Zamykają Utopię, pierwszy lokal gejowski w Polsce

Maciej Nowak
08.08.2010 aktualizacja: 2010-08-08 21:53
A A A Drukuj
Wycieczka po homowarszawie przed drzwiami klubu Utopia FOT. SŁAWOMIR KAMIŃSKI / AGENCJA GAZETA
Zamyka się najsłynniejszy klub Warszawy, Polski, a pewnie i tej części Europy. W chwili otwarcia w siedzibie Naczelnej Rady Spółdzielczej był pierwszym lokalem gejowskim w Polsce.
GALERIA ZDJĘĆ
SERWISY
Gdy w sobotnią noc po klubowej Warszawie przeleciała piorunująca wieść, że zamykają Utopię, trudno było w to uwierzyć. Pomknąłem na Jasną i mijając Piotrka, selekcjonera, chciałem usłyszeć zaprzeczenie: - To chyba plotki? - Niestety, to prawda. Po dziewięciu latach nieustającego wrzenia zamyka się najsłynniejszy klub Warszawy, Polski, a pewnie i tej części Europy. W chwili otwarcia w siedzibie Naczelnej Rady Spółdzielczej był pierwszym lokalem gejowskim w Polsce, nad którym oficjalnie i dumnie powiewał wielki tęczowy sztandar. Tęcza to bowiem również tradycyjne kolory ruchu spółdzielczego.



Utopia często porównywana była do Studia 54, legendarnej nowojorskiej miejscówki, która na przełomie lat 70. i 80. przyciągała całą nowojorską bohemę. Tak samo surowa i nieobliczalna selekcja gości, podobny tłum celebrytów wymieszany z gejowską młodzieżą, liczni paparazzi przed wejściem po drugiej stronie ulicy i identycznie ekstatyczne imprezy animowane przez najsłynniejszych artystów klubowych świata. Grali tutaj David Guetta (producent najnowszej płyty Madonny), Bob Sinclair, Funkstar Deluxe, Tim Deluxe, Roger Sanchez, Antoine Clamaran, śpiewały Sonique, Ultra Nate, Barbara Tucker, Helena Vondrackova. Na barze tańczył Michael Stipe z R.E.M., wódkę pił Gus Van Sant. Do tego cała armia krajowych artystów, dziennikarzy, polityków i sławiątek z kolorowej prasy, którzy zabiegali o złote karty klubowe i możliwość wejścia do VIP-roomu. Bywali tam... E, nie ma co pisać. Dyskrecja należała do głównych zasad tego lokalu.

Teraz do porównań ze Studiem 54 dochodzi jeszcze jedno: podobnie jak jej nowojorski powinowaty Utopia działała przez dziewięć długich lat. W tym biznesie to prawdziwy fenomen, zwykle kluby nocne żyją nie dłużej niż dwa-trzy sezony. Właścicielowi Grzegorzowi Okrentowi udało się przyciągać publiczność dużo dłużej. W latach 90. stworzył "Klub Koźla", pierwszą gejowską przystań stolicy. Lata dwutysięczne poświęcił Utopii. Wierzę, że również na kolejną dekadę przygotuje jakąś godną uwagi atrakcję.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy