Strajk taksówkarzy - obyło się bez utrudnień

Grzegorz Lisicki
22.06.2010 aktualizacja: 2010-06-22 19:27
A A A Drukuj
W 2008 roku przez kilka godzin taksówkarze korkowali warszawskie ulice Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Konflikt pracowników z właścicielem popularnego radiotaxi. Kierowcy ogłosili dwudniowy strajk w proteście przeciwko wyrzuceniu z pracy kilku kolegów.
- Właściciel firmy żąda od nas wygórowanych opłat dla swojego przedsiębiorstwa - mówi Dorota Tarnopolska, jedna z byłych taksówkarzy Sawy. Chodzi o to, że każdy kierowca co miesiąc płaci tzw. bazę. To opłata za możliwość pracy w korporacji i zlecenia przyjmowane przez telefon. W Sawie wynosi to ok. 700 zł. Dodatkowe pieniądze trzeba płacić za każde zlecenie plus 12 proc. wartości przejazdu bezgotówkowego (np. voucherów).

Niedawno okazało się, że Sawa będzie obsługiwać lotnisko na Okęciu. - Wtedy właściciel firmy zażądał od nas dodatkowej opłaty (600 zł), podniósł też o 100 zł bazę - opowiada pani Dorota.

To oburzyło taksówkarzy. Kilka dni temu sześcioosobowa delegacja wybrała się do prezesa Sawa Taxi na rozmowę. Ta zakończyła się wyrzuceniem z pracy wszystkich delegatów, w tym Doroty Tarnopolskiej. - Powiedział, że to jego własna firma i robi w niej, co chce - relacjonuje.

Prezes Bartosz Szymanski odmówił też spełnienia obietnicy wycofania się z podwyżek. Wyrzucenie z pracy kolegów oburzyło taksówkarzy. W poniedziałek i wtorek w Sawie doszło do strajku - według taksówkarzy nie pracowało 90 proc. z nich (jeździli tylko kierowcy, którzy pod szyldem Sawy prowadzą jednoosobowe spółki na przewóz osób i pracownicy na etatach). - Prezes powysyłał faksy do obsługiwanych przez niego firm z informacją, że w Sawie trwa "reorganizacja" i stąd trudności w dostępie do taksówek - mówi Tarnopolska.

We wtorek rano pod Torwarem zebrało się kilkudziesięciu taksówkarzy z Sawy, żeby w proteście przejechać ulicami na Poprawną w Wawrze, gdzie mieści się siedziba ich korporacji. Jak nas poinformowali, prezes poprosił ich o wyznaczenie kolejnej delegacji, z którą ma podjąć negocjacje. Bartosz Szymański nie zareagował na prośby "Gazety" o rozmowę.

Przeczytaj także: Taxi-protest: korek, marsz żałobny i dużo nerwów



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy