Slumsy na Brzeskiej to były kiedyś porządne kamienice

Jerzy S. Majewski
06.08.2010 aktualizacja: 2010-08-05 21:35
A A A Drukuj
Kamienica przy Brzeskiej 5 Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
  • Kamienica przy Brzeskiej 5
  • Kamienica przy Brzeskiej 5
  • Kamienica przy Brzeskiej 5
  • Kamienica przy Brzeskiej 5
Z cyklu Warszawa Nieodbudowana: wojenne dzieje kamienicy przy Brzeskiej 5 Powstanie Warszawskie trwało tam zaledwie kilka godzin. Skończyło się już rankiem 2 sierpnia
Radio angielskie rankiem 1 sierpnia informowało, że Rosjanie są już w Radzyminie. Mieszkańcy Pragi z ust do ust przekazywali sobie wiadomość, że doszli jeszcze dalej, do Marek, a ponoć widziano ich już nawet na Wale Miedzeszyńskim! Po godz. 17 w oddali rozległy się odgłosy wystrzałów karabinowych. "Słychać broń ręczną, maszynową, granaty. Nasilenie wydaje się z lewa, i od strony mostu Kierbedzia. Widać pożary" - notowała Sabina z Krawczyńskich Sebyłowa, mieszkanka kamienicy przy Brzeskiej 5 i żona poety Władysława Sebyły.

Powstanie skazane na klęskę

Strzelanina zbliżała się do domu na początku Brzeskiej przy Kijowskiej. "Będzie chyba trzeba mimo niewiarygodnych oporów psychicznych udać się ze starymi rodzicami do piwnicy" - notowała Sebyłowa. "W piwnicy już pełnej, ogłuszenie, zdezorientowanie".

Niedaleko domu Niemcy ustawili karabin maszynowy. Stanął samochód pancerny. Nie na długo. Niemcy znikli. Dom został ogarnięty akcją powstańczą. Zajęli go chłopcy z biało-czerwonymi opaskami.

Jak pisał Jerzy Kirchmayer w książce "Powstanie Warszawskie", w ostatnich dniach lipca Praga była terenem koncentracji tyłów jednostek niemieckich działających na bliższym i dalszym przedpolu Warszawy. "Wskutek tego wytworzyły się tu tak trudne warunki, że powstało zagadnienie, czy w ogóle należy podejmować walkę, czy też lepiej nie ryzykować działania, którego wynik musi stać się oczywistą klęską. Jednak mimo nawet najgorszych warunków postanowiono walczyć też na Pradze".

Zostały puste butelki

W kamienicy przy Brzeskiej Powstańcy wznieśli barykadę w bramie. Naznosili butelek. Zwrócili się do mieszkańców o przynoszenie nafty. "Powstańcy zamierzali około północy - z 1 na 2 sierpnia - ugotować kolację. Moja matka zaniosła im trochę kaszy i słoniny. Ktoś inny coś innego. (...) Broni mają dramatycznie mało. Naboje powystrzelali. Pozostały rewolwery bez naboi oraz naboje nieodpowiednie do posiadanych rewolwerów" - czytamy w notatkach Sebyłowej. Zauważyła też, że chłopcy zdjęli biało-czerwone opaski i nad ranem odeszli. Pozostawili puste butelki, a przy bramie ciało poległego kolegi. Zmarł od ran. "Deszcz na nie padał i padał. Leżało w kałuży wody. Małe, nieludzkie, pod jakimś łachmanem" - pisze.

Niemcy nie pojawili się w kamienicy od razu. Najpierw seriami ostrzeliwali barykadę w bramie. Pustą, bo nikt za nią nie stał. Potem wdarli się na podwórko. Pierwsza z piwnicy wyszła dziewczyna z rękami na karku. Przeszła podwórze. Niemiec wołał, by opuściła ręce, by uważała, aby nie uderzyć się w nogę. Niemieccy żołnierze byli w "hełmach spadochroniarzy i łaciatych płachtach. Deszcz lał. Jeden z żołnierzy kazał przez tłumacza (jednego z lokatorów) wyjść wszystkim mężczyznom na podwórze. Wyszli. Niektórzy nieśli dzieci na rękach" - czytamy. Niemiec pytał lokatorów, dlaczego nie rozbroili powstańców. W odpowiedzi słyszy: "A was możemy rozbroić? Nuu, ja - odsapuje - musielibyście mieć broń. Z ulicy wychodzi jeszcze jeden szwab omotany taśmą karabinu maszynowego jak wężem syn Laokona. Żołnierz opanowany, spokojny, niewątpliwie inteligent. Wreszcie poszli. W jednym z mieszkań ukrywało się dwóch sowietów po cywilnemu. Ludzie ich karmili". Kim byli, Sebyłowa nie wiedziała. "Może jeńcy, którym udało się zbiec, może dywersanci. Nie zwierzali się".

Poeta i urzędniczka

Dziś wygląd kamienicy przy Brzeskiej 5 przeraża. Budynek jest skrajnie zaniedbany. Sto lat temu była to przyzwoita kamienica robotniczo-rzemieślniczo-handlowej Pragi. Powstała dla Emilii Koch, do której rodziny należała też sąsiednia kamienica pod nr. 7. Zdaniem varsavianisty Jarosława Zielińskiego powstała przed 1908 r. Ma cztery piętra i dwa podwórka. Jak wyglądał wystrój jej fasady? Pewnie miał płaskie eklektyczne dekoracje naklejone na cegłę. Przetrwały tylko żeliwne konsole balkonów i boniowane przyziemie. Sabina Krawczyńska urodzona w 1900 r. spędziła tu dzieciństwo i młodość. Potem już jako mężatka wróciła do kamienicy w 1933 r. Wprowadziła się do tego samego mieszkania w oficynie. Budynek należał wówczas do Szlamy Klapfisza.

W swych wspomnieniach do czasów dzieciństwa na Brzeskiej wracała rzadko. W tamtych czasach nie była to ulica lumpiarska. Nie różniła się wiele jakością życia od Muranowskiej czy Bonifraterskiej.

Mąż Sabiny Sebyłowej Władysław był uznanym poetą, członkiem grupy Kwadryga, autorem zbiorów "Pieśń Szczurołapa" (1930), "Koncert egzotyczny" (1934) i innych tomików wydanych już długo po wojnie. Jego twórczość różniła się od poezji innych kwadrygowców. Daleka od ich poezji uspołecznionej.

Ona sama pracowała jako urzędniczka w PKO. Przeszkolona w Instytucie Psychotechnicznym Urzędu Kryminalnego Policji Państwowej oraz w Mennicy badała autentyczność podpisów osób, które dokonywały wypłat. Była dumna, gdy udało się jej wykryć fałszerstwo.

Kalendarium września

Władysław Sebyła został zmobilizowany już w sierpniu 1939 r. Z wojny już nie wrócił. Wzięty do niewoli przez czerwonoarmistów zginął w kwietniu 1940 r. w Charkowie.

Czekając na męża, Sebyłowa każdego wojennego dnia robiła notatki. 4 września 1939 r. czytała w domu Prousta. Lekturę przerywały jej naloty.

5 września mieszkańcy drewnianej oficyny w jej kamienicy przenieśli się do murowanych części budynku. Jedna z takich rodzin, kolejarze, zamieszkała w pokoju jej męża.

12 września z synem i rodzicami nocowała na klatce schodowej. Budynek trafiło kilka pocisków. Pierwszy wpadł do mieszkania na pierwszym piętrze. Zmasakrował mieszkańców, którzy uważali, że na niższych kondygnacjach jest bezpiecznie. Kolejny pocisk artyleryjski wybuchł przed bramą kamienicy. Zabił trzy osoby. "Żona jednego z zabitych pożałowała prześcieradła, aby owinąć nim ciało męża, nim go pochowają w dole wykopanym na podwórzu" - czytamy w notatkach. Trzeci pocisk trafił w mieszkanie jej sąsiada. "W naszym pokoju stołowym wywalona dziura w ścianie, w tej wspólnej. Z niektórych mebli drzazgi. Nikt by nie pozbierał części zegara. I gruz. I kurz. Byliśmy wtedy wszyscy w przedpokoju. Nasza wojenna sublokatorka zaledwie przed chwilą prasowała w tym pokoju koszulę syna. Sąsiadowi nic się nie stało. Leżał w łóżku. W alkowie. (...) Podrzucało nim i podrzucało na sprężynach materaca".

15 września wspominała, że większość rodzin żydowskich z kamienicy uciekła na Muranów, sądząc, że tam będzie bezpieczniej. Pozostały tylko dwie.

18 września w piwnicy pojawiły się wszy. Przed bramą już kilka dni wcześniej żołnierze polscy usypali barykadę. Z płyt chodnikowych, worków i piasku. Ustawili na niej karabin maszynowy.

Podziel się

  • Kamienica na Brzeskiej rubeus 06.08.10, 17:54

    Spora część kamienic na Pradze była kiedyś porządna. Może nie były to domy na miarę tych ze śródmieścia, ale swoją klasę miały.»

  • Slumsy na Brzeskiej to były kiedyś porządne kam... billymclasky 07.08.10, 02:08

    Czy to że Praga jest w stanie rozsypki obchodzi tylko zwykłych mieszkańców, anie kogokolwiek z władz Warszawy? Dopiero kiedy przyjedzie buldożer żebyrozebrać te ruiny to nagle sobie »

Najnowsze wiadomości z Warszawy