Kajet kolekcjonera: Sztuka muzealna

Włodzimierz Kalicki
13.08.2010 aktualizacja: 2010-08-12 19:07
A A A Drukuj
Czy rynek aukcyjny ma coś wspólnego z muzeami? Ależ naturalnie, w aukcyjnych katalogach bardzo często pojawiają się w opisach dzieł mniej znanych malarzy frazy: "Prace artysty znajdują się w zbiorach muzeów...". Odwoływanie się do zawartości muzealnych magazynów jest rodzajem legitymizacji trafiających pod młotek prac mniej znanych malarzy. W jej skuteczność można zresztą powątpiewać.
Bywa jednak, że muzea i publiczne galerie sztuki potrafią solidnie potrząsnąć rynkiem. Dzieje się tak przy okazji wystaw monograficznych. Spójna prezentacja prac wybitnych, zwykle nieznanych, ukazanie artystycznych kontekstów poszczególnych dzieł czy cykli prac zawsze budzi u kolekcjonerów zainteresowanie obrazami dostępnymi na rynku. A i muzealna wystawa skłania posiadaczy dzieł prezentowanego artysty do ich sprzedawania. W ten sposób wzmożone zainteresowanie kupujących spotyka się ze wzmożoną podażą zwykle wyjątkowo ciekawych obrazów. Przy okazji ceny pod młotkiem idą w górę. I wszyscy są zadowoleni.

W warszawskiej Zachęcie trwa wystawa malarstwa Rajmunda Ziemskiego. Wystawa ważna, solidnie dokumentująca rangę jego twórczości i jej artystyczne afiliacje. Ziemski, uczeń prof. Artura Nacht-Samborskiego, zawsze pozostawał w kręgu inspiracji polskim koloryzmem, nawet wtedy, gdy pod koniec lat 60. odszedł od pejzażu tradycyjnego w stronę informelu, i w latach ostatnich, gdy prowadził osobliwą grę z estetyką dalekowschodnich hieroglifów. Dopiero ta retrospektywa pozwala docenić konsekwencję poszukiwań artysty, a najlepsze z prezentowanych tam dzieł - a te są rzeczywiście wyśmienite - unaoczniają osobliwą sytuację prac Ziemskiego na rynku aukcyjnym.

Ostatnimi laty pod młotek trafiło mnóstwo znakomitych obrazów artysty - i właściwie wszystkie spod młotka spadły. To sytuacja bez precedensu: od początku 2005 r. na aukcjach pojawiło się niemal 30 prac Ziemskiego. Tylko jedna z nich, w Willi Struvego przed pięciu laty, sprowokowała rzetelną licytację, od wyw. 10 tys. do 16 tys. Rzecz szła o ładny, acz mroczny, podszyty niepokojem i lękiem pejzaż, jeden z abstrakcyjnych w istocie obrazów z początku lat 60. (81 x 65,5 cm). W tym samym czasie w Rempeksie za olejną "Kompozycję" (1970, 129,5 x 80) zaoferowano warunkowo 13 tys. (przy wyw. 16 tys.), ale po kilku miesiącach ten sam obraz wystawiony z ceną 13 tys. spadł spod młotka. Rok później w Desie Unicum za kompozycję z 1960 r. (akwarela, 65,5 x 97) zaoferowano warunkowo 13 tys. (wyw. 20 tys.). Przed dwoma laty zaś w Desie Unicum ciekawa, efektowna "Kompozycja" (1960, tusz, akwarela, gwasz, 69 x 99) uzyskała warunkową ofertę 13 tys. (wyw. 17 tys.).

Zastanawiająca powściągliwość. Wystawa w Zachęcie nie pozostawia wątpliwości, że pod młotek trafiały nierzadko prace w dorobku artysty znaczące, wręcz wybitne, i to z każdego okresu jego twórczości. Jeśli któryś z kolekcjonerów łaknąłby obrazu z czasu pracy Ziemskiego nad pejzażem realistycznym, mógł stanąć w zeszłym roku do licytacji w Rempeksie o bardzo dekoracyjny, wspaniale rozegrany kolorystycznie pejzaż miejski, nawet ze sztafażem (106 x 65,5) z ceną wyw. 18 tys. Ale nikt się nie skusił.

"Sowa" z 1957 r. (62 x 80) zaproponowana rok temu przez dom Polswiss Art to bardzo ładne świadectwo poszukiwań siły koloru, własnego duktu pędzla, możliwości fakturalnych - ciągle wewnątrz estetyki informelu. Cena wyw. 35 tys. I nic. Także z 1957 r., znakomite, rozegrane w głębokich czerwieniach i granatach "Ptaki" (100 x 82) zaoferował przed rokiem Rempex. Cena wyw.: 35 tys. I znów nikt z sali nie podniósł ręki.

Jeśli ktoś marzył o mrocznym, onirycznym pejzażu z rejonów abstrakcji, miał doskonałą okazję w grudniu 2008 r., gdy Rempex wystawił muzealnej klasy "Pejzaż 89/61" z 1961 r. (140 x 50), w którym inwazje odmiennych struktur bytu zastygają w uniwersum mroczne, absurdalne wedle reguł dostępnego nam świata. Cena wyw.: 60 tys. I, jak zwykle, bez odzewu.

A gwasze Ziemskiego? Proszę bardzo, przed trzema-czterema laty w Rempeksie pojawiły się znakomite jego prace, także muzealnej klasy, w cenach 6,5-10 tys. I co? I spadły.

Może więc dzieła najnowsze z okresu inspiracji dalekowschodnią sztuką kaligrafii? Nic z tego. Także muzealnej klasy "Pejzaż" z 1997 r. (130 x 70) i "Pejzaż" z 1994 r. w cenach wyw. odpowiednio 20 tys. i 12 tys. spadły w Repmeksie i Desie Unicum.

Pozornie wygląda na to, że kolekcjonerzy omijają twórczość Rajmunda Ziemskiego z daleka. Ale to przecież nieprawda. I oferta domów aukcyjnych - o galeriach nie mówiąc - i wystawa w Zachęcie dowodzą, że był to artysta wybitny. Bez solidnej reprezentacji jego prac trudno myśleć o sensownej kolekcji naszej powojennej awangardy. A kolekcji takich budowanych jest dziś wcale nie tak mało.

Najwyraźniej problemem są wyceny. Kolekcjonerzy akceptują ceny co najmniej o jedną trzecią niższe od żądań posiadaczy obrazów Ziemskiego. Ten kolekcjonerski front odmowy jest zastanawiająco solidarny i powinien dać do myślenia sprzedającym. Od paru lat ceny wywoławcze obrazów artysty unoszą się bowiem ponad rynkową rzeczywistością i na lądowanie najwyraźniej się nie zanosi. Chyba że w wypadku Rajmunda Ziemskiego udana wystawa retrospektywna przełoży się nie na wzrost cen na rynku, lecz jedynie na sprostanie oczekiwaniom sprzedających.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy