To, co się dzieje pod krzyżem to święto demokracji

Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
12.08.2010 aktualizacja: 2010-08-11 19:53
A A A Drukuj
Piknik przeciwników pozostawienia krzyża pod Pałacem Prezydenckim Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Felieton Jakuba Halcewicza-Pleskaczewskiego.
Od kilku tygodni nie mogę się nadziwić temu, co dzieje się przed Pałacem Prezydenckim. Media relacjonują spod krzyża skrajne wypowiedzi, które mogą budzić grozę. Ale naprawdę nie ma tam agresji. Pod krzyżem stoją tzw. obrońcy, zatrzymują się przechodnie, turyści, ktoś rozmawia, ktoś robi zdjęcia, filmuje. Jedni traktują sprawy całkiem serio, inni patrzą po sobie i szukają wzrokiem kogoś, z kim wspólny śmiech rozładuje atmosferę. Obok, w lokalu Przekąski Zakąski - wódka, wino, śledzik. Stołeczny folklor i klimat wakacji. I dobrze. W swoich granicach każdy robi, co chce. Ale przede wszystkim mówi.

Na Krakowskim Przedmieściu toczy się dyskusja, jakiej nie widziałem nigdy. Nikt nie liczy tych, którzy zatrzymują się pod krzyżem, ale są to tysiące ludzi. Nawet przed północą są tam tłumy. Tak jest na co dzień, nie licząc demonstracji, jak poniedziałkowa akcja "Krzyż" czy wtorkowy marsz pamięci. Jakiś czas temu ktoś wysunął tezę, że w Polsce społeczeństwo obywatelskie potrafi organizować tylko Radio Maryja. Okazuje się, że zainicjowana przez narodowo-katolickich działaczy obrona krzyża rozbudziła prawdziwą debatę. I to nie w telewizji czy prasie. Tu rozmawiają żywi ludzie o tym, co uważają za ważne. O polityce, o stosunkach państwo - Kościół, o symbolach religijnych. Tu jest demokracja.

Czasem pod krzyżem jest śmiesznie. Jak wtedy, gdy pastafarianie, czyli wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti, przynieśli garnki z makaronem oraz słoiki z sosem i powiedzieli, że też chcą zawłaszczać przestrzeń publiczną symbolami.

Albo wtedy, gdy obrońcy śpiewają "Barkę", a przeciwnicy krzyża wykrzykują: "Jeszcze jeden!", domagając się bisów.

Czasem jest niesmacznie. Kilkanaście osób próbowało ustawić krzyż z puszek po piwie Lech.

Wszystko to jednak - ekscesy tych za i tych przeciw - da się jakoś wytłumaczyć. Jedni wierzą w spisek, wszechobecność agentów albo w katastrofę smoleńską jako znak od Boga. Drudzy - nie chcą krzyża w przestrzeni publicznej, nie chcą sakralizacji katastrofy, a czasem po prostu odreagowują pseudomesjanistyczne wzmożenie.

Wszystko mieści się w ramach demokracji. Nie rozumiem komentarzy, według których obrońcy krzyża wystawiają kraj na pośmiewisko. Albo - że pod krzyżem panuje anarchia. Tak było w czasie nieudolnej próby przeniesienia krzyża. Na co dzień mamy święto demokracji.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy