Jedziesz zagranicę? Postoisz w kolejce do NFZ

Wojciech Grejciun
27.07.2010 aktualizacja: 2010-07-27 07:54
A A A Drukuj
Fot. NFZ
Stołeczny NFZ w oblężeniu. Przed wyjazdem zagranicę tłumy ustawiają się w kolejkach po Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. Przy okazji niektórzy dowiadują się, że wcale nie są ubezpieczeni
Karta EKUZ umożliwia korzystanie z usług medycznych w państwach Unii Europejskiej oraz w Liechtensteinie, Norwegii, Szwajcarii i na Islandii. By ją dostać, należy złożyć wniosek i przedstawić dokument potwierdzający ubezpieczenie zdrowotne w NFZ. W stolicy ten plastikowy dokument można wyrobić tylko w mazowieckiej siedzibie Funduszu przy ul. Chałubińskiego 8. Codziennie urzędnicy obsługują ponad tysiąc osób. Padają kolejne rekordy. Od 1 czerwca do 23 lipca kartę odebrało już blisko 44 tys. uprawnionych. Kolejkowicze, stojąc nawet dwie godziny, narzekają, że wydawaniem kart zajmuje się zbyt mało urzędników.

- Pracujemy na pełnych obrotach. Działa osiem specjalnych okienek - zapewnia Joanna Wojtaszewska-Glapińska z NFZ.

Prawo do karty mają tylko osoby ubezpieczone. Gdy na wakacje wyjeżdża czteroosobowa rodzina, każdy, w tym dzieci, dostaje osobną. - Nie byłoby takich kolejek, gdyby rodzice dopisywali dzieci do swojego ubezpieczenia. Nagminne tego nie robią. Potem są awantury i krzyki. Nasi pracownicy każdorazowo tłumaczą mamom i tatom, że dzieci muszą być dopisane, jeśli któreś z rodziców jest ubezpieczone. Oczywiście, co mówią rodzice, jest też przepis zwalniający z konieczności ubezpieczenia do 18. roku życia. Ale obowiązuje, gdy żadne z rodziców nie jest ubezpieczone - zaznacza Joanna Wojtaszewska-Glapińska.

Dodatkowo dla wielu wizyta w Funduszu ma zaskakujący finał. - Ludzie dopiero od nas się dowiadują, że są nieubezpieczeni. Ten obowiązek bez większego zainteresowania zrzucają na pracodawcę. A ten np. nie odprowadza składek. To częste przy umowach krótkoterminowych - mówi Joanna Wojtaszewska-Glapińska.

Niektórzy uważają kartę EKUZ za przereklamowaną. Nie daje bowiem pełnej gwarancji na bezpłatne leczenie za granicą. Na początku lipca "Gazeta" opisała, że część szpitali i przychodni w krajach unijnych nie uznaje kart i pobiera opłaty za zszycie rany czy założenie gipsu. Dzieje się tak m.in. w popularnej wśród Polaków Grecji. Na odzyskanie pieniędzy z NFZ po powrocie z urlopu czeka się od kilku miesięcy do nawet kilku lat.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy