Chcą oddać szpik, ale nie ma pieniędzy by ich zbadać

Wojciech Grejciun
05.08.2010 aktualizacja: 2010-08-04 20:17
A A A Drukuj
Lekarz Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Ich nazwisk nie ma w rejestrze dawców, choć od dawna chcą podzielić się swoim szpikiem. Dawcy miesiącami muszą czekać na pobranie krwi, bo skończyły się pieniądze, by zbadać wszystkich chętnych
Pan Michał, 30-letni menedżer banku, od grudnia stara się dołączyć do rejestru dawców szpiku. - Jestem zdrowy, nie mam żadnych przeciwwskazań. Wypełnioną deklarację przesłałem do Poltransplantu, który prowadzi Centralny Rejestr Niespokrewnionych Dawców Szpiku [jedyny ogólnopolski]. Nikt się jednak nie odezwał. Zdziwiłem się, bo myślałem, że takie sprawy załatwia się od ręki. Przecież wciąż słyszymy, że Polska ma bardzo mało dawców szpiku. Zadzwoniłem do Poltransplantu, by wyjaśnić sprawę. Okazało się, że mają dużo zgłoszeń i muszę cierpliwie czekać, do czerwca. Mamy już sierpień i czekam dalej - denarwuje się.

Chętni do oddania szpiku mają teraz małe szanse, by ich nazwiska szybko znalazły się w rejestrach dawców. Zanim ktoś do nich trafi, musi przejść badanie krwi. - Jedno kosztuje 350 zł. Potencjalnych dawców zapraszamy, kiedy mamy pieniądze. W tym roku kwota, którą dostaliśmy z Ministerstwa Zdrowia, rozeszła się błyskawicznie. Naszym priorytetem są badania zarejestrowanych dawców dla chorych, którzy czekają na szybki przeszczep. To kosztuje 10-20 tys. zł - informuje Jolanta Hołoweńko, wicedyrektor Poltransplantu.

To nie jedyny powód, dla którego Poltransplant nie skierował jeszcze na badania wszystkich, którzy przesłali deklarację. Chętnych, by zostać dawcą, jest znacznie więcej niż kilka lat temu. W tym roku sześć ośrodków poza Warszawą wykonało w sumie 2 tys. badań. To kropla w morzu potrzeb.

- Obserwujemy kolosalną zmianę w postrzeganiu transplantacji przez Polaków. Społeczeństwo ma coraz większą wiedzę na ten temat. Ogromne znaczenie miała historia Agaty Mróz, od dwóch lat trwale wzrasta liczba chętnych do oddania szpiku - przyznaje Jolanta Hołoweńko.

Uspokaja, że jeszcze w tym roku grono potencjalnych dawców szpiku znacznie się powiększy. Ośrodki, które wykonują badania potencjalnych dawców, dostaną dodatkową pulę pieniędzy. - Konkurs już rozstrzygnięto, resort ogłosił jego wyniki na stronie internetowej. Najprawdopodobniej lada dzień ktoś się do nas odezwie i będziemy mogli znowu kierować chętnych na badania krwi. Do końca roku może być ich w sumie 17 tys. osób - ocenia Jolanta Hołoweńko.

Niestety, Ministerstwo Zdrowia poinformowało nas wczoraj, że rozstrzygnięcie przetargu zostało zawieszone do czasu rozpatrzenia protestów ośrodków, które go przegrały.

Polski rejestr dawców liczy już ok. 100 tys. osób, a transplantolodzy sięgają też do światowego. Potrzeba też coraz więcej pieniędzy na przeszczepy, bo pacjenci są szybciej diagnozowani i kwalifikowani do zabiegu. Ich liczba więc także rośnie.

Przeczytaj także: Szpital na Solcu zarabiał kosztem pacjentów



Przeszczepy szpiku

Ratują życie chorym na białaczkę i inne choroby nowotworowe układu krwiotwórczego. Niełatwo jest znaleźć odpowiedniego dawcę. Tylko dla ok. 25 proc. chorych jest nim krewny. Pozostali muszą szukać osoby spoza rodziny. Obie strony muszą mieć takie same antygeny transplantacyjne. Najłatwiej skojarzyć je w jednym kraju. Dlatego rozmaite instytucje i fundacje walczą, by w Polsce zgłaszało się jak najwięcej dawców.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy