Mazowiecki Park Śmietniskowy. Koszmarny bałagan w lesie

Agata Listoś
17.08.2010 aktualizacja: 2010-08-16 20:38
A A A Drukuj
Zdjęcie naszej czytelniczki zrobione w czasie wycieczki przez park: po lewej sterty gruzu w workach
  • Zdjęcie naszej czytelniczki zrobione w czasie wycieczki przez park: po lewej sterty gruzu w workach
Meble, opony, gruz, pralki, eternit, komputery, wraki samochodów, sedesy - w podwarszawskich lasach jest wszystko, co tylko można sobie wyobrazić
SERWISY
Nasza czytelniczka wybrała się na spacer do lasów w okolicy Wiązowny. "Początkowo idzie się przyjemnie, ale po chwili zgrzyt - ktoś rozsypał kawałki styropianu i inne śmieci. Niedaleko resztki jakiegoś samochodu. Kawałek dalej znowu rozrzucone śmieci. Im bliżej końca, tym częściej widok śmieci zapakowanych niekiedy w foliowe worki, budowlanego gruzu, opon samochodowych, porozwalanych mebli" - pisze w liście do redakcji.

Pani Hanna, która mieszka przy lesie, często widzi podjeżdżające samochody, z których ludzie wyrzucają śmieci - Zazwyczaj czekają do wieczora i wtedy wynoszą worki do lasu. Próbujemy z sąsiadami ich upilnować, ale trudno ich złapać - wyjaśnia.

Zgodnie z regulaminem utrzymania czystości na terenie Warszawy właściciel gruntu jest też właścicielem śmieci, które powinien sprzątać. Teren Mazowieckiego Parku Krajobrazowego należy częściowo do dzielnicy Wawer (ok. 18 ha) i nadleśnictwa Celestynów (ok. 9 tys. ha od strony Wesołej, Wiązownej). Wawer zatrudnia do sprzątania podopiecznych stowarzyszenia Niepełnosprawni dla Środowiska EKON. - To 30 osób. Wykupujemy im bilety miesięczne, zaopatrujemy w łopaty, kije, rękawice, worki, napoje i jedzenie. Wyruszają codziennie o 8 rano sprzątać gminę, w tym park krajobrazowy - wyjaśnia Teresa Guberow z działu ochrony środowiska dzielnicy.

Włodzimierza Kalatę z Ekonu, który opiekuje się grupą sprzątających, nie dziwią już ani lodówki, ani wraki samochodów ani kontenery pampersów wyrzucane do lasu. - Najczęściej znajdujemy gruz, glazurę, styropian, sedesy, stare ubrania, ale zdarzają się też tysiące starych gumowych butów, kontener waty szklanej czy nawet zdechłe psy i koty, wyrzucane wprost na ścieżki rowerowe - wylicza. - Tych śmieci jest tyle, że przez dziesięć lat można je stamtąd wywozić codziennie, a i tak nie uprzątnie się parku, bo zaraz przybywają nowe.

Zebrane odpadki segregowane są na śmieci podlegające recyklingowi - te trafiają do sortowni przy ul. Mortkowicza, reszta do kontenerów MPO ustawionych w obrębie lasów.

Z kolei nadleśnictwo Celestynów bierze udział w akcjach "Sprzątanie świata", "Światowy dzień ziemi" czy "Czysty las". - Sprzątać lasy przyjeżdżają też bezrobotni wysyłani przez urzędy pracy. Śmieci usuwa też również nasza straż leśna - informuje Arkadiusz Szelling z nadleśnictwa.

Andrzej Murat, rzecznik Wawra: - To jest walka z wiatrakami. Śmieci wyrzucają do lasów ludzie z sąsiednich gmin, ale też sami mieszkańcy, którzy nie mają podpisanych umów na wywóz śmieci. I biedni emeryci, i właściciele domów wartych miliony. Trzeba by mieć mnóstwo ludzi, żeby ukrócić ten proceder.

- Nie oszukujmy się, parnik na kartofle dla świń czy kawałki ciągnika nie są wyrzucone do lasu przez przyjezdnych - dodaje jeden z pracowników Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. - Czasem uda się kogoś złapać na gorącym uczynku, ale ze względu na niską szkodliwość czynu mandaty są niskie, od 100 do 500 zł. Gdyby przy lesie postawić kontenery i wprowadzić zapis do prawa budowlanego o przymusowej utylizacji odpadków po remontach, problem zaśmiecania lasów na pewno byłby mniejszy.

Nasza czytelniczka tak kończy list do redakcji: "To ogromnie przykre, ale wędrowaliśmy nie tyle przez Park Krajobrazowy, ile przez Park Śmietniskowy".

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy