Chodzą boso, żeby lepiej poczuć ulice. Dołączysz?

Michał Wiankowski
07.07.2010 aktualizacja: 2010-07-07 10:16
A A A Drukuj
Boso na spotkanie: Wojciech Miller i Anna Waluda należą do Warszawskiego Grona Bosochodzących Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Chodzenie boso uważają za pełniejsze doświadczanie otoczenia. Powierzchnie pod stopami dzielą na relaksujące (zimie kafelki łazience) i trudne (gorący asfalt). Poznaj Warszawskie Grono Bosochodzących
SONDAŻ
Co sądzisz o chodzeniu boso po Warszawie?

masakra dla moich delikatnych stóp
fajnie, rzadziej trzeba kupować buty
protestuję, to sianie zgorszenia w miejscach publicznych
a jak omijają psie kupy?

Anna Waluda i Wojciech Miller należą do Warszawskiego Grona Bosochodzących. Anna ma 32 lata i pracuje w firmie konsultingowej, o rok starszy Wojciech jest informatykiem. Rozpoznałem ich po tym, że do kawiarni przy Nowym Świecie przyszli boso.

Poznali się przez internet w połowie 2002 r. Tak zawiązała się nieformalna grupa bosonogich. Dziś jest ich w Warszawie około trzydziestu, choć dokładną ich liczbę trudno oszacować z powodu dynamicznie zmieniającej się grupy sympatyków.

Anna: - Każdy z nas chodził boso w dzieciństwie. Szkoda się z tym rozstawać.

Niektórzy chodzą boso na co dzień, niezależnie od pory roku i pogody, inni tylko przy wyjątkowych okazjach, jak grill bez butów czy wspólna bosa wycieczka. Spotykają się najczęściej pod pomnikiem Syrenki, a potem ruszają na długi, kilkugodzinny spacer po mieście.

Chodzenie boso uważają za pełniejsze doświadczanie otoczenia. Zwracają uwagę, że człowiek w butach nie zdaje sobie sprawy z różnorodności nawierzchni, po której się stąpa. A oni tak. I mają swoje ulubione faktury. Dla Wojtka to wilgotny mech. Ania uważa, że po całym dniu pracy nie ma nic bardziej odprężającego niż chłodne kafelki w łazience.

Są też trudne nawierzchnie, jak rozgrzany asfalt. Mają na nie swoje sposoby. Wojciech: - Można stać tylko na krawędziach stóp albo lekko tańczyć w miejscu, przeskakując ze stopy na stopę.

Oboje twierdzą, że bosy człowiek jest bardziej uważny, stąpa jak kot i dlatego nie dzieje mu się nic złego. - Ważne jest, żeby nie szurać - radzi Wojciech. - Wtedy się nie skaleczysz.

I aby to udowodnić, wciska w skórę stopy kawałek szkła znaleziony na ulicy. Faktycznie, nie zostawia śladu.

Na podeszwach pozostają jednak inne ślady - kurz z chodnika i co tam jeszcze na warszawskiej ulicy znaleźć się może. - Po każdej wycieczce muszę domywać stopy tarką - śmieje się Anna.

Wojciech: - Ja mam lepszy sposób - pochodzić chwilę po mokrej trawie. To bardzo przyjemne, a cały brud się ściera.

Kiedy jednak patrzę na jego stopy, nie jestem o tym do końca przekonany.

Na ogół ludzie reagują na nich pozytywnie. Niektórzy zrzucają buty i dołączają do bosochodzących. Czasami pojawia się problem pod postacią ochroniarza, który uważa, że boso ruchomymi schodami się nie jeździ, a do Pałacu Kultury wchodzić się tak nie godzi.

No i trzeba chodzić do pracy. - Dlatego najczęściej mamy buty w torbie - przyznają nieco wstydliwie.

Wojciech radzi, by nowicjusz przyszedł na spotkanie bosochodzących albo poczytał o nich w internecie na forum "Boso po świecie" (w portalu społecznościowym Grono.net ). - Można też pochodzić po trawie w ogródku albo ścieżką w lesie. Nie warto porywać się na bardzo trudne trasy - radzi. - Kiedy skóra na stopach staje się grubsza, można zaliczyć bardziej ambitne nawierzchnie.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy