Szalony wózkowicz nie głosował. Nie mógł wejść do lokalu

WKK
20.06.2010 aktualizacja: 2010-06-21 00:31
A A A Drukuj
Marek Sołtys próbuje dostać się do swojego lokalu wyborczego - podstawówki na Natolinie fot. www.tpsw.pl
  • Marek Sołtys próbuje dostać się do swojego lokalu wyborczego - podstawówki na Natolinie
  • Jarosław Gniatkowski w asyście syna
wypełnia kartę za pomocą szablonu
  • Jarosław Gniatkowski w asyście syna
wypełnia kartę za pomocą szablonu
Nie wszystkim było dane zagłosować. Poruszający się na wózku Marek Sołtys nie dostał się do swojego lokalu wyborczego - podstawówki na Natolinie. Niewidomy Jarosław Gniatkowski miał szczęście - zagłosował za pomocą specjalnego szablonu.
SERWISY
- Pokonały mnie schody. Jest mi przykro, bo wybory to jeden z aspektów demokracji. Każdy ma prawo wziąć w nich udział - komentował już po wszystkim Marek Sołtys. Czytelnikom "Gazety" znany jest jako szalony wózkowicz. Walczy o bardziej dostępne miasto. Swoje wypady na wózku po Warszawie nagrywa i wrzuca do internetu. Obejrzało je już tysiące ludzu, na spotkanie do ratusza zaprosiła go pani prezydent.

Pan nie zagłosuje

Wczoraj po godz. 12 stawił się w swoim lokalu wyborczym - w szkole podstawowej przy Małcużyńskiego. Mimo że lokal jest niedostosowany, Marek Sołtys głosował tam wielokrotnie wcześniej. Jak twierdzi, członkowie komisji wynosili do niego urnę albo kartę do głosowania. Myślał, że tak samo będzie tym razem. - W tym roku pierwszy raz osoby z niepełnosprawnością mogą wyznaczyć pełnomocnika. Ale to nie jest idealne rozwiązanie, bo wtedy wybory nie są tajne. Chcę zagłosować sam - mówił. - Dobrym rozwiązaniem byłoby głosowanie przez internet. A ideałem - przy urnie, do której bez problemu mógłbym się dostać. Głosując gdzieś przy schodach, czuję dyskomfort.

Po chwili dowiedział się, że nie zagłosuje w ogóle. - Nie możemy wynosić z sali urny ani kart do głosowania. Jesteśmy nieprzygotowani, by głosowali tu niepełnosprawni wyborcy. Powinien pan przepisać się wcześniej do innej komisji - usłyszał od Darii Sieniawskiej, przewodniczącej komisji nr 615. Na nic zdały się tłumaczenia, że w poprzednich latach nie było problemów.

- Jak mam zagłosować? - dopytywał Marek Sołtys. Jego wózek jest ciężki, urna było piętro wyżej. Wnoszenie go nie wchodziło w grę.

- Wygląda na to, że w tej turze nie zagłosuje pan - usłyszał.

- Zatem wybory mam już za sobą - żalił się. - Dlaczego mam szukać pełnomocnika? Mam prawo stawić się w swoim lokalu, jak każdy inny, i zagłosować. Zresztą to jest szkoła. Wszystkie szkoły powinny być dostępne dla niepełnosprawnych uczniów.

O podobnych problemach poinformowała nas czytelniczka z Mokotowa. Do lokalu wyborczego w piwnicy podstawówki przy Piaseczyńskiej nie dostał się jej tata, który ma amputowane nogi.

Szablon i krzyżyk

Dwie godziny przed Markiem Sołtysem do lokalu wyborczego w przedszkolu przy Goszczyńskiego wszedł niewidomy Jarosław Gniatkowski. Miał ze sobą specjalny szablon przygotowany przez fundację Instytut Rozwoju Regionalnego. Niewidomi od kilku lat bezskutecznie apelują o zmianę przepisów, by w każdym lokalu w Polsce był taki szablon. To zwykła kartka z wyciętymi 10 kwadracikami, którą przykłada się do karty do głosowania. Niewidomy dotyka szablonu, odlicza sobie kandydatów i zaznacza, którego wybiera.

- Nie rozumiem, dlaczego z tym są takie problemy. Szablony to koszt ok. 50 tys. zł w skali całego kraju - mówił Gniatkowski. Ale tym razem był mile zaskoczony - w jego lokalu mieli identyczną nakładkę. Okazało się, że kilkanaście minut wcześniej członkowie komisji dowiedzieli się od fotoreportera "Gazety", że przyjdzie tam zagłosować niewidomy. Wykonali jeden telefon i nakładkę przywiózł kurier. Fundacja, która je wyprodukowała, przekazała kilkanaście sztuk ratuszowi.

- Udało się samodzielnie zagłosować, na wszelki wypadek syn sprawdził, czy nie zrobiłem błędu - cieszył się Gniatkowski. - Ale był dreszczyk emocji, bo kwadraciki przy nazwiskach są bardzo małe. Nie wiedziałem, czy jak wyjdę za kwadracik, mój głos będzie ważny.

Dodał: - Mam nadzieję, że przy następnych wyborach szablony będą miały już wszystkie komisje. Bo na razie to nie jest standard w każdym lokalu wyborczym

Państwowa Komisja Wyborcza szacowała, że w 2007 r. w wyborach parlamentarnych nie zagłosowało nawet 2 mln osób niepełnosprawnych i starszych.

Więcej na ten temat jutro w Gazecie Stołecznej

Wszystko o wyborach prezydenckich 2010 w Warszawie


Podziel się

  • Szalony wózkowicz nie zagłosował. Nie mógł wejś... polskie_pieklo 20.06.10, 15:47

    Głosowałem na mokotowie w komisji nr 97. Wchodząc minąłem kilka starszych osób , część z nich o kulach, prubujących złapać oddech na półpiętrze w drodze do sali komisji. Dlaczego w Polsce »

  • Szalony wózkowicz nie zagłosował. Nie mógł wejś... anika1983 20.06.10, 16:43

    w tym kraju jak ktoś ma przechlapane,to wszędzie gdzie się uda. U mnie w lokalu wyborczym nie było schodów, a akurat ten człowiek musiał natrafić na taki. »

  • O ja pierd.... yola13 20.06.10, 18:02

    co za głupki, to jak juz przyszedl i pofatygowal sie to nie mogli mu jakos pomóc? Nie wierzę»

Najnowsze wiadomości z Warszawy