Pałac Kultury: "Zawsze będzie i nigdy o nic nie zapyta"

Rozmawiała Magdalena Dubrowska
23.07.2010 aktualizacja: 2010-07-22 21:12
A A A Drukuj
Joanna Sopyło i Jakub Wołosowski, oboje rocznik '87. Stoją przed Pałacem w przededniu jego 55. urodzin. Należą do 20-osobowej grupy studentów dziennikarstwa UW, która przez pół roku fotografowała Pałac Kultury. Teraz piszą teksty, robią wywiady. Po wakacjach ukaże się ich książka pt. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Rozerwał stare centrum Warszawy. Rozsiadł się w najważniejszym miejscu. Ale cóż ten pan towarzyszy nam od dziecka. Nie mamy z nim złych wspomnień - tak o Pałacu Kultury mówią studenci, którzy przez ostatnie pół roku na różne sposoby go obserwowali.
Magdalena Dubrowska: Pierwsze skojarzenie z Pałacem?

Joanna Sopyło: Basen. Za czasów mojej podstawówki chodziło się tam na basen. Ja nie chodziłam, ale to mi się wydawało takie fajne: "basen w pałacu". Pamiętam też z dzieciństwa, gdy wracaliśmy z rodzicami z wakacji samochodem i widzieliśmy Pałac, skakaliśmy z radości: "Warszawaaaa!".

Jakub Wołosowski: Jestem spoza Warszawy. Wiele razy próbowałem sobie przypomnieć, kiedy po raz pierwszy go zobaczyłem. Doszedłem do wniosku, że w telewizorze. Na migawkach z telewizji warszawskiej zawsze był Pałac. Warszawa-Pałac. To było dla mnie nierozerwalne. Pałac jest w każdym polskim filmie czy to serial, czy kino artystyczne.

Opowiedzcie o swoim projekcie.

J.S.: Jesteśmy studentami w Instytucie Dziennikarstwa na specjalizacji Laboratorium Reportażu. Mamy zajęcia m.in. z fotoedytorstwa.

J.W.: Prowadząca je pani Iza Wojciechowska na początku roku akademickiego dała naszej 20-osobowej grupie zadanie: zrobić dziesięć zdjęć Pałacu. No dobra, Pałac jest, stoi. Co tu nowego pokazać? Po tygodniach przymierzania się do tematu coś z tego zaczęło wynikać nowego, niespotykanego.

Jak się przygotowaliście?

J.S.: Mielimy pół roku. Ja się przymierzałam bardzo długo. Za pierwszym podejściem nic nie wyszło ze zdjęć. Potem zaczęłam zestawiać Pałac z otoczeniem. Wyszła taka gra słów, czy raczej obrazów. Np. zamiast zegara Pałac ma klosz z lampy. On jest sztywny, wielki, wszyscy do niego podchodzą jak do jeża. Chciałam pokazać, że to zabawny chłopak, tylko trochę się kryje.

J.W.: Nie mogłem się przemóc. Wydawało mi się to głupie na początku, stać pod Pałacem z aparatem. Ale raz, kiedy jechałem tramwajem na kampus, spojrzałem na niego i pomyślałem: w nim jest poezja, coś lirycznego. I poszedłem na totalny spontan. Potem chciałem nawet napisać wiersz o Pałacu, ale skończyło się na jednej zwrotce. Uznałem, że to grafomania.

Studiowaliście historię Pałacu?

J.W.: Nasz kolega Karol tropił w nim obecność sowietyzmu, Rosji. Potem w dziesięciu zdjęciach pokazał Pałac jako świadka historii: od motywu zniewolenia po ołtarz papieski pod Pałacem. To pokazuje, jak zmieniała się jego funkcja.

J.S.: Ja skupiłam się na moich emocjach do Pałacu. Przez jakiś czas w nim pracowałam, oprowadzałam wycieczki po wystawach, więc był on dla mnie naturalny. Przychodziłam tu do pracy, kina, kawiarni. Dlatego najpierw przez kilka dni próbowałam go omijać, bo w projekcie chodziło o to, żeby zobaczyć coś, co się widzi na co dzień, tak jakby się to widziało pierwszy raz w życiu. W końcu wymyśliłam, że pokażę go jako zwykły budynek. Zrobiłam zdjęcie samych okien Pałacu. Gdyby ktoś nie wiedział, pomyślałby, że to jeden z bloków warszawskich. Opakowałam też Pałac sąsiednimi budynkami, wygląda tak, jakby wszystkie były równe. Ucięłam iglicę.

Jakie jeszcze zdjęcia powstały?

J.W.: Koleżanka fotografowała tylko graffiti i vlepki z Pałacem Kultury, ani razu prawdziwego.

J.S.: - Są zdjęcia, na których Pałac wygląda jak rakieta strzelająca w niebo. Koleżanka zrobiła fajne fotomontaże, na których zestawia Pałac z obiektami popkultury, np. coca-colą. Kapitalizm-komunizm. Powstał też materiał z Pałacem w różnych wersjach kolorystycznych. Zieleń, fiolet, błękit, niesamowite odcienie. Myślę, że wszyscy szukaliśmy w Pałacu jakiejś zadziorności, pazura, "ja wam jeszcze pokażę"...

J.W.: Kozakiewicza. Ale jest też historia romantyczna, fotoreportaż o parze, która zaręczyła się na 30. piętrze. To była jesień, późny wieczór.

Co dalej ze zdjęciami?

J.S.: Powstaje książka. Wiemy już, że nie chcemy, aby to był album. Bo się kojarzy z czymś wielkim, co stoi na półce dla prestiżu. Chcemy zrobić coś, co się chowa do kieszeni. Tak, żeby Pałac zawsze był z nami. Ponieważ to dyskusyjna budowla, umieścimy w książce głos ludu, głównie na podstawie komentarzy z internetu.

J.W.: Prześledziliśmy mnóstwo dyskusji o Pałacu. Ludzie wypowiadają się o nim jak o ulicznej prostytutce, która nie zasługuje na szacunek. Zabolało mnie to.

J. S.: Potem padł pomysł na wywiady. Tak doszliśmy do konstrukcji książki: "Pałac buduje, pałac rujnuje".

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy