Ratusz nie ufunduje pomnika: "nie ulegniemy szantażowi"

Iwona Szpala, Dariusz Bartoszewicz
19.08.2010 aktualizacja: 2010-08-19 11:33
A A A Drukuj
Wizualizacje pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej obrońcy krzyża prezentowali na przeciw Pałacu Prezydenckiego Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Wizualizacje pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej obrońcy krzyża prezentowali na przeciw Pałacu Prezydenckiego
  • Wizualizacje pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej obrońcy krzyża prezentowali na przeciw Pałacu Prezydenckiego
  • Wizualizacje pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej obrońcy krzyża prezentowali na przeciw Pałacu Prezydenckiego
Miasto nie ufunduje kolejnego pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej. - Nie ulegniemy szantażowi emocjonalnemu - mówią radni rządzącej Warszawą koalicji PO-SLD.
"Godnego upamiętnienia" ofiar domagają się politycy PiS. Jako miejsce wskazują okolice Pałacu Prezydenckiego. Wspiera ich grupa strażników krzyża gromadząca się wciąż na Krakowskim Przedmieściu. Na tym nie koniec. Ośmiometrowy obelisk "Wierności Ojczyźnie" widzi przed Pałacem Prezydenckim Beata Gosiewska, wdowa po szefie klubu PiS.

Nie wśród krzyków

Krajowi liderzy partii Jarosława Kaczyńskiego mają w planach autorski pomysł na upamiętnienie; chcą się zorganizować w komitecie budowy pod patronatem Jadwigi Kaczyńskiej, matki zmarłego prezydenta.

Do dziś żaden oficjalny wniosek do ratusza nie trafił. Pojawiła się natomiast inicjatywa Jakuba Wacławka, prezesa warszawskiego Stowarzyszenia Architektów Polskich, by upamiętnieniem miasto zajęło się "z urzędu".

- Sytuacja zmienia się dynamicznie i bez pomnika przy Krakowskim Przedmieściu chyba się nie obejdzie - mówi Jakub Wacławek. Początkowo był przeciwnikiem monumentu. Twierdził, że wystarczy tablica. Zdanie zmienił 9 sierpnia, po akcji "Krzyż". - Byłem wstrząśnięty. Po raz pierwszy taki tłum protestował przeciwko krzyżowi - opowiada.

Następnego dnia zaproponował prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz, by miasto ogłosiło konkurs na pomnik ofiar katastrofy. Pisał, że procedura powinna się rozpocząć jak najszybciej. Taki ruch mógłby "pomóc w rozwiązaniu narastającego społecznego konfliktu".

Ratusz nie odpowiedział. Jak tłumaczy wiceprezydent Jacek Wojciechowicz (PO), pismo analizuje biuro architektury i stołecznego konserwatora zabytków. Takie są procedury. Te wypełniono szybko, gdy Kancelaria Prezydenta RP zdecydowała się na wmurowanie pamiątkowej tablicy w elewację Pałacu Prezydenckiego. - To była sytuacja wyjątkowa - tłumaczy Wojciechowicz. - O tablicy mówił już wcześniej prezydent Bronisław Komorowski.

Tym razem na "ewentualne inne upamiętnienie" ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz chce się solidnie przygotować. - Decyzji nie wolno podejmować wśród krzyków i pod presją osób manifestujących pod Pałacem - wyjaśnia wiceprezydent Jacek Wojciechowicz.

Nie dla szantażu

W tym wypadku, co podkreśla wiceszef gabinetu prezydent Warszawy Jarosław Joźwiak, o arbitralnej decyzji najwyższych stołecznych urzędników nie ma mowy. Werdykt wydadzą radni Warszawy.

Liderzy SLD i PO są zgodni. Miasto wyłoży 2,5 mln zł na monument poświęcony katastrofie smoleńskiej na Powązkach. Kolejnych upamiętnień fundowanych z miejskiej kasy nie będzie. Ani Sojusz, ani Platforma nie planują składania tego typu wniosków, szczególnie przed jesiennymi wyborami samorządowymi.

Nie ma pewności, jak postąpi opozycyjny PiS. W partyjnych szeregach pojawiały się pomysły, by stworzyć katalog upamiętnień i wybrać to najwłaściwsze. Z zaangażowaniem publicznego grosza.

Ewa Malinowska-Grupińska (PO), szefowa Rady Warszawy, powołuje się na zapisy lokalnego prawa, które mówi, że musi upłynąć pięć lat od śmierci osoby wynoszonej na pomniki.

- Nie będziemy naginać przepisów, szczególnie pod polityczną presją. Pięć lat to czas na wyciszenie emocji i refleksję. Dziś racjonalna rozmowa nie jest możliwa.

Przypomina, że w Warszawie rośnie liczba upamiętnień, powstają tablice, budowa pomnika na Powązkach jest przesądzona.

- Ten cmentarz to najwłaściwsze miejsce - mówi Malinowska Grupińska. - Choć pamiętam pierwszą miesięcznicę katastrofy, gdy razem z kolegami z PO poszliśmy oddać hołd pochowanym na Powązki. Byliśmy tam osamotnieni. Działacze PiS wybrali Pałac Prezydencki, bo tam były kamery.

Od propozycji prezesa warszawskiego Stowarzyszenia Architektów Polskich Malinowska-Grupińska się dystansuje. - To zdanie jednej osoby, nie traktuję jego listu poważnie - mówi. - Mam protesty strony przeciwnej. Ogólnie się nie dziwię: każdy artysta chciałby mieć autorskie dzieło w centrum miasta.

SLD: To polityczna hucpa

Ligia Krajewska (PO), wiceprzewodnicząca rady miasta, przypomina, że pięcioletnią karencję na stawianie pomników uchwalił w poprzedniej kadencji rządzący Warszawą PiS.

- Więc postępujmy zgodnie z prawem i przepisami. Nie będzie żadnych uchwał o stawianiu pomników, szczególnie przed wyborami. Samorząd nie jest od działań partyzanckich. Odpowiadamy za publiczne pieniądze, których nie wydaje się pod presją ani na polityczne życzenie - mówi. I dodaje, że jako polityk ma dość "przymusu psychicznego i szantażu emocjonalnego" wobec rządzących miastem.

Podobnie jak inni działacze Platformy uważa, że Warszawa zachowała się "bardzo przyzwoicie", zarówno w dniach żałoby, jak i fundując pomnik ofiar na Powązkach.

Krytycznie o kolejnym pomniku mówią też w SLD. - Nie będziemy wydawać publicznych pieniędzy na żądanie PiS - zapowiada Sebastian Wierzbicki, wiceszef warszawskiego SLD. - To hucpa, próba wyłudzenia pieniędzy dla realizacji swoich politycznych zamierzeń. Zmarli zostali uhonorowani tablicami i wspaniałym monumentem na Powązkach. Pieniądze tego miasta potrzebne są dla żywych. Władza publiczna nie jest tylko od stawiania pomników.

Jak dodaje Wierzbicki, nie ma gwarancji, że jedno upamiętnienie zaspokoi żądania. - Może pojawić się kolejna grupa twierdząca, że to, na które ewentualne przystaniemy, jest za mało godne.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy