Powrót desperata: z łańcuchem na ministerstwo

Jan Fusiecki
15.06.2010 aktualizacja: 2010-06-14 21:50
A A A Drukuj
Karol El-Kashif przykuty do bramy Ministerstwa Sprawiedliwości Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
- Będę tu głodował, póki nie odzyskam bezprawnie zagarniętego majątku - oświadczy w poniedziałek pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości Karol El Kashif. Ten były właściciel apteki za upadek swojej firmy obwinia urzędników i polityków.
Już raz policja siłą odkuwała go od bramy ministerstwa. Zagroził, że nie odpuści. Kupił nowe łańcuchy, zgłosił w ratuszu swój protest i wczoraj w południe znów zjawił się pod gmachem resortu w Al. Ujazdowskich.

>>> Przeczytaj: Aptekarz przykuł się do bramy resortu sprawiedliwości

Policja była uprzedzona. Pod ministerstwo wydelegowała dwójkę mundurowych. Stali pod bramą, w miejscu, w którym El Kashif przykuł się kajdankami podczas długiego weekendu. Funkcjonariusze nie zdołali mu przeszkodzić. Aptekarz oświadczył, że kontynuuje głodówkę, którą przerwała brutalna - w jego ocenie - akcja policji. - Gdy ostatnio przykułem się tu kajdankami, policja mnie poturbowała, wezwała straż pożarną, która nożycami przecięła łańcuchy - mówił. - Policjanci wyzywali mnie od arabusów [El Kashif, półkrwi Egipcjanin, urodził się i wychował w Polsce].

Wtedy był sam. Wczoraj o swoim proteście zawiadomił media i polityków. Dlatego pod ministerialny gmach ściągnęli działacze Zielonych 2004 i ok. 10-osobowa grupa ludzi, którzy uważają się za poszkodowanych przez aparat sprawiedliwości. Jeden z nich - Michał Makowski, działacz ruchu Wolne Konopie - również przykuł się łańcuchem do ogrodzenia. - Właśnie zdałem maturę. Również rozpoczynam głodówkę. Chcę w ten sposób zaprotestować przeciwko brutalnym metodom działania policji - mówił dziennikarzom.

Policja ściągnęła posiłki, ale nie interweniowała. - W czasie długiego weekendu El Kashif przykuł się łańcuchem do bramy wyjazdowej, zatarasował drogę ewakuacyjną. Teraz stoi na chodniku, nie stwarza zagrożenia - uzasadnia Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej komendy.

- Za pierwszym razem El Kashif złożył na piśmie swojej postulaty, przyjęliśmy je. Teraz nic do nas kieruje - mówi Joanna Dębek, rzeczniczka ministerstwa.

Swoją desperację Karol El Kashif uzasadnia postawą warszawskich urzędów. Jak pisaliśmy, jego aptekę zajął jubiler Andrzej Zgirski. Obaj przedsiębiorcy pokłócili się o lokal przy zbiegu Puławskiej i Rakowieckiej. El Kashif prowadził tam Superaptekę od siedmiu lat, ale umowę najmu miał jubiler. Dzięki niej od aptekarza jako podnajemcy brał 25 tys. zł miesięcznie. Do kasy gminy odprowadzał 5 tys. zł, bo na taką kwotę opiewała jego umowa z miastem.

Dramatyczne wydarzenia zaczęły się pod koniec ub.r., gdy okazało się, że Zgirski chce wykupić lokal na ulgowych zasadach. Aby to zrealizować, musiał wykazać, że prowadzi przy zbiegu Puławskiej i Rakowieckiej sklep swojej branży. Gdy El Kashif zorientował się, że Zgirski chce go wyrzucić, zaczął nagrywać rozmowy.

Na jedną z nich przyjechał Paweł Dulski, wtedy wiceszef PO na Mokotowie. Powoływał się na wpływy we władzach Mokotowa. Jubilerowi radził: - Niech on [El Kashif] wypier... przez weekend. Tu postawić mu nad głową kata i niech ten kat go katuje.

Pod koniec stycznia jubiler bez wyroku sądu, przy pomocy ochroniarzy zajął aptekę El Kashifa wraz z całym jej wyposażeniem. Policja nie interweniowała. Urząd Mokotowa stanął po stronie Zgirskiego.

- Moja apteka miała 1 mln zł miesięcznego obrotu, zatrudniałem 20 ludzi. Dziś zostałem z długami wobec hurtowni leków, bez widoków na odzyskanie zagarniętego majątku. Liczyłem na pomoc prokuratury. Byłem naiwny - mówi Karol El Kashif.

Przeczytaj także: Polityk PO o aptekarzu z Mokotowa: Niech wypier...



15. jubileuszowy piknik lotniczy w Góraszce. Zobacz galerię zdjęć


Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy