Pałac Prezydencki w ogniu krzyżowym [FOTO i WIDEO]
04.08.2010
aktualizacja: 2010-08-03 21:40
"Silnych mężczyzn do obrony krzyża" szukała w tłumie pani Joanna. Potem: szarpanina, gaz, "judaszowe srebrniki". No i krzyż na Krakowskim Przedmieściu został
Otaczają ich w nocy. O godz. 5 rano, gdy Warszawa dopiero się budzi, a oni siedzą na ziemi, wśród zniczy i kwiatów. Jest z nimi Ewa Stankiewicz, autorka dokumentu "Solidarni 2010". Przejeżdża kamerą po zmęczonych twarzach. W górze transparent "Polsko! Obudź się". Dokoła kordon niebieskich koszul straży miejskiej. A dalej wszystko zamknięte, ogrodzone barierkami, aż po chodnik po drugiej stronie, po kościół wizytek i hotel Bristol.
Po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia przy barierce dopiero kilka osób. Przekazują protestującym butelki z wodą. Prawicowy dziennikarz, podróżnik Wojciech Cejrowski zapala znicz. Przed godz. 7 na horyzoncie widać inny krzyż. Niosą go Leszek Bubel i Eugeniusz Sendecki (znany z akcji "Wykopać Geremka z Powązek"). Kilkanaście minut i już są następne dwa skręcone naprędce z brzozowych gałęzi. A potem jeszcze jeden i... Wśród ludzi krąży plotka: "Góral z Zakopanego wiezie nam taki, gigantyczny, kilkumetrowy". Janusz Zieliński, działacz narodowy: - Teraz będą mieli tu krzyże wszędzie! Las krzyży! To był ich błąd! Chyba pierwszy raz się zdarza, że księża przychodzą i zabierają swój znak firmowy, swoje logo. Trzeba przewietrzyć nasz Kościół od bagna i smrodu!
Tłum gęstnieje: gapie, ciekawscy, obrońcy, przeciwnicy. Turyści robią zdjęcia. Dziennikarze montują kamery.
- Hańba! - krzyczą obrońcy do udzielających wywiadu harcerek. - Brzuch se, babo, zasłoń! - radzą dziennikarce z telewizji.
- Uwaga, uwaga! O dziesiątej dołączy do nas Kazimierz Świtoń - Eugeniusz Sendecki zapowiada przybycie fachowca od krzyży, który w latach 90. postawił ich wiele na żwirowisku w Oświęcimiu.
- Halo! - woła spod Pałacu pani Joanna. - Teraz odmawiamy tajemnicę bolesną różańca!
- Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie pokojowo - mówi dziennikarzom zastępca komendanta straży miejskiej ds. prewencji Bartłomiej Zieliński. Zaraz jednak zostaje zakrzyczany: "Dlaczego ich tam trzymacie?", "Terroryzm biologiczny!". Albo: "Morduje pan tam matki Polki, do toalety nie mogą dojść!".
- Mogą - zapewnia komendant - ale już nie wrócą.
- Sadysta! - rzuca Edward Mizikowski z Ruchu 10 kwietnia 2010. - Nie jest pan godzien nosić orzełka na czapce!
"...waś Mario, łaskiś pełna" - trwa modlitwa. Z oczu lecą łzy. Powiewają flagi z kirem, sztandary "Solidarności". Smutna kobieta klęczy z naręczem kwiatów. Ktoś włącza magnetofon: "Jeszcze Polska...!" - rozlega się z głośników. - Wzruszyłem się - woła starszy pan w kraciastej koszuli - zupełnie jak w stanie wojennym!
Jest już godz. 10. Pomiędzy krzyżem pod Pałacem a krzyżami po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia coraz więcej straży miejskiej. - Parady zboczeńców chronią! A tu nie ma zboczeńców. Sami przyzwoici ludzie. Złu służycie! Zburzyć Pałac! Mają krew na rękach!
- I znów pośmiewisko na cały świat - martwi się ktoś na widok kamery niemieckiej telewizji.
"...uciekamy się Święta Boża Rodzicielko" - trwają śpiewy.
Gapiów więcej, dziennikarzy więcej. Schodzą się obrońcy ("Oszołomy" - wołają do nich przeciwnicy, "Ubeki" - odpowiadają obrońcy). Już kilkaset osób. Ścisk. Atmosfera gęsta jak smoła. Nowe transparenty: "Chrystus królem Polski", "Witamy w PRL-u". - Tu jest Polska, a nie Moskwa! Łapy precz od krzyża - rozlegają się krzyki. Do barierki podchodzi pani Joanna: - Krzyż jest symbolem ofiary i my tę ofiarę zamierzamy złożyć! - zapowiada groźnie.
Nagle wrzask. Kilku mężczyzn przewraca barierki. Biegną w stronę Pałacu. Brawa. Starsza pani o kulach wspina się na barierkę. Potem krzyż pałacowy otaczają BOR-owcy. Pani Joanna chwyta biało-czerwoną wstęgę, wiesza się, chce się wiązać - ręce wykrzywione w chrystusowej pozie. BOR ją szarpie, odciąga. Ona krzyczy. Płacz. Wrzask przeraźliwy. Zabierają ją, potem jeszcze kogoś. A ludzie za barierkami: - ZOMO! ZOMO! Pchają w barierki. Rzucają w strażników miejskich całymi garściami monet: że "judaszowe srebrniki". Inni układają krzyż z kwiatów.
Przed godz. 13 gwar: - Zaraz tu będą, zaraz zabiorą! - Jarosław jest! - ktoś woła z entuzjazmem. - Ja-ro-sław! - skandują ludzie. Jarosław jednak nie przychodzi. Pojawia się za to pani Joanna (przed chwilą wieszała się na biało-czerwonej wstążce), już ją wypuścili. - Potrzeba silnych mężczyzn do obrony krzyża! Kto idzie za mną? Bo sama pójdę, aż mnie tam rozwałkują. Ja się ZOMO nie boję.
Ale rąk w górze mało.
Już godz. 13: Idą, idą! - Oszuści! Judasze! Łajdacy! Sprzedawczyki! - gwizdy, buczenie witają księży i harcerzy. I znów atak na bramki! - Dawaj, dawaj w ubeka!
- Gaz! Gaz! - woła ktoś nagle. - Gaz we mnie puścili! Ge-sta-po! Ge-sta-po!
- Ile jeszcze krwi, Boże! - podnosi w górę wzrok pani Joanna.
- Sekta Rydzyka! - woła jakiś młody. - Księdza trzeba szanować, prostaku - odpowiada kobieta w kapeluszu (przed chwilą buczała na księży i harcerzy). - Panie Boże - wznosi w górę wzrok chłopak z dwoma krzyżami w rękach. - Niech ręce Komorowskiemu uschną!
- Kto pierwszy? Kto pierwszy po krzyż sięgnie? - pytają obrońcy, widząc, że już pół godziny trwają narady księży z szefem Kancelarii Prezydenta Jackiem Michałowskim.
Nikt nie sięga. W końcu wiadomość: krzyż zostaje. Brawa, aplauz. Niedowierzanie. - Niech nam obiecają, że zostanie na rok! - wołają od razu obrońcy. - Zabrać krzyż! - krzyczą przeciwnicy. - Paranoja - kręci głową młody chłopak - przecież wiedzieli, jak będzie. Że będzie szarpanina. I co dalej? A dalej, proszę pana, szopka zacznie się od nowa.
Po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia przy barierce dopiero kilka osób. Przekazują protestującym butelki z wodą. Prawicowy dziennikarz, podróżnik Wojciech Cejrowski zapala znicz. Przed godz. 7 na horyzoncie widać inny krzyż. Niosą go Leszek Bubel i Eugeniusz Sendecki (znany z akcji "Wykopać Geremka z Powązek"). Kilkanaście minut i już są następne dwa skręcone naprędce z brzozowych gałęzi. A potem jeszcze jeden i... Wśród ludzi krąży plotka: "Góral z Zakopanego wiezie nam taki, gigantyczny, kilkumetrowy". Janusz Zieliński, działacz narodowy: - Teraz będą mieli tu krzyże wszędzie! Las krzyży! To był ich błąd! Chyba pierwszy raz się zdarza, że księża przychodzą i zabierają swój znak firmowy, swoje logo. Trzeba przewietrzyć nasz Kościół od bagna i smrodu!
Tłum gęstnieje: gapie, ciekawscy, obrońcy, przeciwnicy. Turyści robią zdjęcia. Dziennikarze montują kamery.
- Hańba! - krzyczą obrońcy do udzielających wywiadu harcerek. - Brzuch se, babo, zasłoń! - radzą dziennikarce z telewizji.
- Uwaga, uwaga! O dziesiątej dołączy do nas Kazimierz Świtoń - Eugeniusz Sendecki zapowiada przybycie fachowca od krzyży, który w latach 90. postawił ich wiele na żwirowisku w Oświęcimiu.
- Halo! - woła spod Pałacu pani Joanna. - Teraz odmawiamy tajemnicę bolesną różańca!
- Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie pokojowo - mówi dziennikarzom zastępca komendanta straży miejskiej ds. prewencji Bartłomiej Zieliński. Zaraz jednak zostaje zakrzyczany: "Dlaczego ich tam trzymacie?", "Terroryzm biologiczny!". Albo: "Morduje pan tam matki Polki, do toalety nie mogą dojść!".
- Mogą - zapewnia komendant - ale już nie wrócą.
- Sadysta! - rzuca Edward Mizikowski z Ruchu 10 kwietnia 2010. - Nie jest pan godzien nosić orzełka na czapce!
"...waś Mario, łaskiś pełna" - trwa modlitwa. Z oczu lecą łzy. Powiewają flagi z kirem, sztandary "Solidarności". Smutna kobieta klęczy z naręczem kwiatów. Ktoś włącza magnetofon: "Jeszcze Polska...!" - rozlega się z głośników. - Wzruszyłem się - woła starszy pan w kraciastej koszuli - zupełnie jak w stanie wojennym!
Jest już godz. 10. Pomiędzy krzyżem pod Pałacem a krzyżami po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia coraz więcej straży miejskiej. - Parady zboczeńców chronią! A tu nie ma zboczeńców. Sami przyzwoici ludzie. Złu służycie! Zburzyć Pałac! Mają krew na rękach!
- I znów pośmiewisko na cały świat - martwi się ktoś na widok kamery niemieckiej telewizji.
"...uciekamy się Święta Boża Rodzicielko" - trwają śpiewy.
Gapiów więcej, dziennikarzy więcej. Schodzą się obrońcy ("Oszołomy" - wołają do nich przeciwnicy, "Ubeki" - odpowiadają obrońcy). Już kilkaset osób. Ścisk. Atmosfera gęsta jak smoła. Nowe transparenty: "Chrystus królem Polski", "Witamy w PRL-u". - Tu jest Polska, a nie Moskwa! Łapy precz od krzyża - rozlegają się krzyki. Do barierki podchodzi pani Joanna: - Krzyż jest symbolem ofiary i my tę ofiarę zamierzamy złożyć! - zapowiada groźnie.
Nagle wrzask. Kilku mężczyzn przewraca barierki. Biegną w stronę Pałacu. Brawa. Starsza pani o kulach wspina się na barierkę. Potem krzyż pałacowy otaczają BOR-owcy. Pani Joanna chwyta biało-czerwoną wstęgę, wiesza się, chce się wiązać - ręce wykrzywione w chrystusowej pozie. BOR ją szarpie, odciąga. Ona krzyczy. Płacz. Wrzask przeraźliwy. Zabierają ją, potem jeszcze kogoś. A ludzie za barierkami: - ZOMO! ZOMO! Pchają w barierki. Rzucają w strażników miejskich całymi garściami monet: że "judaszowe srebrniki". Inni układają krzyż z kwiatów.
Przed godz. 13 gwar: - Zaraz tu będą, zaraz zabiorą! - Jarosław jest! - ktoś woła z entuzjazmem. - Ja-ro-sław! - skandują ludzie. Jarosław jednak nie przychodzi. Pojawia się za to pani Joanna (przed chwilą wieszała się na biało-czerwonej wstążce), już ją wypuścili. - Potrzeba silnych mężczyzn do obrony krzyża! Kto idzie za mną? Bo sama pójdę, aż mnie tam rozwałkują. Ja się ZOMO nie boję.
Ale rąk w górze mało.
Już godz. 13: Idą, idą! - Oszuści! Judasze! Łajdacy! Sprzedawczyki! - gwizdy, buczenie witają księży i harcerzy. I znów atak na bramki! - Dawaj, dawaj w ubeka!
- Gaz! Gaz! - woła ktoś nagle. - Gaz we mnie puścili! Ge-sta-po! Ge-sta-po!
- Ile jeszcze krwi, Boże! - podnosi w górę wzrok pani Joanna.
- Sekta Rydzyka! - woła jakiś młody. - Księdza trzeba szanować, prostaku - odpowiada kobieta w kapeluszu (przed chwilą buczała na księży i harcerzy). - Panie Boże - wznosi w górę wzrok chłopak z dwoma krzyżami w rękach. - Niech ręce Komorowskiemu uschną!
- Kto pierwszy? Kto pierwszy po krzyż sięgnie? - pytają obrońcy, widząc, że już pół godziny trwają narady księży z szefem Kancelarii Prezydenta Jackiem Michałowskim.
Nikt nie sięga. W końcu wiadomość: krzyż zostaje. Brawa, aplauz. Niedowierzanie. - Niech nam obiecają, że zostanie na rok! - wołają od razu obrońcy. - Zabrać krzyż! - krzyczą przeciwnicy. - Paranoja - kręci głową młody chłopak - przecież wiedzieli, jak będzie. Że będzie szarpanina. I co dalej? A dalej, proszę pana, szopka zacznie się od nowa.
-
Heroiczne zacięcie motłochu
topix
05.08.10, 00:48
Polskie pogaństwo nie ma życia swojego czym wypełnić i szuka misji, chcepokazać, że pomimo życia pełnego porażek, są ludźmi i są coś warci, i gotowisą to pokazać heroicznością swoich czynów,»
-
Obrona Krzyża
kryspin32
09.08.10, 20:50
Chore i nie zrozumiałe do końca czyny ludzi którzy uwarzają się za Chrześcijan.Czyny które wyraznie pokazują jakimi są ludzmi Ci którzy go bronią,swiadczące o tym jak mało znają Boga i jego »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]








