Upamiętnienie ofiar katastrofy? Zdecydują warszawiacy

Iwona Szpala
27.08.2010 aktualizacja: 2010-08-26 21:10
A A A Drukuj
Projekt obelisku autorstwa Maksymiliana Biskupskiego, zaprezentowany przez Fot. gazeta.pl
- O pomniku ofiar katastrofy zdecydują warszawiacy - oświadczyła w czwartek radnym Hanna Gronkiewicz-Waltz. Ale po wyborach. - Granie krzyżem i upamiętnieniem nie przystoi w kampanii - dodała prezydent.
Do debaty doprowadził SLD. Liderzy lewicy niedługo po fiasku przenosin krzyża do kościoła św. Anny mówili: "To dzień hańby i wstydu".

Liderzy SLD w partyjnym stanowisku napisali o "państwie polskim i warszawskim samorządzie", które "ugięły się przed terrorem kilkusetosobowej grupy. (...) Fanatyków nieszanujących praw RP zarówno konstytucyjnych, jak i lokalnych. Ludzi o nienawistnych oczach i ściśniętych ustach, którzy bez chwili wahania potrafili podnieść rękę na drugiego człowieka, którzy na kompromis i próbę dialogu zareagowali niezrozumiałą agresją i odruchami często wykraczającymi ponad standardy normalności".

SLD żądało od Kancelarii Prezydenta i miasta nowego terminu przenosin krzyża.

Na wczorajszej sesji data nie padła. Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła o Jarosławie Kaczyńskim, który rozpętał polityczną awanturę o krzyż "rozgoryczony klęską wyborczą". Podała też cel prezesa: - Bojkot prezydenta Bronisława Komorowskiego.



Tłumaczyła, że jedyną instytucją, która ma mandat do dalszego decydowania o krzyżu, jest właściciel terenu - Kancelaria Prezydenta. - Więc ci, którzy namawiają mnie, bym tam wtargnęła i zadziałała, chcą działań bezprawnych - rzuciła w stronę lewicowych ław. - Takiej decyzji nie będzie.

Podobnie jak rozwiązań siłowych. - W państwie demokratycznym nie będzie rozganiania pałką ludzi, którzy manifestują emocje - wyjaśniła (dotąd na zabezpieczenie Krakowskiego Przedmieścia ratusz wydał 3 mln zł, policja od 3 sierpnia - 860 tys. zł). Przecięła też spekulacje o upamiętnieniu ofiar katastrofy na Krakowskim Przedmieściu. Powołała się na wykluczającą taki ruch opinię stołecznego konserwatora zabytków, którą ratusz zamierza honorować.

Upamiętnienia nie wykluczyła. Obiecała miejsce w centrum. O pomniku mają rozstrzygnąć warszawiacy przepytani przez ratusz w sondażu. Po wyborach, bo "granie krzyżem i upamiętnieniem nie przystoi w kampanii wyborczej".

SLD powtórzyło tezy partyjnego stanowiska. Było o dyktacie mniejszości, braku wyobraźni urzędników przygotowujących scenariusz na 3 sierpnia. Padło też pytanie o "paraliżujący" PO "znak krzyża".

- Za porządek i bezpieczeństwo odpowiada prezydent miasta - mówił Wierzbicki, ratuszowi zalecił "naciski" na Kancelarię. Jego wystąpienie przerywały okrzyki kilku obrońców krzyża. W trakcie debaty rozszyfrowali także kolejnego lewicowego mówcę: Andrzeja Golimonta. W ich opinii SLD-owski radny ukrywa się pod pseudonimem "Rambo". I od dawna jest kuluarowym przywódcą grupy przeciwników krzyża.

Lider klubu PiS Marek Makuch przekonywał, że debata jest "wybitnie polityczną przygrywką do kampanii". Dowody: prezyden "tradycyjnie obarczyła za wszystko PiS", na sali był Wojciech Olejniczak, kandydat SLD w wyborach w stolicy. Winą za sytuację pod Pałacem obarczył prezydenta Bronisława Komorowskiego (nazywał go "tą osobą"): zapowiedział przeniesienie krzyża, i lawina ruszyła. Dodał, że tablica ku pamięci ofiar może być zlokalizowana na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy