Anin okradany jest z cennego zabytku

Tomasz Urzykowski
21.06.2010 aktualizacja: 2010-06-20 20:47
A A A Drukuj
Ta drewniana willa jest właśnie rozbierana. Robotnicy odrywają deski i blachę, nie oznaczając ich. Dlatego odtworzenie budynku, gdziekolwiek miałby stanąć na nowo, będzie niemożliwe Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
W 100-lecie swego powstania Anin okradany jest z cennego zabytku. Grabież odbywa się legalnie, za zgodą władz dzielnicy Wawer i stołecznego konserwatora. Polega na rozbiórce drewnianej willi Batorówka z 1911 r., jednego z najciekawszych przykładów "stylu nadświdrzańskiego".
Jak pisaliśmy kilka dni temu, właściciele Bartorówki obiecali odtworzyć ja nad Bugiem. Czytaj więcej na ten temat >>>Byłby to chyba pierwszy w historii przypadek przeniesienia „świdermajera”, sądząc ze sposobu rozbiórki, równie realny jak wyrośnięcie na placu po willi dorodnych kaktusów.

O tym, że władze Wawra mają w głębokim poważaniu nieliczne zabytki na swoim terenie, wiadomo nie od dziś. Wystarczy wspomnieć pozostawiony na pastwę złodziei cmentarz żydowski w Radości, z którego zniknęły najcenniejsze macewy. Trudno sobie jednak wyobrazić, że do rozbiórki Batorówki przyłożyła rękę osoba odpowiedzialna w mieście za ochronę zabytków. Jak to możliwe, że stołeczna konserwator Ewa Nekanda-Trepka, która latami prowadzi akademickie spory z inwestorem o to, czy kamienica przy ul. Foksal powinna mieć na fasadzie eklektyczne esy-floresy, czy być otynkowana na gładko, równocześnie godzi się na usunięcie z Anina stuletniej willi? Twierdzi, że drewniany dom nie jest burzony, a tylko przenoszony, bo "ważniejsze jest uratowanie obiektu niż pozostawienie go w tym samym miejscu". Gdyby chodziło o coś innego, może bym przyznał rację, ale nie w przypadku "świdermajera". Ta architektura, wymyślona w XIX w. przez artystę Michała Elwiro Andriollego, jest tym dla podwarszawskich miejscowości linii otwockiej, czym domy w stylu zakopiańskim dla Podhala. Z tą jednak różnicą, że grozi jej dziś niemal całkowite zniszczenie. Poza pojedynczymi przypadkami "świdermajerów" zadbanych przez gospodarzy, budynki te są traktowane jak rudery. Z roku na rok ich liczba spada. Za dziesięć lat pozostaną tylko na archiwalnych zdjęciach i dużą zasługę będzie w tym miała konserwator zabytków.

Zgoda Ewy Nekandy-Trepki na rozbiórkę Batorówki jest ogromnym błędem. Przyniesie fatalne skutki dla "świdermajerów" również poza Aninem. Konserwator zapaliła zielone świato dla tych wszystkich, którzy chcą się pozbyć "starych drewniaków". To dla nich wyraźny sygnał: "Możecie rozbierać, byle byście obiecali, że gdzieś te domy odbudujecie". A potem i tak nikt ich nie zmusi do odtworzenia budynków, bo władza stołecznego konserwatora nie sięga nad Bug.

O stosunku służb konserwatorskich do "świdermajerów" najlepiej świadczy fakt, że na wpis do rejestru Batorówka czekała ponad cztery lata i się nie doczekała. Wyrzucenie jej z Anina to kompromitująca porażka urzędników zajmujących się ochroną zabytków.

Przeczytaj także: Tak będzie wyglądała kwatera smoleńska na Powązkach



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy