Wietnamczyk w Warszawie: To moje drugie wybory w życiu

Magdalena Dubrowska
05.07.2010 aktualizacja: 2010-07-05 00:55
A A A Drukuj
Ngo Van Tuonga głosował po raz drugi w komisji wyborczej nr 144 na ul. Bernardyńskiej Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
- A pan to już tu głosował! - ucieszyła się pani z komisji wyborczej nr 144 na ul. Bernardyńskiej na widok Ngo Van Tuonga. To jego drugie wybory w życiu.
- Gdy w 1983 r. wyjeżdżałem z Wietnamu, nie miałem jeszcze 18 lat, zresztą tam i tak nie ma żadnych wyborów - mówi Tuong. - W 2007 r. po 24 latach dostałem polskie obywatelstwo. W kwietniu, a w październiku były wybory parlamentarne. Brzmi to pompatycznie, ale naprawdę poczułem się wtedy pełnoprawnym obywatelem. Od tej pory skwapliwie korzystam z tego prawa.

Na pierwsze wybory Tuong zabrał aparat fotograficzny, aby uwiecznić historyczny moment. Chciał też zrobić zdjęcie komisji.

- Nie pozwolili, a w dodatku jakaś pani zaczęła wykrzykiwać pod moim adresem: "Co tu robi japoński dziennikarz?" - śmieje się. - Jesteśmy w Warszawie, a jednak inny kolor skóry ciągle jest czymś egzotycznym.

Wtedy głosował na PO, w niedzielę konsekwentnie - na Bronisława Komorowskiego.

- Przed pierwszą turą nawet agitowałem na Facebooku za marszałkiem, nawoływałem: "Bądźmy oszczędni, wybierzmy w pierwszej turze". Niestety, nie udało się - opowiada. - Myślę, że Komorowski jest w stanie zapewnić stabilność i spokój polityczny. Polscy politycy nie powinni już więcej dzielić nas na "my" i "oni". Mamy rozwiniętą demokrację, która zapewnia współistnienie różnych opcji. Po co tworzyć konflikty? Zwłaszcza prezydent powinien spajać i jednoczyć obywateli.

Ngo Van Tuong studiował na Politechnice Szczecińskiej na wydziale okrętowym, potem prowadził bar i liczne stoiska w centrach handlowych. Jest aktywistą społecznym na rzecz wielokulturowości. Dziennikarz amator. Od 15 lat mieszka w Warszawie.

- Kiedy przyjechałem, Polska była jeszcze Ludowa. My, młodzi wietnamscy studenci, akceptowaliśmy ówczesną sytuację polityczną tutaj, bo to było dla nas naturalne - mówi. - Wychowaliśmy się w restrykcyjnym socjalizmie z ogromnym aparatem propagandowym. Byliśmy nasiąknięci tą ideologią. Dopiero jak nasiliły się strajki i demonstracje studentów, i jak to zaczęli pokazywać w telewizji, zwiększyła się nasza świadomość polityczna. Wtedy zrozumiałem, jak każdy, że to koniec komunizmu w Polsce i że powrotu nie będzie.

Ngo Van Tuong twierdzi, że podczas transformacji lat 90. mieszkający w Polsce Wietnamczycy włączali się do rozkręcania gospodarki wolnorynkowej.

- Weszły korzystne przepisy upraszczające zakładanie działalności gospodarczej. Już stały pobyt do tego uprawniał i Wietnamczycy masowo z tego korzystali, a przedsiębiorczy Polacy współpracowali z Wietnamczykami - mówi.

Tuong czuje się Polakiem. Mieszka tu dłużej niż w Wietnamie, poprzedniego obywatelstwa musiał się zrzec.

- Ale szukam w internecie wietnamskich melodii, które pamiętam z dzieciństwa, tęsknię za nimi. Bo przecież wietnamskość mam w sobie - wyznaje. - Podwójna tożsamość jest nie tylko możliwa, ale lepsza.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy