"Po co Uniwersytetowi tyle bibliotek?"

Henryk Hollender
24.08.2010 aktualizacja: 2010-08-23 21:07
A A A Drukuj
Wizualizacja nowej biblioteki Instytutu Historycznego fot. materiały inwestora
Przyjacielowi Uniwersytetu Warszawskiego i jego kampusu miło przeczytać, że Instytut Historyczny wyzbędzie się gomułkowskiej ciasnoty i uwolni Salę Kolumnową. Jest jednak wątpliwe, czy lokowanie w nowym gmachu biblioteki to krok racjonalny i uzasadniony ekonomicznie - pisze były dyrektor BUW.
Gdy rozrzucony po Berlinie Uniwersytet Humboldtów wznosił swą bibliotekę centralną (2008), to bibliotek filialnych pozostawił zaledwie 12, przekształcając je i scalając. Biblioteka Uniwersytecka przy ul. Dobrej (1999) kosztowała, ile kosztowała, a liczba bibliotek na wydziałach i w instytutach ani drgnęła.

Jest ich prawie 50. Reprezentują wszystkie możliwe rozmiary, systemy komputerowe i kultury biblioteczne. Argument, że tam, gdzie instytut, powinny być materiały dydaktyczne, liczy się w odniesieniu do odległej matematyki, ekonomii, fizyki, zarządzania czy biologii. Z kampusu zaś centralnego na Dobrą - marsz kilkuminutowy, a tam opracowań i źródeł historycznych jeszcze więcej niż te 230 tys. woluminów przy Krakowskim Przedmieściu, i to wraz ze zbiorami specjalnymi. Jak to działa, widać np. po kabinach pracy indywidualnej, w których wielu czytelników prawdziwie "obkłada się książkami". Jest też na Dobrej rezerwa miejsca do adaptacji na powiększającą się Bibliotekę. Materiały wykorzystywane na zajęciach - jeden z naczelnych argumentów za utrzymaniem Biblioteki Instytutu Historycznego - już dawno mogłyby być zeskanowane i umieszczone w intranecie, był nawet taki projekt, ale jakoś nie doczekał się realizacji.

Tak Uniwersytet Warszawski przystępuje do realizacji reformatorskiej idei "studiów na uniwersytecie". Tak przekonuje polityków, że środki budżetowe przeznaczane na szkolnictwo wyższe są zbyt szczupłe. Rozdrobnienie uczelnianych systemów biblioteczno-informacyjnych, utrwalane względnym dobrobytem i nowymi inwestycjami, staje się osobliwością etnograficzną nauki polskiej, która na pewno nie poprawi jej usytuowania w międzynarodowych rankingach.

Henryk Hollender, dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie w latach 1992-2003

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy