Przedstawicielka ratusza: Na paradę się nie wybieram

Rozmawiali Magdalena Dubrowska, Wojciech Karpieszuk
14.07.2010 aktualizacja: 2010-07-13 23:15
A A A Drukuj
Karolina Malczyk-Rokicińska, pełnomocniczka ratusza ds. równego traktowania Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Nie słyszałam, by moi znajomi homoseksualiści mieli trudności w życiu w Warszawie - mówi Karolina Malczyk-Rokicińska, pełnomocniczka ratusza ds. równego traktowania.
„Gazeta”: Idzie pani na paradę?

Karolina Malczyk-Rokicińska: Nie wybieram się. Wezmę udział w debacie okołoparadowej: "Czy Warszawa jest homo-friendly" i konferencji OPZZ dotyczącej praw pracowniczych, pozytywnych relacji w pracy w kontekście osób homoseksualnych. Za poprzedniej kadencji nie byłoby to możliwe.

A Warszawa jest homo-friendly?

- Uważam, że tak. Nie słyszałam, by moi znajomi homoseksualiści mieli trudności w życiu w Warszawie. Przeciwnie, powiedzieli, że przyjechali z mniejszych miejscowości właśnie dlatego, że tu czują się dobrze.

Nie myśli pani, że pełnomocniczce ds. równego traktowania wypadałoby pójść na paradę, zwłaszcza że nie będzie na niej pani prezydent?

- Jest u nas taka zasada, że pracownicy urzędu - jako przedstawiciele miasta - nie uczestniczą w marszach czy paradach. Wyjątkiem są uroczystości związane z ważnymi dla kraju datami.

Prywatnie mogłaby pani pójść?

- Wolę inne formy działania niż paradowanie. Jestem za tym, by wszyscy byli równo traktowani, mieli równe prawa, które są zagwarantowane w konstytucji. Jednak rozmawiając z organizacjami, zachęcałam je nie do parad, ale do innych działań. Takich, które pozwalają poznać drugiego człowieka. Mam też swoje osobiste plany na ten dzień.

A była pani kiedyś w Polsce albo za granicą na takiej Paradzie Równości?

- Nie byłam, nie czuję potrzeby.

W ogóle coś się pani podoba w tych paradach?

- Wielobarwność i pozytywne nastawienie uczestników.

A promocyjne hasło: „Nie lękajcie się”?

- Nietrafione. Ktoś stwierdził, także w kontekście plakatu: "niejajcarskie". Podpisuję się po tym. Sądząc po liczbie listów, które wpływają do ratusza, wzbudza to kontrowersje nawet w środowisku.

Co ludzie piszą w protestach, czego się boją?

- To są prośby, żeby pani prezydent nie dopuściła do parady, która "grozi demoralizacją", "że to prowokacja".

Czy rozumie pani te obawy?

- Takie parady się odbywały, a słyszeli państwo o jakiś obscenicznych zachowaniach?

Nie.

- No właśnie. Ja też nie. Ja myślę, że te obawy to efekt pokazywania w mediach materiałów z parad z Europy Zachodniej, które rzeczywiście inaczej wyglądają.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy