Kajet kolekcjonera

Włodzimierz Kalicki
02.07.2010 aktualizacja: 2010-07-01 22:07
A A A Drukuj
158. aukcja sztuki dawnej z 16 czerwca 2010 r., lot 806 - dwa neoempirowe fotele fot. REMPEX
Ktoś będzie siedział...


...i to nie dość, że wygodnie, ale jeszcze tanio. W coraz dłuższym cieniu coraz bardziej bezbarwnych ostatnio aukcji malarstwa, w drugiej połowie czerwca pod młotek trafiło sporo ciekawych (i w ciekawych cenach!) mebli. W domu Rempex na ostatniej aukcji sztuki dawnej obrazom towarzyszyły prawdziwe rarytasy. Najefektowniejszą propozycją był komplet mebli neoempirowych (kanapa, dwa fotele i trzy krzesła) wykonanych ok. roku 1915 w warszawskiej fabryce Mebli Kazimierza Trenerowskiego. Meble konstruowane z topoli i mahoniu, z mahoniowymi okleinami, o dobrych, szlachetnych proporcjach, zachwycały eleganckimi okuciami ze złoconego brązu wykonanymi przez znanego polskiego brązownika Antoniego Szpechta, a zwłaszcza przednimi nogami w formie pełnoplastycznych pozłacanych gryfów. Ten reprezentacyjny zestaw nie raził przy tym dosłowną manifestacją powagi, co wcale nie jest regułą w wypadku mebli z kręgu inspiracji empirowych.

Ale cóż, cena wyw. 150 tys. zł okazała się zaporowa i śliczne krajowe mebelki (po dobrej, pełnej konserwacji drewna i okuć) nie będą dźwigać nowych właścicieli.

Jeśli bowiem w Rempexie, a i na obfitującej w cenowe okazje wyprzedażowej aukcji mebli i antyków domu Desa Unicum, coś do siedzenia kupowano, to kierowano się nie tylko urodą mebla, ale przede wszystkim ceną. W Rempexie za bardzo ładny mahoniowy fotel w stylu Ludwika Filipa z ok. 1860 roku, z owalnym medalionowym podparciem pleców, z wyściełanymi podłokietnikami, o dobrych proporcjach i zgrabnych, nieprzerysowanych zdobieniach, zaoferowano jedynie 1,3 tys. (wyw. 1,9 tys.). Eklektyczna orzechowa kanapa o oparciu skonstruowanym z trzech nie najgorszych medalionów, z falistym od przodu, a półkolistym z tyłu siedzeniem, doczekała się oferty 2 tys. zł (cena wyw. 2,8 tys.). Naprawdę niedużo jak za mebel niespecjalnie szlachetny, ale też w nie gorszący sposób efektowny, zdolny ustawić estetykę niezbyt rozległego salonu. No i oferujący przyzwoity komfort.

Goście aukcji Desy też będą mieli na czym posiedzieć. Przyzwoity fotel w typie Ludwika XV wylicytowano z wyw. 300 zł (przypominam: to była aukcja wyprzedażowa!) do 800 zł. Naprawdę niebrzydkie, ładnie podrzeźbiane we floralne motywy - i już z niezłym obiciem! - krzesło w stylu Ludwika XVI z giętym medalionowym oparciem zwieńczonym rocaillem jakiś szczęśliwiec kupił za 350 zł (wyw. 500 zł). Gdy na to patrzyłem, przypomniały mi się słyszane przed ćwierćwieczem okrzyki sprzedawców na bazarze Różyckiego: "Ludzie, ludzie, ratujcie, ludzie, co ja robię, za darmo sprzedaję!".

A za 5 tys. wzięto eklektyczny salonik z przyczernianej brzozy (kanapa plus dwa fotele), pięknem nie porażający, ale bardzo wygodny. Świetnym zakupem był też tuzin biedermeierowskich krzeseł z jesionu, henrykowskiej produkcji. Za całość zapłacono 2,4 tys., co czyni 200 zł za stylowe, już z niezłym obiciem, siedzisko. Ludzie, ludzie... To samo zawołać można było przy okazji licytacji czterech stylowych, henrykowskich krzeseł wycenionych razem na 1,2 tys. Poszły o sto zł drożej, czyli też nieprzytomnie tanio. Podobnie 1,4 tys. zapłacone za zgrabny przedwojenny fotel z wachlarzowatego kształtu oparciem czy 4,8 tys. za parę XX-wiecznych foteli klubowych, nie mówiąc o skórzanej klubowej kanapie i o fotelu, w dobrym stanie, za 6 tys., uznać trzeba za ceny okazyjne.

Nie fotele i kanapy były jednak ofertami artystycznie najciekawszymi. W Rempexie uwagę zwracał Stolenschrank, szafa w stylu barokowym, na wysokich toczonych nogach, której drzwi ozdobiono intarsjami z przedstawieniami ptaków egzotycznych. Rzadki u nas mebel z I ćwierci XVIII w., niestety, poddany był - zapewne w II połowie XIX w. - daleko idącej naprawie, podczas której zmieniono niektóre z istotnych elementów jego wystroju. W tej sytuacji kupujący zgodnie uznali, że wyw. 40 tys. to jednak za dużo.

Rarytasem szczególnym w ofercie Rempexu były dwa empirowe mebelki ze spuścizny po znanym polskim rysowniku prof. Witoldzie Dalborze. Pochodzące z czasów Napoleona III sekretarzyk (wyw. 9 tys.) i szafka (wyw. 6,5 tys.), w bardzo dobrym stanie, o efektownych okuciach, były prawdziwym smakołykiem na rynku, ale jedynie za szafkę z efektownymi bocznymi pilastrami zwieńczonymi egipskimi popiersiami kobiecymi zaoferowano warunkowo 5 tys.

W Desie niebrzydka empirowa komoda za 10 tys. nabywcy nie znalazła.

Za to właśnie w Desie skonsumowano okazje niebywałe, jak bardzo ładny, jesionowy, XX-wieczny sekretarzyk za... 1,6 tys., niewielki stolik kłapak, też XX-wieczny, za to z mahoniową okleiną, za 650 zł, czy też ładną, skromną, ale szlachetną w proporcjach i wyrazie dębową klasycystyczną komodę z nadstawą (3 ćwierć XVIII w.) za 8 tys.

Po obu tych aukcjach jest zatem na czym posiedzieć i jest nad czym się zadumać. Strach przed drugim uderzeniem kryzysu odciska się na rynku sztuki coraz boleśniej.







Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy