Rozliczanie Magdalenki. Dlaczego zginęli policjanci?
24.07.2010
aktualizacja: 2010-07-23 20:52
Fot. Piotr Molecki / AG
Czy sąd skaże policyjnych dowódców za błędy popełnione podczas akcji w Magdalence? Wczoraj zakończył się powtórny proces w tej sprawie.
ZOBACZ TAKŻE
- Akcja w Magdalence: wyrok dopiero za pół roku? (20-04-11, 01:00)
- 8 lat po akcji w Magdalence. Sprawa znów wraca do sądu (07-03-11, 09:00)
- Mokotów: pościg w japonkach, gwałciciel złapany (05-08-10, 09:00)
- Rabowali kościoły, a to co ukradli sprzedawali na złom (02-08-10, 19:27)
- Bomb-pułapek nie sposób przewidzieć (29-07-10, 01:00)
- Amfetaminę schowała w torebce, heroinę w bieliźnie (27-07-10, 12:31)
- To oni napadli na Wietnamczyków. Jeden w mundurze (23-07-10, 12:59)
- Kłamał i wyłudzał pieniądze. Ale czy zabił? (23-07-10, 08:00)
- Pijany rowerzysta groził, że zabije policjantów (21-04-10, 13:18)
Chodzi o tragiczną w skutkach operację ujęcia groźnych bandytów z gangu "Mutantów". Ponad siedem lat temu, w nocy z 5 na 6 marca antyterroryści mieli szturmować dom przy ul. Środkowej w Magdalence, gdzie ukrywali się Robert Cieślak i Igor Pikus. Zanim jednak taran rozwalił drzwi skromnej willi, pod nogami policjantów wybuchła bomba-pułapka. Poległo dwóch funkcjonariuszy, podkom. Dariusz Marciniak i nadkom. Marian Szczucki. 16 innych zostało rannych. Wymiana ognia z bandytami trwała jeszcze grubo ponad godzinę. Wreszcie i oni zginęli.
Na ławie oskarżonych zasiedli dowódcy: (mł. insp. Grażyna Biskupska, była szefowa wydziału do walki z terrorem kryminalnym (dziś naczelnik w CBŚ); • mł. insp. Kuba Jałoszyński, były szef warszawskich antyterrorystów (dziś dr hab. nauk wojskowych, wykładowca w policyjnej szkole w Szczytnie); • insp. Jan P. (nie zgadza się na podanie nazwiska), były zastępca komendanta stołecznego policji (dziś na emeryturze). Prokuratura zarzuca im, że nie dopełnili obowiązków, czym narazili członków grupy szturmowej na niebezpieczeństwo i śmierć.
- Zlekceważyli zagrożenie. To jest podstawowa sprawa - podkreślał wczoraj w mowie końcowej prok. Andrzej Ołdakowski. I przez ponad pół godziny wymieniał zaniedbania. Mówił o braku pisemnego planu akcji, o tym, że założono tylko jeden wariant, że źle zabezpieczono pomoc medyczną, że dowodzący nie skorzystali z wiedzy właściciela budynku, który mógłby im np. opisać rozmieszczenie pomieszczeń. Wreszcie o tym, że brakowało amunicji, a strzelcy wyborowi zostawili karabiny w szafie w komendzie.
- Można było np. otoczyć dom i wezwać [podejrzanych] do opuszczenia budynku - przekonywał prokurator. - Po wybuchu bomby, szturm się załamał i zapanował chaos. Nie było rozpoznania, nie było łączności, nie było dowodzenia.
Prokurator zażądał dla oskarżonych kar dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć lat.
Obrońcy poprosili o uniewinnienie.
- Ten akt oskarżenia nigdy nie powinien trafić do sądu - przekonywał Jacek Gutkowski, obrońca Grażyny Biskupskiej.
Piotr Rychłowski, obrońca Kuby Jałoszyńskiego, pytał: - Otoczenie domu? To jest pogląd oparty na wiedzy z filmów! Może jeszcze należałoby ich wylegitymować? - drwił. - Pan prokurator chciałby wyeliminować ryzyko, ale tego się nie da zrobić. To byli groźni przestępcy. Słyszymy, że nie doceniono ich determinacji, ale przecież użyto dwa razy większej liczby policjantów niż standardowo - argumentował.
Potem było jeszcze ostrzej.
- Tam doszło do wybuchu perfidnej miny-pułapki. Nawet gdyby był BTR [wóz opancerzony], snajperzy i karetki, to i tak ta tragedia by się wydarzyła. Powiem więcej: to się może powtórzyć. I nikt nie będzie w stanie temu zapobiec - dowodził mec. Rychłowski. Na koniec dodał: - To są jedni z najlepszych policjantów. Nie dość, że brali udział w niebezpiecznej akcji, w której zginęli ich przyjaciele, to jeszcze zasiadają na ławie oskarżonych. Czas powiedzieć "dość".
Grażyna Biskupska: - Chylę czoła przed tymi, którzy zginęli i zostali ranni, ale nie mam sobie nic do zarzucenia.
Jan P.: - Nie mam nic do powiedzenia. Proszę sąd o sprawiedliwy wyrok.
W pierwszym procesie cała trójka została uniewinniona. Jaka będzie tym razem decyzja sądu? Wyrok w przyszłym tygodniu.
Na ławie oskarżonych zasiedli dowódcy: (mł. insp. Grażyna Biskupska, była szefowa wydziału do walki z terrorem kryminalnym (dziś naczelnik w CBŚ); • mł. insp. Kuba Jałoszyński, były szef warszawskich antyterrorystów (dziś dr hab. nauk wojskowych, wykładowca w policyjnej szkole w Szczytnie); • insp. Jan P. (nie zgadza się na podanie nazwiska), były zastępca komendanta stołecznego policji (dziś na emeryturze). Prokuratura zarzuca im, że nie dopełnili obowiązków, czym narazili członków grupy szturmowej na niebezpieczeństwo i śmierć.
- Zlekceważyli zagrożenie. To jest podstawowa sprawa - podkreślał wczoraj w mowie końcowej prok. Andrzej Ołdakowski. I przez ponad pół godziny wymieniał zaniedbania. Mówił o braku pisemnego planu akcji, o tym, że założono tylko jeden wariant, że źle zabezpieczono pomoc medyczną, że dowodzący nie skorzystali z wiedzy właściciela budynku, który mógłby im np. opisać rozmieszczenie pomieszczeń. Wreszcie o tym, że brakowało amunicji, a strzelcy wyborowi zostawili karabiny w szafie w komendzie.
- Można było np. otoczyć dom i wezwać [podejrzanych] do opuszczenia budynku - przekonywał prokurator. - Po wybuchu bomby, szturm się załamał i zapanował chaos. Nie było rozpoznania, nie było łączności, nie było dowodzenia.
Prokurator zażądał dla oskarżonych kar dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć lat.
Obrońcy poprosili o uniewinnienie.
- Ten akt oskarżenia nigdy nie powinien trafić do sądu - przekonywał Jacek Gutkowski, obrońca Grażyny Biskupskiej.
Piotr Rychłowski, obrońca Kuby Jałoszyńskiego, pytał: - Otoczenie domu? To jest pogląd oparty na wiedzy z filmów! Może jeszcze należałoby ich wylegitymować? - drwił. - Pan prokurator chciałby wyeliminować ryzyko, ale tego się nie da zrobić. To byli groźni przestępcy. Słyszymy, że nie doceniono ich determinacji, ale przecież użyto dwa razy większej liczby policjantów niż standardowo - argumentował.
Potem było jeszcze ostrzej.
- Tam doszło do wybuchu perfidnej miny-pułapki. Nawet gdyby był BTR [wóz opancerzony], snajperzy i karetki, to i tak ta tragedia by się wydarzyła. Powiem więcej: to się może powtórzyć. I nikt nie będzie w stanie temu zapobiec - dowodził mec. Rychłowski. Na koniec dodał: - To są jedni z najlepszych policjantów. Nie dość, że brali udział w niebezpiecznej akcji, w której zginęli ich przyjaciele, to jeszcze zasiadają na ławie oskarżonych. Czas powiedzieć "dość".
Grażyna Biskupska: - Chylę czoła przed tymi, którzy zginęli i zostali ranni, ale nie mam sobie nic do zarzucenia.
Jan P.: - Nie mam nic do powiedzenia. Proszę sąd o sprawiedliwy wyrok.
W pierwszym procesie cała trójka została uniewinniona. Jaka będzie tym razem decyzja sądu? Wyrok w przyszłym tygodniu.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


