Odrestaurują barokową perełkę z XVIII w.

Jerzy S. Majewski
23.07.2010 aktualizacja: 2010-07-22 20:06
A A A Drukuj
Konserwatorzy scalają rzeźby. Muszą poradzić sobie ze stosem oderwanych pulchnych rączek i nóżek Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
W kościele Jezuitów trwa odbudowa grobowca wojewody sandomierskiego Jana Tarły. Obok ołtarza w kościele św. Krzyża to największa rekonstrukcja dzieła baroku w stolicy.
Konserwatorzy z toruńskiej pracowni Piotra Niemcewicza pracują w garażu, na tyłach świątyni Jezuitów Matki Boskiej Łaskawej przy Świętojańskiej. Konserwatorki Ania i Iwona pochylają się nad rzeźbą niewiasty z białego marmuru. Obok widać urwane fragmenty pulchnych nóżek, kawałki ręki, medalion z wizerunkiem wojewody ubranego w stylizowaną zbroję.

- Kobieta i kawałek chmury po wojnie spoczywały w zbiorach Muzeum Historycznego. Lewy atlant z oprawy architektonicznej grobowca przechowywany był w Łazienkach, reszta kawałków zaś w podziemiach naszego kościoła - wylicza jezuita ks. Andrzej Kiełbowski. I dodaje, że były problemy z odzyskaniem atlanta z Łazienek: - Dopóki ich dyrektorem był Marek Kwiatkowski, nie chciał nam oddać rzeźby.

Teraz wszystkie fragmenty kompozycji niczym puzzle będą scalone. - Rekonstrukcja pochłonie 350 tys. zł. 100 tys. otrzymaliśmy z Ministerstwa Kultury, 200 tys. od stołecznego konserwatora zabytków, reszta to nasz wkład własny - mówi ks. Kiełbowski.

Grobowiec wojewody Jana Tarły powstał w latach 1752-53. Jest dziełem Jana Jerzego Plerscha, jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy warszawskich XVIII w.

Pierwotnie nie stał u jezuitów, lecz u pijarów przy Długiej. Gdy po upadku powstania listopadowego Rosjanie zamienili kościół na sobór prawosławny, pomnik został zdemontowany, zapakowany do skrzyń i porzucony w piwnicy dawnego kościoła jezuickiego, który władze zaborcze przekazały pijarom wyrzuconym z Długiej. O skrzyni przypomniano sobie trzy dekady później. Pomnik złożył rzeźbiarz Faustyn Cengler. Rozpadł się po upadku Powstania Warszawskiego, kiedy Niemcy wysadzili kościół.

Plersch stworzył dzieło niezwykłe - nagrobek portalowy ujmujący wejście do zakrystii. Dźwigały go po bokach dwa potężne atlanty. Wyżej znalazła się tablica inskrypcyjna, obelisk i kłębowisko postaci. Kobieca personifikacja historii zapisywała zasługi zmarłego. Putto trzymało medalion z wizerunkiem zmarłego. Dama w dworskiej sukni teatralnym gestem wyrażała rozpacz.

"Alegorie, putta, portret i żywa kobieta - wszystko bez skrupułów pomieszano ze sobą. (...) w swobodnym wieku XVIII nic nas w nagrobku dziwić nie może" - pisał Mariusz Karpowicz w "Sztuce polskiej XVIII wieku"

- Trochę tu namieszał Faustyn Cengler, który w latach 60. XIX w. zestawiał nagrobek. Teraz głowimy się nad pierwotnym usytuowaniem rzeźb - mówi konserwator Piotr Niemcewicz. - Pomocne są przy tym fotografie zebrane przez historyków sztuki - Jacka Gajewskiego i znawcę baroku dr. Jakuba Sitę.

Zadaniem jest odtworzenie formy nagrobka z XVIII. - Rzeźby scalamy, a uszkodzone miejsca uzupełniamy sztucznym kamieniem imitującym marmur kararyjski - wyjaśnia Piotr Niemcewicz.

Elementy kamieniarskie pod jego nadzorem odkuwa firma Jacka Pawłowskiego z Kielc, a brakujące głowy i rzeźby aniołów - Elżbieta Kołodziejczyk-Macander z ASP.

Prace potrwają do listopada. Ks. Kiełbowski: - Chcemy, aby odrestaurowany pomnik udało się odsłonić w Święto Niepodległości 11 listopada.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy