wodzie po pas - wspomina Jolanta Wolska.
Mija godzina. Gdy robi się ciemno, strażacy włączają pompy. Powodzianie obserwują swoje zalane domy. Tłumnie zaczynają się schodzić "turyści". Robią sobie zdjęcia na tle poszkodowanych rodzin i zalanej wodą okolicy. - Straciliśmy wszystko, a ludzie przychodzili popatrzeć na nasz dramat - żali się Bożena Komisarska.
Pięć rodzin, które zostały bez dachu nad głową, władze miasta lokują w pensjonacie U Joanny. - Znam właściciela. Zadzwoniłem. Powiedział, żeby przyjeżdżali do niego - mówi wiceburmistrz Piaseczna Dariusz Malarczyk.
Trzęsą się na balkonie
W tym czasie przy ul. Nadarzyńskiej woda zalewa parter piętrowego domu młodego małżeństwa Agnieszki i Mikołaja Ostrowskich. Pani Agnieszka wciąga owczarka niemieckiego Azę na piętro. Jej mąż, brodząc w wodzie po pas, przedziera się do domu obok, gdzie mieszka ich 87-letnia babcia Emilia.
- To były najgorsze chwile mojego życia. Patrzyłam, jak woda zalewa schody w domu. Najpierw jeden stopień, potem drugi, trzeci... Bałam się, że to się nie skończy. Nie wiedziałam, czy w ogóle przeżyję - opowiada pani Agnieszka.
Zapada noc. Kobieta siedzi na balkonie z psem w egipskich ciemnościach. Oboje trzęsą się z przerażenia. Dookoła słychać tylko bulgotanie wody. W sąsiednim domu jest jej mąż z kuzynami. Co chwila pyta żonę, czy u niej wszystko w porządku. W końcu najwyższy kuzyn podchodzi do balkonu. Najpierw ściąga wilka. Duży pies, który nigdy nie pozwolił się podnieść, tym razem nie protestuje. Potem wraca po Agnieszkę.
Ostrowcy decydują się zostać w swoim domu, aby pilnować dobytku. Mieszkają na niezniszczonym piętrze.
Przed godz. 10 w parterowym domu rodziny Komisarskich przy ul. Kniaziewicza zamieszanie. Mama Bożena - nauczycielka w przedszkolu, tata Krzysztof - od roku bezrobotny, wcześniej 30 lat przepracował w zakładach Thomson Polkolor, 18-letnia córka Marlena i 25-letni syn Daniel szykują się procesji.
Gdy wracają, pani Bożena szykuje obiad: botwinkę i duszone mięso. Jej mąż idzie do ogrodu. Coś przycina, przesadza, podlewa. Ogród to jego oczko głowie. Pani Bożena chwilę rozmawia z 75-letnią teściową Genowefą, która mieszka w sąsiednim domu. Zagląda do teścia, który leży w łóżku. Od kilku lat jest sparaliżowany.
Zbliża się godz. 19. Na niebie pojawiają się ciemne chmury. Zaczyna padać. Z każdą minutą deszcz jest silniejszy. Pani Bożena zamyka okna. Jednak woda zaczyna dostawać się do domu. - Wypychałam ją szczotką, ale przybierała błyskawicznie. Syn złapał za wiadro i zaczął wylewać wodę przez okno. Gdy było jej po kolana, córka wyciągnęła nasze dowody osobiste, paszporty i położyła na szafę - opowiada Bożena Komisarska. - Próbowaliśmy otworzyć drzwi, ale się nie dało. Wyjrzałam na zewnątrz i oniemiałam. Kilka metrów ode mnie było piętrzące się jezioro. Mąż krzyknął: uciekamy!
Jest już za późno. Woda w środku ma 1,5 metra. Rodzina wbiega na strych. - Pomocy! Tu jesteśmy - krzyczą z całych sił.
Na pontonie podpływają strażacy. Komisarscy po kolei do niego wsiadają.
Dramat rozgrywa się również w domu obok, gdzie mieszkają teściowie pani Bożeny. - Usłyszałam za oknem szum. Wyjrzałam, a tam woda po horyzont. Pomyślałam, że to koniec świata - wspomina Genowefa Komisarska. - Wtedy zobaczyłam, że łóżko, na którym leżał mój sparaliżowany mąż, pływa. Był przerażony. Nogi się pode mną ugięły. Zaczęłam krzyczeć: "Ludzie, ratujcie! Tonie mój mąż!".
Strażacy chwytają chorego, kładą go na nosze. Pani Genowefa z pływającego krzesła zabiera dwie spódnice, bluzkę i dokumenty. Strażacy biorą ją pod boki i przenoszą kilkaset metrów dalej, na schody pobliskiego apartamentowca. Tam czeka na nią rodzina, która właśnie wysiadła z pontonu. Wszyscy patrzą, jak ich domy zalewa woda.
Pani Genowefa: - Trzęsłam się z zimna. Jakiś młody chłopak z apartamentowca przyniósł koc i bez słowa mnie nakrył. Ale ja widziałam tylko jedno: mój dom pod wodą. Pękało mi serce.
Lodówka płynie przez drzwi
Obok niej stoi rodzina Wolskich, która przed chwilą również przegrała walkę z żywiołem. Ich parterowy dom przy ul. Nadarzyńskiej prawie zniknął pod wodą. Mieszkali w nim: pani Jolanta - rencistka i wolontariuszka Monaru, jej mąż Tadeusz - pracownik Mennicy - oraz czwórka dzieci.
Fale brudnej wody momentalnie zalewają przybudówkę, gdzie pokoje mieli dwaj synowie pani Jolanty - 25-letni Jacek i 28-letni Andrzej. Mężczyźni chwytają komputery i dokumenty i niosą je do domu rodziców. Ale tam też jest już woda.
Pani Jolanta budzi chorą na ospę ośmioletnią córkę Izę, bierze ją na ręce i zanosi do samochodu. Zawozi małą do teściowej, która mieszka kilka ulic dalej. Po kwadransie jest z powrotem. Wody w domu jest już po kolana. Mąż i synowie pakują do worków kołdry, dokumenty i ubrania. Fale zaczynają wpływać przez okna. - Jeszcze przez pół godziny próbowaliśmy ratować dom. Ale gdy zobaczyłam, jak lodówka wypływa przez drzwi, zrozumiałam, że z wodą nie wygramy. Wybiegliśmy. Nie czułam zimna, choć brodziliśmy w wodzie po pas - wspomina Jolanta Wolska.
Mija godzina. Gdy robi się ciemno, strażacy włączają pompy. Powodzianie obserwują swoje zalane domy. Tłumnie zaczynają się schodzić "turyści". Robią sobie zdjęcia na tle poszkodowanych rodzin i zalanej wodą okolicy. - Straciliśmy wszystko, a ludzie przychodzili popatrzeć na nasz dramat - żali się Bożena Komisarska.
Pięć rodzin, które zostały bez dachu nad głową, władze miasta lokują w pensjonacie U Joanny. - Znam właściciela. Zadzwoniłem. Powiedział, żeby przyjeżdżali do niego - mówi wiceburmistrz Piaseczna Dariusz Malarczyk.
Trzęsą się na balkonie
W tym czasie przy ul. Nadarzyńskiej woda zalewa parter piętrowego domu młodego małżeństwa Agnieszki i Mikołaja Ostrowskich. Pani Agnieszka wciąga owczarka niemieckiego Azę na piętro. Jej mąż, brodząc w wodzie po pas, przedziera się do domu obok, gdzie mieszka ich 87-letnia babcia Emilia.
- To były najgorsze chwile mojego życia. Patrzyłam, jak woda zalewa schody w domu. Najpierw jeden stopień, potem drugi, trzeci... Bałam się, że to się nie skończy. Nie wiedziałam, czy w ogóle przeżyję - opowiada pani Agnieszka.
Zapada noc. Kobieta siedzi na balkonie z psem w egipskich ciemnościach. Oboje trzęsą się z przerażenia. Dookoła słychać tylko bulgotanie wody. W sąsiednim domu jest jej mąż z kuzynami. Co chwila pyta żonę, czy u niej wszystko w porządku. W końcu najwyższy kuzyn podchodzi do balkonu. Najpierw ściąga wilka. Duży pies, który nigdy nie pozwolił się podnieść, tym razem nie protestuje. Potem wraca po Agnieszkę.
Ostrowcy decydują się zostać w swoim domu, aby pilnować dobytku. Mieszkają na niezniszczonym piętrze.
1
2
następne »
-
Winne są tu władze Piaseczna
zegrz
13.06.10, 11:11
i będą musiały co najmniej odbudować zalane domy i zapłacić odszkodowanie za utracone mienie.»
-
słabe samorządy
swiatowy_kryzys
13.06.10, 14:42
a cała ta sytuacja dowodzi jednego - w Polsce mamy słabe samorządy, które niepotrafią radzić sobie z takimi zagrożeniami. Oczywistym jest że uniknąć takichsytuacji do końca nigdy się nie »
-
Tamte okolice to napływowy platformerski elektorat
aiwaplatz
13.06.10, 20:12
Zwyczajne wykształciuchy. Wybrali miejscowym taki samorząd, co przez 7 lat nic nie zrobił dla zwykłych ludzi. Chciałbym doroczne listy premii urzędniczych obejrzeć. Krzywdy sobie zrobić »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]





