Krew w łazience to za mało. Sąd: nie ma dowodu, że zabił

k, PAP
29.07.2010 aktualizacja: 2010-07-29 18:22
A A A Drukuj
Krew zaginionej Edyty w mieszkaniu oskarżonego to za mało, żeby stwierdzić że zabił dziewczynę. To za mało nawet, żeby stwierdzić, że Edyta nie żyje. W jednej z najgłośniejszych sprawa ostatnich lat sąd uniewinnił Arkadiusza B. od zarzutu zabójstwa.
Poznali się w na portalu randkowym. Ona ustawiona życiowo księgowa w zagranicznej firmie. On przedstawiał się jako syn znanego reżysera, przedsiębiorca. W rzeczywistości bezrobotny, który poza flirtami w internecie, całe dnie spędzał na wędkowaniu nad Wisłą. Namówił zauroczoną nim Edytę na wzięcie dla niego kredytu o wysokości 70 tys. zł. Potem kobieta zniknęła.

Do tej pory nie znaleziono jej ciała, ale zdaniem prokuratury było dość poszlak, żeby oskarżyć Arkadiusza B. o zabójstwo. Ślady krwi dziewczyny w jego łazience czy ogromne zużycie wody w mieszkaniu tuż po jej zaginięciu sugerowały najgorsze.

Te argumenty nie przekonały jednak sądu. - Brak w sprawie jednoznacznego i kategorycznego dowodu, że zaginiona Edyta W. nie żyje, nie udało się też ustalić, że zabił ją oskarżony - mówił sędzia Tomasz Grochowicz uzasadniając w czwartek wyrok uniewinniający.

Arkadiusz B. był też oskarżony m.in. o oszustwo i posiadanie bez zezwolenia amunicji do pistoletu gazowego. Za te czyny sąd wymierzył mu karę pięciu lat więzienia, zaliczył jednak do niej ponad cztery lata aresztu. To oznacza, że za rok mężczyzna będzie wolny.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy