Wietnamczyk w Warszawie: To moje drugie wybory w życiu
05.07.2010
aktualizacja: 2010-07-05 00:55
Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
- A pan to już tu głosował! - ucieszyła się pani z komisji wyborczej nr 144 na ul. Bernardyńskiej na widok Ngo Van Tuonga. To jego drugie wybory w życiu.
ZOBACZ TAKŻE
- Nam Saigon: Kultowy bar ze Stadionu otwarty na Brackiej (01-07-11, 06:00)
- Kobiety i imigranci grają razem w piłkę nożną (24-10-10, 12:00)
- To oni napadli na Wietnamczyków. Jeden w mundurze (23-07-10, 12:59)
- Festiwalowa mobilizacja. Warszawa głosowała na Open'erze (05-07-10, 08:00)
- W stolicy bez niespodzianek. Komorowski wygrywa (05-07-10, 00:58)
- Kaczyński przegrał we własnej komisji na Żoliborzu (04-07-10, 23:02)
- Zwolennicy kandydatów starli się pod Pałacem. Na słowa (04-07-10, 22:55)
- Otwarcie nowej, wietnamsko-polskiej klubokawiarni na Pradze (20-10-10, 03:00)
- Gdy w 1983 r. wyjeżdżałem z Wietnamu, nie miałem jeszcze 18 lat, zresztą tam i tak nie ma żadnych wyborów - mówi Tuong. - W 2007 r. po 24 latach dostałem polskie obywatelstwo. W kwietniu, a w październiku były wybory parlamentarne. Brzmi to pompatycznie, ale naprawdę poczułem się wtedy pełnoprawnym obywatelem. Od tej pory skwapliwie korzystam z tego prawa.
Na pierwsze wybory Tuong zabrał aparat fotograficzny, aby uwiecznić historyczny moment. Chciał też zrobić zdjęcie komisji.
- Nie pozwolili, a w dodatku jakaś pani zaczęła wykrzykiwać pod moim adresem: "Co tu robi japoński dziennikarz?" - śmieje się. - Jesteśmy w Warszawie, a jednak inny kolor skóry ciągle jest czymś egzotycznym.
Wtedy głosował na PO, w niedzielę konsekwentnie - na Bronisława Komorowskiego.
- Przed pierwszą turą nawet agitowałem na Facebooku za marszałkiem, nawoływałem: "Bądźmy oszczędni, wybierzmy w pierwszej turze". Niestety, nie udało się - opowiada. - Myślę, że Komorowski jest w stanie zapewnić stabilność i spokój polityczny. Polscy politycy nie powinni już więcej dzielić nas na "my" i "oni". Mamy rozwiniętą demokrację, która zapewnia współistnienie różnych opcji. Po co tworzyć konflikty? Zwłaszcza prezydent powinien spajać i jednoczyć obywateli.
Ngo Van Tuong studiował na Politechnice Szczecińskiej na wydziale okrętowym, potem prowadził bar i liczne stoiska w centrach handlowych. Jest aktywistą społecznym na rzecz wielokulturowości. Dziennikarz amator. Od 15 lat mieszka w Warszawie.
- Kiedy przyjechałem, Polska była jeszcze Ludowa. My, młodzi wietnamscy studenci, akceptowaliśmy ówczesną sytuację polityczną tutaj, bo to było dla nas naturalne - mówi. - Wychowaliśmy się w restrykcyjnym socjalizmie z ogromnym aparatem propagandowym. Byliśmy nasiąknięci tą ideologią. Dopiero jak nasiliły się strajki i demonstracje studentów, i jak to zaczęli pokazywać w telewizji, zwiększyła się nasza świadomość polityczna. Wtedy zrozumiałem, jak każdy, że to koniec komunizmu w Polsce i że powrotu nie będzie.
Ngo Van Tuong twierdzi, że podczas transformacji lat 90. mieszkający w Polsce Wietnamczycy włączali się do rozkręcania gospodarki wolnorynkowej.
- Weszły korzystne przepisy upraszczające zakładanie działalności gospodarczej. Już stały pobyt do tego uprawniał i Wietnamczycy masowo z tego korzystali, a przedsiębiorczy Polacy współpracowali z Wietnamczykami - mówi.
Tuong czuje się Polakiem. Mieszka tu dłużej niż w Wietnamie, poprzedniego obywatelstwa musiał się zrzec.
- Ale szukam w internecie wietnamskich melodii, które pamiętam z dzieciństwa, tęsknię za nimi. Bo przecież wietnamskość mam w sobie - wyznaje. - Podwójna tożsamość jest nie tylko możliwa, ale lepsza.
Na pierwsze wybory Tuong zabrał aparat fotograficzny, aby uwiecznić historyczny moment. Chciał też zrobić zdjęcie komisji.
- Nie pozwolili, a w dodatku jakaś pani zaczęła wykrzykiwać pod moim adresem: "Co tu robi japoński dziennikarz?" - śmieje się. - Jesteśmy w Warszawie, a jednak inny kolor skóry ciągle jest czymś egzotycznym.
Wtedy głosował na PO, w niedzielę konsekwentnie - na Bronisława Komorowskiego.
- Przed pierwszą turą nawet agitowałem na Facebooku za marszałkiem, nawoływałem: "Bądźmy oszczędni, wybierzmy w pierwszej turze". Niestety, nie udało się - opowiada. - Myślę, że Komorowski jest w stanie zapewnić stabilność i spokój polityczny. Polscy politycy nie powinni już więcej dzielić nas na "my" i "oni". Mamy rozwiniętą demokrację, która zapewnia współistnienie różnych opcji. Po co tworzyć konflikty? Zwłaszcza prezydent powinien spajać i jednoczyć obywateli.
Ngo Van Tuong studiował na Politechnice Szczecińskiej na wydziale okrętowym, potem prowadził bar i liczne stoiska w centrach handlowych. Jest aktywistą społecznym na rzecz wielokulturowości. Dziennikarz amator. Od 15 lat mieszka w Warszawie.
- Kiedy przyjechałem, Polska była jeszcze Ludowa. My, młodzi wietnamscy studenci, akceptowaliśmy ówczesną sytuację polityczną tutaj, bo to było dla nas naturalne - mówi. - Wychowaliśmy się w restrykcyjnym socjalizmie z ogromnym aparatem propagandowym. Byliśmy nasiąknięci tą ideologią. Dopiero jak nasiliły się strajki i demonstracje studentów, i jak to zaczęli pokazywać w telewizji, zwiększyła się nasza świadomość polityczna. Wtedy zrozumiałem, jak każdy, że to koniec komunizmu w Polsce i że powrotu nie będzie.
Ngo Van Tuong twierdzi, że podczas transformacji lat 90. mieszkający w Polsce Wietnamczycy włączali się do rozkręcania gospodarki wolnorynkowej.
- Weszły korzystne przepisy upraszczające zakładanie działalności gospodarczej. Już stały pobyt do tego uprawniał i Wietnamczycy masowo z tego korzystali, a przedsiębiorczy Polacy współpracowali z Wietnamczykami - mówi.
Tuong czuje się Polakiem. Mieszka tu dłużej niż w Wietnamie, poprzedniego obywatelstwa musiał się zrzec.
- Ale szukam w internecie wietnamskich melodii, które pamiętam z dzieciństwa, tęsknię za nimi. Bo przecież wietnamskość mam w sobie - wyznaje. - Podwójna tożsamość jest nie tylko możliwa, ale lepsza.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


