Niejasności wokół przetargu na 1580 wiat przystankowych

Michał Wojtczuk
28.06.2010 aktualizacja: 2010-06-27 19:54
A A A Drukuj
Takie wiaty mają stanąć na 625 przystankach, głównie w centrum.
Będą mieć nie tylko szklane ściany, ale też przyciemniony rastrem dach,
co ma uniemożliwić zbytnie nagrzewanie się wnętrza.
Psuje się atmosfera wokół przetargu na wiaty przystankowe dla miasta. Branża reklamowa narzeka na niejasne zasady. W poniedziałek w tej sprawie spotkanie w ratuszu.
Przetarg na wiaty ma przetrzeć szlaki partnerstwu publiczno-prywatnemu w Warszawie. Firma, która go wygra, ma ustawić w mieście 1580 wiat. W centrum ma stanąć 625 konstrukcji według projektu wybranego w konkursie cztery lata temu, w pozostałych lokalizacjach - wiaty seryjne. W niektórych miejscach objętych ochroną konserwatora mają zostać ustawione obiekty, takie jak te, które dziś można oglądać w Al. Ujazdowskich.

Chodzi o ogromne pieniądze. Koszt montażu tych wszystkich wiat to 80-100 mln zł. W zamian firma, która wygra przetarg, przez kilka-kilkanaście lat będzie mogła czerpać zyski z reklam rozwieszanych na przystankach.

Wejście monopolisty

Do walki o kontrakt szykują się wszyscy najwięksi gracze rynku reklamy zewnętrznej. Oprócz grupy AMS (należy do koncernu Agora, wydawcy "Gazety Wyborczej") start w przetargu zapowiedziała już firma Clear Channel Poland oraz Stroer Polska. Do bitwy o wiaty chce też przystąpić francuski koncern JC Decaux, który dziś w Polsce ma tylko tablice reklamowe na terenie lotniska Okęcie. Koncern słynie z tego, że najchętniej angażuje się w wejście na nowy rynek wtedy, jeżeli ma możliwość zdobycia monopolu. A właśnie monopol na reklamy na wiatach w Warszawie daje wygrana przetargu ogłoszonego przez ratusz.

- Monopol to błąd. Od lat podpowiadaliśmy, że w Warszawie powinno być dwóch koncesjonariuszy - mówi Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej zrzeszającej największe firmy outdoorowe. Przekonuje, że tak jest w porównywalnych miastach europejskich - Berlinie, Wiedniu, Dreźnie, Hamburgu. - Dla miasta jest lepiej, jeśli firmy konkurują, to wpływa na szybkość inwestycji - przekonuje.

Mamy wątpliwości

To nie koniec wątpliwości branży reklamowej. W przetargu zapisane jest, że wiaty mają zostać ustawione w trzy lata. - Tego się nie da zrobić. Uzyskanie całej dokumentacji niezbędnej do zamontowania 14 wiat w Al. Ujazdowskich trwało pół roku. A weźmy pod uwagę, że niektóre wiaty mają stanąć na terenach pod opieką konserwatora, co wydłuża wszystkie uzgodnienia - mówi Kaczoń. Kierowana przez niego izba nalega też, by nie obciążać firm reklamowych obowiązkiem utrzymywania w czystości przystanku, na którym zostanie ustawiona wiata. - Podczas ostatniej zimy wyszło na jaw, że to nie ma sensu: wynajęta ekipa sprzątała przystanek, a potem ulicą przejeżdżał pług i wrzucał śnieg na przystanek. Lepiej, żeby chodniki, ulice i przystanki sprzątała jedna firma. Zwycięzca przetargu powinien po prostu pokrywać część kosztów - dowodzi. Jego zdaniem w przetargu nie są ponadto wystarczająco dokładnie opisane kwestie dotyczące łączenia się przez firmy w konsorcja.

Kilka dni temu Izba Gospodarcza Reklamy Zewnętrznej opublikowała na łamach prasy list otwarty do władz ratusza. "Z przykrością stwierdzamy, że Miasto Stołeczna Warszawa w opublikowanym opisie warunków udzielenia koncesji nie uwzględniło zasadniczych postulatów branży reklamy zewnętrznej, zgłoszonych w czasie wieloletnich przygotowań do zagospodarowania warszawskich przystanków. Nasze propozycje zostały przez władze samorządowe zignorowane, mimo że opierały się na doświadczeniach krajowych i międzynarodowych. Przyjęte założenia są też sprzeczne z duchem partnerstwa publiczno-prywatnego - wszystkie ryzyka i koszty zostały przerzucone przez miasto na koncesjonariusza" - napisano w nim.

List przyniósł pewien efekt - termin zgłaszania się do przetargu przesunięto z 5 na 28 lipca, a na stronie Zarządu Transportu Miejskiego, który organizuje postępowanie, pojawiają się kolejne odpowiedzi precyzujące zasady. Na poniedziałek zaś ratusz zaprosił przedstawicieli branży reklamowej na spotkanie w sprawie przetargu.

- Jesteśmy dobrej myśli, może urzędnicy przemyślą nasze argumenty, może niektóre zasady zmienią albo uproszczą? - liczy Lech Kaczoń.

- Będziemy rozmawiać i wyjaśniać, ale nie sądzę, żeby były zmiany w przetargu. Argumenty przywołane w liście otwartym są po prostu nieprawdziwe - ucina jednak Paweł Pawłowski, dyrektor miejskiego biura obsługi inwestorów.

Przeczytaj także: Wielka rewolucja przystankowa - będzie 1600 nowych wiat



Zobacz jak będzie wyglądało Muzeum Sztuki Nowoczesnej na pl. Defilad


Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy