400 kg Grunwaldu, czyli słynny obraz Jana Matejki od podszewki

Jerzy S. Majewski
15.07.2010 aktualizacja: 2010-07-15 18:18
A A A Drukuj
Muzeum Narodowe, 1999 r. Zwijanie obrazu Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"Bitwa pod Grunwaldem" Jana Matejki, ikona naszego malarstwa historycznego, doczekała się renowacji. Pochłonie ona 850 milionów złotych. Groszem hojnie sypnęło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


- Konserwacja potrwa półtora roku. Już po wszystkim odświeżony obraz pojedzie do Berlina na wystawę ilustrującą tysiąclecie stosunków polsko-niemieckich. Pokażemy go w berlińskim Martin-Gropius-Bau.

Gdyby o tym wiedział Jan Matejko, byłby zachwycony - mówi Katarzyna Murawska-Muthesius, wicedyrektor Muzeum Narodowego.

Prace prowadzone są w Sali Matejki, tej samej, w której obraz wisi od 1949 r. Będą się odbywać na oczach widzów, którzy będą tu wpuszczani raz w tygodniu.

- Chcemy, by zwiedzający od podszewki poznali zarówno sam obraz, jak i pracę konserwatorów - Katarzyna Murawska-Muthesius. Dodaje, że przypadająca w tym roku 600. rocznica bitwy to znakomita okazja do renowacji obrazu, który jest dziś najbardziej rozpoznawany przez Polaków - bardziej nawet niż "Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci.

Emocjonujące opuszczanie

We wtorek 13 lipca 2010 r. z nieba lał się żar, a w sali muzealnej, gdzie od 60 lat pokazywane jest dzieło Jana Matejki, pot zlewał konserwatorów. Trzynastka w dacie nie okazała się pechowa. Powiodła się bowiem precyzyjna akcja opuszczania obrazu ze ściany na specjalny "stół operacyjny".

Nie zabrakło jednak momentów grozy. Wystarczył niewielki brak synchronizacji w naciąganiu lin umocowanych na bokach "Bitwy pod Grunwaldem", by pojawiło się naprężenie płótna grożące jego rozerwaniem.

Praca wymagała nie byle jakiej uwagi. Obraz jest wielki i ciężki. Ma 987 cm szerokości i 426 wysokości. Wraz z blejtramem waży około 400 kg.

- Potrzebuję do każdej liny po dwóch panów - komenderował Piotr Lisowski z Pracowni Konserwacji Malarstwa Sztalugowego Muzeum Narodowego.

Do obrazu z dwu stron zaczepiono po trzy liny podczepione do bloczków. Mężczyźni wolno naciągali je, a obraz leciutko unosił się w górę.

- Stop! Już starczy! Teraz sześciu innych panów musi wcisnąć się pod obraz i wyciągnąć liny - krzyczał konserwator. Gdy skończyli, krzyczał dalej: - Musimy skorygować wysokość! Popychamy obraz i kładziemy jego dolną listwę na krawędź stołu!

Dopiero po tej operacji zaczęło się samo kładzenie płótna - brzuchem do podłogi. Konserwatorki przyglądające się operacji z niepokojem co chwila wykrzykiwały: - Ostrożnie! Ostrożnie! - Prawe liny ciągnięte są zbyt energicznie! Spokojnie panowie. Nie ścigać się. Trzeba obraz kłaść łagodnie i równomiernie - dyrygował Piotr Lisowski.

W bibułkowych łatach

Zanim jednak konserwatorzy przystąpili do kładzenia płótna, zostało ono troskliwie obłożone cieniutką jak mgiełka warstewką japońskiej bibułki. Sprawiało wrażenie pokrytego bandażami.

- To po to, aby uchronić warstwę malarską przed ewentualnym uszkodzeniem podczas kładzenia go brzuchem do ziemi, a potem podczas półrocznych prac przy wymianie krosna i dublażu - mówi Dorota Ignatowicz-Woźniakowska, główna konserwatorka "Bitwy pod Grunwaldem".

Uszkodzeniom mechanicznym zapobiegać ma też papier, którym wyłożona została powierzchnia stołu konserwatorskiego. Jest on pokryty sylikonem, który nie wchodzi w żadne reakcje chemiczne, i jest na tyle śliski, że w razie poruszenia obrazu nie zarysuje go.

Dorota Ignatowicz-Woźniakowska wylicza prace, które czekają "Bitwę pod Grunwaldem": - Pierwsza z nich to wymiana starego dublażu, czyli sposób wzmocnienia płótna od tyłu [warstwa płótna].

- Z powodu fatalnego stanu oryginalnego płótna, przechowywanego w czasie okupacji pod ziemią, profesor Marconi zdublował go masą woskową z użyciem kalafonii. Takie wtedy stosowano metody - opowiada Dorota Ignatowicz- Woźniakowska. - Dziś ten dublaż jest bardzo osłabiony. Masa woskowa kruszeje i po 60 latach przestała spełniać swoją funkcję. Sama kalafonia ma ogromny wpływ na stan obrazu. Powoduje kwaśny odczyn. Celuloza ulega degradacji. Zmieniają się właściwości mechaniczne materiałów celulozowych, które tracą elastyczność, stają się kruche i łamliwe. Jest to przyczyną pękania podłoża, zwiększenia jego łamliwości oraz uszkodzenia warstw malarskich i gruntu.

Kolejne prace, które czekają obraz, to usunięcie i zespolenie od tyłu ogromnej liczby uszkodzeń płótna, na którym namalowany jest obraz, wymiana sztywnego krosna, na którym jest ono rozpięte, na nowe, metalowe, samonaprężające.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy