Kajet kolekcjonera: Klasyk zmysłowości

Włodzimierz Kalicki
30.07.2010 aktualizacja: 2010-07-29 20:17
A A A Drukuj
Na ostatniej, właściwie już wakacyjnej, aukcji domu Rempex olejny akt Romana Kramsztyka (81x100 cm) osiągnął cenę 110 tys. (wyw. 100 tys.). W pewnym sensie było to na rynku wydarzenie - pod młotkiem pojawił się nowy, nieopatrzony obraz artysty. Kramsztyk należy bowiem do malarzy, których bogaty, znaczący dorobek reprezentowany jest na aukcjach wyjątkowo skromnie, a część prac co pewien czas wraca na rynek.
ZOBACZ TAKŻE
Pochodził z zamożnej żydowskiej rodziny z artystycznymi tradycjami - jego wuj, Maksymilian Fajans był właścicielem znanego warszawskiego warsztatu litograficznego. Po krótkiej nauce w pracowni m.in. Miłosza Kotarbińskiego, potem w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, u Józefa Mehoffera, osiemnastoletni Kramsztyk w 1904 r. ruszył na Zachód. Cztery lata studiów w Monachium jakoś nie odcisnęły się na twórczości artysty, odnalazł się on za to w Paryżu. Wsiąkł w życie tamtejszej polskiej kolonii artystycznej, udzielał się w Towarzystwie Artystów Polskich. Na jego malarstwo z lat poprzedzających I wojną światową wyraźny wpływ miała twórczość Moneta. Później Kramsztyk skłonił się zdecydowanie ku dziedzictwu Cezanne'a. Malował w tym czasie przede wszystkim pejzaże i martwe natury, a także portrety. Znakomita większość z tamtych prac jest dziś znana tylko z tytułów, po części z reprodukcji w prasie. Na naszym rynku pojawiło się jednak kilka znakomitych pejzaży sprzed międzywojennego dwudziestolecia. Prowansalski pejzaż "Miasteczko nad zatoką" (81x100 cm) z lat 1913-14, skomponowany kulisowo, otwierający się na coraz odleglejsze plany, z których każdy ma swoją konstrukcyjną dominantę, zachwyca intensywnym błękitem morza i nieba, żółcieniami zboczy wzgórz i pól pod nimi. Świetlistość powietrza, harmonia barw i równowaga brył, rytm kolejnych planów dowodzą wielkiej dojrzałości niespełna trzydziestoletniego artysty. "Miasteczko nad zatoką" przeszło przez kolekcję Wojciecha Fibaka, było eksponowane na wystawach monograficznych. W roku 2004 sprzedano je na aukcji domu Sztuka za wyw. 195 tys.

Przed dwoma miesiącami w domu Rempex pojawiły się trzy pejzaże z tego samego okresu twórczości artysty. Wszystkie bardzo ciekawe. Najładniejszy, "Przed domem" (64x79 cm), urzekające studium świetlistości porannego powietrza i reakcji materii murów, kwiatów i liści na wczesne promienie słońca, wylicytowano z wyw. 30 tys. do 52 tys. "Sad owocowy" i "Staw" (oba: 62x83 cm), pejzaże, w których światło jest rozproszone, przymglone, osiągnęły ceny 30 tys. i 38 tys. Nie jest to zbyt wiele, zważywszy na klasę artystyczną obu prac i niewielką liczbę pejzaży Kramsztyka na rynku.

Najdrożej sprzedanym obrazem Kramsztyka na naszych aukcjach pozostaje świetny górski "Pejzaż z południa Francji" (82x100) z lat 1921-22, którego przed dwoma laty przybito młotkiem w domu Polswiss-Art za 295 tys.

Wcale nie lepiej jest z obecnością na rynku portretów Kramsztyka. Artysta malował ich sporo. Te najlepsze to portrety przyjaciół, artystów, intelektualistów tworzone z potrzeby serca. Ikoną jest dziś powszechnie znany "Poeta", portret natchnionego Jana Lechonia. Gorzej z mnóstwem portretów namalowanych na zamówienie, w sporej części konwencjonalnych, psychologicznie zdawkowych, a wręcz marnie z portretami dzieci, które ocierały się mdłą sztampę. Portrety malował Kramsztyk i podczas pierwszego pobytu we Francji, i podczas częstych pobytów w Polsce po 1918 r. Ostatnimi laty na aukcjach pojawiło się ich kilka, jednak tylko "Portret kobiety w czarnej sukni" (146x76) wzbudził w zeszłym roku w domu Polswiss-Art żywsze zainteresowanie - z wyw. 70 tys. wyciągnięto go do 86 tys. Ale też portret ten był wyjątkowo ciekawy, reszta zaś (z wyjątkiem świetnego, podszytego ostentacyjnym erotyzmem portretu malarza Jana Rubczaka, który to obraz - co znamienne - w roku 2003 spadł spod młotka w domu Polswiss-Art) to, niestety, najwyżej drugi sort twórczości artysty.

Emocje kolekcjonerów budzą za to akty Kramsztyka. Przed wojną też zresztą budziły. Bogoojczyźniany krytyk sztuki Mieczysław Skrudlik atakował tak: "Jego młode i kształtne, czarnookie i czarnowłose piękności mają w swych ruchach i gestach wyuzdanie i bezwstyd, wobec którego nawet zawodowa prostytutka aryjska jest sobie niewinnym stworzeniem". Dziś kolekcjonerzy, obojętni na erotyczno-antysemickie lęki Skrudlika, dostrzegają w aktach artysty maestrię w konstruowaniu materii kobiecego ciała, w oddaniu gładkości, ciepła pulsującej krwią skóry, w budowaniu melancholijnego klimatu, w nasyceniu światła. Coś z tą erotyką jest na rzeczy, te obrazy budzą w patrzących żądze nie tylko estetyczne, piękno kobiet Kramsztyka jest nieco bezwstydne i elektryzujące. Nic więc dziwnego, że przepiękna "Wiosenka" (90x70) z końca lat 20. osiągnęła pod młotkiem w zeszłym roku w Polswiss-Art. 200 tys., (choć pięć lat wcześniej spadła w Rempexie z ceną 140 tys.), zaś - skądinąd bywalec aukcji - "Akt siedzący" (82x64) przed dwoma miesiącami uzyskał w Polswiss-Art 130 tys.

Kramsztyk, który w czasie okupacji dokumentował sangwiną sceny z warszawskiego getta, zginął zastrzelony podczas wywózki, gdy powodowany impulsem cofnął się do domu po tekę swych obrazów.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy