Pałac Kultury i Nauki od kuchni dla 20 szczęśliwców

Olga Mędrzejewska
24.07.2010 aktualizacja: 2010-07-23 20:17
A A A Drukuj
Wycieczkę po Pałacu Kultury oprowadzał Jerzy S. Majewski (pierwszy po lewej) Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
  • Sala Kongresowa / Fot. Jacek Łagowski  / Agencja Gazeta
  • Wycieczkę po Pałacu Kultury oprowadzał Jerzy S. Majewski
  • Wycieczkę po Pałacu Kultury oprowadzał Jerzy S. Majewski
  • Sala Kongresowa / Fot. Jacek Łagowski  / Agencja Gazeta
Przewodnikiem po Pałacu był nasz kolega Jerzy S. Majewski. Aby dostać się na wycieczkę, trzeba było zadzwonić do redakcji. Pani Teresie udało się za 17. razem. Towarzyszący jej kolega, pan Wiesław, wziął się na sposób - dzwonił z dwóch telefonów naraz. Szczęśliwców, którzy poznali PKiN od kuchni, było 20.
W czasie prawie dwugodzinnego spaceru legły mity o Pałacu. Nie ma tajnych korytarzy prowadzących do podziemnej stacji kolejowej. Nie zbudowano go z ruin zabytków. Prawdziwe jest natomiast kocie królestwo w podziemiach i to, że pewien czarny kot wystąpił z Juliette Greco na scenie Sali Kongresowej.

Jerzy S. Majewski sypał anegdotami. - Ta niepozorna winda za czasów swojej świetności woziła VIP-ów do sal konferencyjnych. Miejsca starczało w niej zaledwie dla jednego VIP-a i osoby obsługującej mechanizm - opowiadał. - Kiedyś premier Cyrankiewicz miał pecha i utknął z windziarką.

- Jak długo premier był w windzie z tą panią? - dociekali spacerowicze.

Padły też pytania o liczbę miejsc w Sali Kongresowej (blisko 3 tys.) czy o to, jak wymienia się żarówki w ogromnych żyrandolach. Błyskały flesze. Pojawiły się nowe interpretacje alegorycznych płaskorzeźb na jednej z klatek schodowych: - Pan z tablicami to Mojżesz, a pani z płonącym zniczem to socrealistyczna statua wolności niosąca kaganek oświaty.

Największe wrażenie zrobiły gabinety, w których pierwsi sekretarze przygotowywali się do wystąpień na zjazdach partii, oraz scena z Kongresowej, na której zasiadało zarówno prezydium PZPR, jak i grali najwięksi - Marlena Dietrich czy The Rolling Stones.

- Czułem się trochę jak Alicja po drugiej stronie lustra - dzielił się wrażeniami Kuba, który na zwiedzanie przyszedł z kolegą. - Byłem na widowni wielokrotnie, ale wejść na scenę od strony gabinetu Breżniewa to niezły czad!

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy