"Operacja trudniejsza niż przeniesienie krzyża." Jaka?

Rozmawiał Grzegorz Lisicki
06.08.2010 aktualizacja: 2010-08-05 21:33
A A A Drukuj
Wiesław Sikorski - Wicedyrektor Centralnego Ośrodka
Sportu. W latach 1998-2002 był
burmistrzem Bemowa (doprowadził
do przekazania przez MON gruntów
przy Forcie Bema na cele sportowo
-rekreacyjne), doradca kilku
prezydentów Warszawy.
Był wiceprezesem Związku Miast
Polskich i wiceprzewodniczącym Unii
Wolności. Współtworzył założenia
i projekt ustawy warszawskiej.
Przez ostatnie dwa i pół roku pracował
nad przygotowaniem i przeniesieniem
targowiska przy Stadionie Narodowym
do Białołęki. Żonaty, dwoje dzieci Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Rozmowa z Wiesławem Sikorskim, wicedyrektorem Centralnego Ośrodka Sportu, właścicielem terenu, na którym mieścił się zlikwidowany tydzień temu Jarmark Europa
ZOBACZ TAKŻE
Grzegorz Lisicki: Tydzień temu przeprowadziliście "odprawę kupców polskich" z Jarmarku Europa. Udało się bez jednego wystrzału.

Wiesław Sikorski: Uważam, że to ogromny sukces. W szczytowym momencie na targowisku działało aż 6 tys. stoisk. Żartem powiem, że po dwóch i pół roku pracy nad pogodzeniem wszystkich interesów kupieckich aktualne spory w stolicy wydają mi się trywialne.

Ale w ostatnią sobotę był dreszczyk emocji.

- Ale był też sztab kryzysowy powołany na wypadek, gdyby część kupców nie chciała pogodzić się z - przecież i tak nieuchronną - likwidacją Jarmarku Europa. W sobotę od rana byłem w biurze, czekając na rozwój sytuacji, porządkowałem zaległe sprawy. Nic się nie działo, a ja chyba z nudów wymyśliłem, że ta chwila ma swoją symbolikę: Pismo mówi, że Jezus tylko raz użył przemocy, i to właśnie przeciw kupcom. Myślę, że zeszłoroczne zamieszki pod KDT pokazały, że wszystkie strony muszą się dogadać. Jarmark nazywał się Europa, jak Wersal, kojarzy się z salonami. Nam udało się załatwić sprawę Jarmarku Europa tak, jak w Wersalu - kulturalnie. Poradziliśmy sobie. Ale rzeczywiście - służby porządkowe, zarówno miejskie, jak i policja, były gotowe do akcji. W NCS mieliśmy nawet specjalną salę, na wypadek gdybyśmy musieli nagle się zebrać.

My, czyli kto?

- Sztaby kryzysowe miejski i wojewódzki, wojewoda, wiceprezydent stolicy, straż miejska, policja, szefowie NCS, COS. Każdy miał karteczkę z zestawem najważniejszych telefonów. I tak siedzieliśmy, każdy u siebie. Ale godziny mijały, nic się nie działo.

No, nie do końca - był mały protest.

- Tak, około 70 osób przeszło pod dawne biura zarządu Jarmarku Europa na tyłach korony Stadionu. Poszedł tam policyjny patrol, okazało się, że to w części są nawet nie kupcy, tylko jacyś "prywatni" ludzie, którzy ustąpili na prośbę policji. Kluczem do zachowania spokoju był brak agresji, popędzania. Kupcom się nie spieszyło, niektórzy urządzali nawet zakrapiane pożegnania. To zrozumiałe - jak się pracuje ileś lat w jednym miejscu, to trzeba się z ludźmi, sąsiadami z tej pracy pożegnać. Tolerancja i cierpliwość przyniosły skutki - co godzinę były meldunki, że 60, 70, 80 proc. stoisk już wyjechało. Co nie znaczy, że nie byliśmy przygotowani na konflikt - policja i straż miejska były w zasięgu wzroku kupców.

Co było kluczem do sukcesu? Nie od dziś wiadomo, że "polski kupiec" to nie jest łatwy partner do rozmów.

- My jako Centralny Ośrodek Sportu jesteśmy właścicielami terenu, na którym mieścił się Jarmark Europa. Kupcy przychodzili więc głównie do nas. Rzeczywiście, nie był to łatwy partner do rozmów. Staraliśmy się ich nie oszukiwać i każdą grupę, która zgłaszała jakieś postulaty, traktowaliśmy poważnie. Co nie znaczy, że nic się nie działo. Dosłownie kilka dni przed końcem handlu trafiło do mnie około 600 podpisów pod petycją o przedłużenie handlu. Z podpisem "Kupcy". Nie mogłem z nimi rozmawiać, bo nie wyznaczyli reprezentantów, nie podali kontaktu, a przede wszystkim NCS podtrzymał potrzebę przejęcia terenu zajmowanego przez Jarmark. Zanosiło się nawet na pikiety przed urzędem wojewódzkim. Ale uniknęliśmy konfliktu.

Konflikt i tak wybuchł, ale wcześniej - zimą 2008 r. Pamiętamy stowarzyszenie Stadion, Bogdana Owczarka i Lucynę Kwiatek oraz ich politykę według najlepszych "kupieckich" wzorców - inwazja na Ministerstwo Sportu czy zablokowanie centrum miasta kawalkadą wlokących się samochodów. Bo urzędnik w telewizorze powiedział coś nie po ich myśli.

- Walka szła wtedy o 28-hektarową działkę przy ul. Radzymińskiej niedaleko centrum handlowego M1. Ziemię tę kupcom obiecała poprzednia ekipa w ratuszu. To była jednak rzecz nie do zrealizowania, dlatego że przejęcie tamtego gruntu na rzecz kupców od skarbu państwa wiązało się z niebezpieczeństwem przekroczenia prawa.

Na ten ruch aż do końca swojej pracy w resorcie nie zdecydowała się ówczesna minister sportu Elżbieta Jakubiak. Mimo że była związana z ekipą, która obiecała Radzymińską kupcom. Lud Warszawy też był przeciw.

- Kilkanaście tysięcy podpisów mieszkańców Targówka przeciwko temu pomysłowi. Szemrana sława Jarmarku Europa zrobiła swoje. Choć to potencjalnie dobre miejsce na targowisko - wylotówka z miasta, w pobliżu wielkie centrum handlowe. Ale obiecywanie Radzymińskiej to były gruszki na wierzbie. To wojewoda ustalił z ministrem Drzewieckim, że kupców trzeba wyprowadzić na Marywilską tak szybko, jak to możliwe, żeby można było przeprowadzić inwestycje na Euro2012. Ja miałem tylko zgrać terminy.

Na Jarmarku zawiązała się wtedy inna spółka, Kupiec Warszawski, ludzie związani z Damisem i Bogdanem Tomaszewskim, założycielem Jarmarku Europa. Byli za zaproponowaną przez miasto Marywilską 44 na Białołęce.

To ludzie, którzy poszli krok dalej w ewolucji myślenia kupieckiego - wrzask zastąpili współpracą. My też się czegoś nauczyliśmy - to znaczy, że trzeba ludziom dać coś w zamian. Wyrzucenie ludzi z Jarmarku na bruk oznaczało wojnę. Poza tym miasto nie może tak po prostu wchłonąć kilku tysięcy kupców. Stąd wyszedł pomysł na Marywilską 44 na Białołęce. To miejska działka po nieczynnej fabryce domów.

No właśnie - ludzie we wschodniej, zaniedbanej, niedoinwestowanej Białołęce mówią, że miasto nie dysponuje gruntami na szkoły, przedszkola, place zabaw. Ulice wąskie i zapchane. Ale dla kupców ziemia była.

- To cena za spokój na strategicznym terenie miasta wokół Stadionu Narodowego. Poza tym wcale nie uważam, żeby centrum hal targowych było stratą dla Białołęki. Zgadza się, że to tereny niedoinwestowane, ale przedtem była tam opuszczona fabryka. Hale zwiększą wpływy z podatków w dzielnicy i wymuszą rozwój tej części Białołęki, lepszą komunikację. Powiem panu coś - działałem w Unii Metropolii. Opinia moich kolegów z Unii jest taka, że Marywilska to sukces na skalę kraju. To 8 ha powierzchni handlowej pod dachem, które powstały z niczego, i zrobili to sami kupcy: znaleźli inwestora, dogadali się z władzą, zbudowali hale. A punktem wyjścia był okropny bazar, przez lata miejsce masowego handlu nielegalnym towarem, tysiące rdzewiejących bud itd. Zaproponowanie kupcom przenosin na Marywilską było mądrym posunięciem, bo wytrąciło broń z ręki zwolennikom bijatyki, nie dało im pretekstu do bronienia targowiska siłą. 4 września Marywilska otwiera się dla klientów.

Wyprowadzenie kupców to dopiero połowa sukcesu. Na terenach pojarmarkowych coś trzeba teraz zbudować.

- Opowiem o innym fenomenie, który wydarzył się podczas tych dwóch i pół roku. Gdy okazało się, że jednak pójdziemy z Jarmarkiem na Marywilską, w COS rozpoczęły się spotkania czegoś w rodzaju zespołu, który na bieżąco rozwiązywał problemy związane z terenem wokół Stadionu. A problemów było mnóstwo - oprócz terenów COS w okolicy są tereny należące miasta (obu Prag), PKP, PKS, są tereny prywatne, Tramwaje, MPWiK, STOEN, coś do powiedzenia musiał mieć wojewoda,. A interesy tych podmiotów były czasem sprzeczne, problemy się zazębiały. Ten zespół w COS stał się miejscem załatwiania wszystkich tych spraw. To było ciało zupełnie nieformalne, ale powstawał protokół, który przyjmowano, a wypracowane ustalenia były wiążące. Sposobem na wygaszenie handlu na Jarmarku Europa była stopniowa likwidacja okalających bazarów - tego przy torach zwanego Bułgarowem, tego przy dworcu PKS i dwóch innych. One się zlewały w jedną całość, mało kto wiedział, że tam jest co najmniej kilku właścicieli działek. Trzeba było też pokonać bariery administracyjne związane np. z warunkami zabudowy i pozwoleniem na budowę przy Marywilskiej, a ostatnio z rozbiórką budek i zabezpieczeniem terenu. Bez pomocy i dobrej woli miasta, wojewody, a wcześniej kolejarzy, transportowców z PKS itd., nic byśmy nie wskórali.

Okoliczne bazary zostały wygaszone - Bułgarowo rok temu, zimą ten przy PKS, nadszedł czas na Jarmark Europa. To był też sposób na zalegalizowanie nie zawsze legalnych interesów które tam miały miejsce - nie bez powodu działała tam też Służba Celna. Jesteś legalny - przejdź na Jarmark. Nielegalny - sorry, nie ma dla ciebie miejsca. I tak krok po kroku doszliśmy do ostatniej soboty. Okazało się też, że żywot Jarmarku można było kilka razy przedłużać - dało się to zrobić bez konfliktu, w drodze rozmów. Możemy być dumni z tego, w jaki sposób załatwiliśmy ten ogromny problem.

A co dalej?

- Zbudujemy alejki i tereny zielone. A dalej... Warszawa od lat planuje rewitalizację Pragi i Portu Praskiego, to najcenniejsze tereny po drugiej Wisły. To będzie prawdziwe wyzwanie - zbudowanie Stadionu Narodowego to doprawdy drobnostka wobec tego wszystkiego, co trzeba zrobić na Pradze. To nie jest na szczęście zadanie dla COS.

Żal panu Jarmarku Europa?

- Nie. Nie mam sentymentu do tego miejsca, zyskałem za to kolejne doświadczenia i umiejętności.

Gdyby zaproponowano panu prowadzenie negocjacji w sprawie krzyża? Podjąłby się pan?

- Tylko gdybym musiał (śmiech).

Wiesław Sikorski, wicedyrektor Centralnego Ośrodka Sportu.

W latach 1998-2002 był burmistrzem Bemowa (doprowadził do przekazania przez MON gruntów przy forcie Bema na cele sportowo-rekreacyjne), doradca kilku prezydentów Warszawy. Był wiceprezesem Związku Miast Polskich i wiceprzewodniczącym Unii Wolności. Współtworzył założenia i projekt ustawy warszawskiej. Przez ostatnie dwa i pół roku pracował nad przygotowaniem i przeprowadzeniem targowiska przy Stadionie Narodowym do Białołęki. Żonaty, dwoje dzieci.

Podziel się

  • A co będzie na tym miejscu rydzyk_fizyk 06.08.10, 17:43

    Dobrze, że uporano się z bałaganem ale chyba nadal nie wiadomo w jakiej sprawie Miro interweniował w UM?»

  • "Operacja trudniejsza niż przeniesienie krzyża.... kopytko55 08.08.10, 15:06

    Spokojnie, rzeczzowo człowiek sprawę załatwił. Ale ponoć jest w niełaskach u Gronkiewiczowej to będzie się pierdołami zajmował doemerytury zamiast rozwiązywać problemy miasta choćby7 przed »

  • Re: "Operacja trudniejsza niż przeniesienie krzyż okemot 15.08.10, 18:38

    Spokojne zakończenie sporu i skłonność do negocjacji ze strony kupców, to panu załatwiła HGW akcją pod KDT. Gdyby nie to, to kupcy darli by ryja w niebogłosy że im się należy i basta. Tyle w»

Najnowsze wiadomości z Warszawy