PO i PiS nie wybierają się na paradę. Pójdzie tylko SLD

Iwona Szpala
15.07.2010 aktualizacja: 2010-07-15 09:04
A A A Drukuj
Otwarcie Pride House, czyli Domu Dumy na Nowym Świecie Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Platforma milczy jak zaklęta, ratusz udaje, że parady nie ma, PiS pilnuje, czy ktoś się czasem nie odważył poprzeć EuroPride.
SLD grupowo szykuje się do sobotniego przemarszu. - W sobotę stolica będzie miastem tolerancji. To nie jest zgromadzenie grupki oryginałów, ale wydarzenie europejskiej rangi. Żal, że zabraknie tam pani prezydent - mówi radna Paulina Piechna (SLD).

- Sednem imprezy, która nie sprowadza się jedynie do sobotniego przemarszu, są prawa człowieka. Komunikat, który popłynie z Warszawy, jest dla nas bardzo ważny - dodaje Katarzyna Piekarska (SLD).

Milcząca Platforma

Inne nastroje w PO. Politycy tej partii o kilkunastotysięcznej paradzie rozmawiają, ale tylko anonimowo. - Milczymy, bo dostaliśmy łatwy do odczytania komunikat: jeśli w partii nie było dyskusji, to liderom zależało, by tematu nie rozdmuchiwać - mówi jeden z polityków PO.

Inny powód, dla którego w PO trzymają dystans, to - jak tłumaczą - troska o notowania partii. - Niech dyskutują inni - słyszymy. - EuroPride jest szansą dla mniejszych ugrupowań. Np. dla Wojciecha Olejniczaka, żeby zapracował na swoje 7 proc., które pewnie zdobędzie w wyborach prezydenta Warszawy.

Inny działacz: - Platforma zbudowała tak szerokie poparcie, bo ludzie przekonali się, że nie jest partią ideologiczną. Idąc w EuroPride, mogłaby zrobić złe wrażenie na konserwatywnym elektoracie. A idą wybory samorządowe.

Upewniamy się: w PO nie ma partyjnego zaciągu, ale nie ma też zakazu przemarszu.

Czujny PiS

- Nie kryję, natychmiast zadalibyśmy pytanie, jeśli choć grosz poszedłby na wspieranie parady - przyznaje Maciej Maciejowski, radny PiS. - Tak się nie stało. Teraz więc wyborcy mogą jedynie domniemywać, co myślą w Platformie. Część uzna zapewne, że to partia przyjazna środowiskom mniejszości seksualnych. Sprytne.

Pytamy o postawę PiS. - Nie jesteśmy ani za, ani przeciw. To sprawa środowiskowa - ucina radny.

Jak twierdzi, wszystkim w Warszawie zależy na spokoju. Ale tym, co działacze partii Kaczyńskiego doceniają w postępowaniu ratusza, jest trasa przemarszu. Zauważyli, że starannie omija "miejsca kultu religijnego". W PiS też twierdzą, że PO przed paradą zamówiła sondaże. Pokazały, że wyraźne deklaracje to utrata punktów poparcia.

- Kiedyś wyborcy powiedzą im "sprawdzam" - ostrzega Maciejowski. - Dlatego cenię sobie postawę Lecha Kaczyńskiego. Jako prezydent Warszawy parady zakazał, była to otwarta polityczna deklaracja. Natomiast Hanna Gronkiewicz-Waltz, zdobyła się jedynie na powiedzenie, że jej poprzednik zrobił źle. Ale na to, by przywitać gości, których tu zaprosiła, już nie było jej stać.

Samorząd trzyma balans

- Pani prezydent odniosła się krytycznie do zachowania św. pamięci Lecha Kaczyńskiego, wywodzi się z rodziny prawników i zawsze kieruje się duchem oraz literą prawa - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza. - Hanna Gronkiewicz-Waltz nie bierze udziału w sporach światopoglądowych. Jak dodaje Adryszczyk, "samorząd powinien być moderatorem przestrzeni publicznej". - To, co dla jednych jest wolnością, inni mogą postrzegać jako jej ograniczanie - mówi. - Jako gospodarze tego miasta powinniśmy utrzymywać balans. Nie jesteśmy od narzucania ludziom poglądów, ale od tego, by wszyscy w Warszawie czuli się komfortowo.



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy