Na czym polega fenomen słynnych "świdermajerów"?

Rozmawiał Tomasz Urzykowski
25.06.2010 aktualizacja: 2010-06-25 00:27
A A A Drukuj
Ta drewniana willa jest właśnie rozbierana. Robotnicy odrywają deski i blachę, nie oznaczając ich. Dlatego odtworzenie budynku, gdziekolwiek miałby stanąć na nowo, będzie niemożliwe Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Wywożenie "świdermajerów" nad Bug można porównać z przeniesieniem domów góralskich nad Świder. Chaos architektoniczny staje się chyba naszą kolejną cechą narodową - mówi Robert Lewandowski.
Tomasz Urzykowski: W Aninie rozbierana jest drewniana willa Batorówka z 1911 r. Ma zostać w kawałkach przeniesiona nad Bug, a na uwolnionej działce staną nowe budynki. Jak się panu to podoba?

Robert Lewandowski*: Znam bardziej brutalne rozwiązania z okolic Falenicy i Otwocka, zwłaszcza z lat 2007-08. Stare drewniane budynki były po prostu podpalane. Przeniesienie Batorówki - jak twierdzi konserwator zabytków - może uratować tę zabytkową willę. Jednak wywożenie "świdermajerów" nad Bug to pomysł abstrakcyjny, który można porównać z przeniesieniem domów góralskich nad Świder. Chaos architektoniczny staje się chyba naszą kolejną cechą narodową. Moim zdaniem Batorówka od długich lat czekała na to, co teraz obserwujemy. Świadczy to o bezradności w kwestii ochrony zabytków.

Czyjej bezradności?

- Miejscowości tzw. linii otwockiej są terenem działania dwóch konserwatorów zabytków - stołecznego i wojewódzkiego. Są tu trzy samorządy: dzielnicy Wawer, miasta Józefów i miasta Otwock. Czy słyszał pan, aby w sprawie ochrony drewnianej architektury tego regionu wypracowano i zrealizowano jakiś program?

Może dla urzędników ta architektura nie ma większej wartości? Nieraz słyszę opinię, że to walące się drewniaki o niemodnych dekoracjach, sklecone kiedyś z byle jakich desek przez ubogich żydowskich właścicieli.

- Nie jest prawdą, że "świdermajery" to "domy żydowskiej biedoty". Ich właściciele byli różnego pochodzenia. Same domy też budowano różne. Do wybuchu I wojny światowej bardzo często stosowano solidne deskowanie ścian, gęsto ustawione pionowe słupy konstrukcyjne, a nawet wykonywano ściany z kantówki sosnowej lub modrzewiowej o grubości od kilku do kilkunastu centymetrów. Ściany na zewnątrz izolowano papą, ocieplano sosnowym igliwiem lub trocinami, deskowano i ozdabiano drewnianą snycerką. Od wewnątrz kładziono trzcinę i wapienny tynk. Innymi zasadami kierowano się przy budowie całorocznych pensjonatów czy sanatoriów, innymi przy stawianiu domów letnich, zwłaszcza przed wybuchem II wojny światowej. Im większy był popyt na mieszkania letniskowe, tym szybsza budowa i słabsze materiały.

Na czym polega fenomen tej architektury?

- Wszystko zaczęło się w 1877 r. od uruchomienia linii Kolei Nadwiślańskiej, która połączyła Warszawę z Otwockiem. W 1880 r. pomiędzy przystankiem Jarosław i stacją Otwock, na obu brzegach Świdra, zakupił ziemię artysta Elwiro Michał Andriolli. Jako pierwszy w tych okolicach wybudował drewniane domy letniskowe z przeznaczeniem na wynajem dla gości. Były to budynki bogato zdobione, z obszernymi werandami. W ten sposób Andriolli zapoczątkował istnienie tzw. stylu nadświdrzańskiego, dziś potocznie zwanego "świdermajer" [nazwa wymyślona przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego]. Przyczynił się do powstania letnisk, najpierw nad Świdrem, później w Otwocku i wzdłuż linii kolejowej do Warszawy.

W architekturze i wycinanych w deskach dekoracjach "świdermajerów" dostrzec można podobieństwo do rosyjskich daczy i alpejskich pensjonatów. To. co zapoczątkował Andriolli. zaczęło żyć własnym życiem.

- Od 1924 r. Otwock był uzdrowiskiem, w którym w 1925 r. znajdowały się: dwa hotele, 40 pensjonatów, 1300 willi i dworków, trzy restauracje i pięć jadłodajni. Pokoi gościnnych było w sumie 4480. Do tych liczb należy dodać pensjonaty, wille i pokoje gościnne gminy Letnisko Falenica obejmującej: Anin, Międzylesie, Daków, Radość, Zbójną Górę, Miedzeszyn i Miedzeszyn Nowy, Falenicę, Michalin, Józefów oraz Świder. Powstająca w latach 1880-1939 zabudowa letniskowa linii otwockiej świadczy o tradycji, historii i tożsamości regionu.

To dlaczego większości tych domów już nie ma, a na naszych oczach rozbierane są kolejne, by uwolnić działki pod nową zabudowę? Czemu budynek dawnego Uzdrowiska Abrama Gurewicza w Otwocku, jeden z największych w Polsce zabytków architektury drewnianej, od lat stoi pusty i niszczeje?

- Proszę o to pytać właściciela [skarb państwa] i służby konserwatorskie. Co do innych domów, jestem daleki od twierdzenia, że każdy "świdermajer" musi być za wszelką cenę ocalony. Inwestowanie wielkich środków w ratowanie budynków, które pozostaną czynszówkami, nie zawsze ma sens. Co innego perełki tej architektury. Można je ratować z urzędu.

Na niedawnym spotkaniu władz Otwocka z wojewódzką konserwator zabytków Barbarą Jezierską prezydent miasta Zbigniew Szczepaniak przekonywał, że te domy są nie do uratowania. Utopi się ogromne pieniądze w remont, a efekt i tak będzie mizerny.

- Powiem inaczej. Nasi znajomi mieszkają w Niemczech w budynku z końca XVIII w., a w Holandii w budynku z 1880 r. W obu przypadkach standard mieszkań nie odbiega od wymogów cywilizacyjnych XXI w., a znajomi są dumni ze swoich domów.

Kogo stać na taki remont? Chyba tylko pasjonata z grubym portfelem?

- Niekoniecznie. Wśród właścicieli wyremontowanych "świdermajerów" są osoby znane, np. Janusz Korwin-Mikke i Emilian Kamiński, ale nie brakuje też ludzi młodych, dopiero co osiadłych na tym terenie. Mam fotografie drewnianego budynku w Otwocku przy ul. Górnej. Po latach przedwojennej świetności, w czasach PRL-u popadł w ruinę, stając się czynszowym "pekinem", próbowano go nawet podpalić, miał być przeznaczony do rozbiórki. A teraz jest restaurowany.

Nie wszystkich stać na taki remont.

- Właścicielka "świdermajera" w Radości remontowała go przez 20 lat, odmawiając sobie innych rzeczy. Cieszyła się tylko, że nikt z urzędników kłód jej pod nogi nie rzuca.

Nikt jej też nie pomógł. Nie ma żadnych zachęt finansowych czy organizacyjnych, które przekonałyby właścicieli tych domów do remontu zamiast rozbiórki. Czy nie sądzi pan, że powinien wreszcie powstać program ratowania tej architektury, tak jak kiedyś ratowano opuszczone drewniane cerkwie? Był przecież pomysł stworzenia parku kulturowego chroniącego istniejące jeszcze "świdermajery".

- O możliwości powołania takiego parku rozmawialiśmy w maju 2008 r. podczas konferencji "Świdermajer - domy z duszą... i co dalej?", której byłem współorganizatorem. Po konferencji nie było już wielkiego zainteresowania tą inicjatywą. Aż w końcu wojewódzki konserwator ogłosił, że wpisuje znaczną część Otwocka do rejestru zabytków. Sprzeciwiły się temu władze miasta. Obie strony mają swoje racje, postawiły "kosy na sztorc" i tak jest do dziś. Czas pracuje na niekorzyść.

Na swojej stronie www.swidermajer.pl propaguje pan stylizowanie nowych budynków na "świdermajery". Jest zainteresowanie powrotem do tych form i dekoracji?

- Polecam obejrzeć nowo powstałe budynki, np. przy ul. Długiej 31 w Józefowie, ul. Tadeusza 19 w Otwocku-Śródborowie, a zwłaszcza osiedle przy ul. Zacisznej 42 w Otwocku-Świdrze. To udane stylizacje na "świdermajery". Z naszej strony korzystają architekci, jak pan Marek Przepiórka, oraz lokalni stolarze i snycerze - panowie Henryk Jesiotr czy Roman Jakubiec. To działanie równoległe z ochroną oryginalnych zabytków, ale też ważne dla zachowania tożsamości regionu.

* Robert Lewandowski - z wykształcenia historyk, założyciel Stowarzyszenia Miłośników Drewnianej Architektury Linii Otwockiej oraz Fundacji i Muzeum E.M. Andriollego. Twórca portali internetowych: www.andriolli.pl oraz www.swidermajer.pl.

Przeczytaj także: Rozbierają cenną willę. Mają ją odbudować... nad Bugiem



Bryła.pl poleca: Zapomniane klisze: Za Żelazną Bramą



Zobacz jak będzie wyglądało Muzeum Sztuki Nowoczesnej na pl. Defilad


Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy