Chodnik pod krzyżem jak dzikie obozowisko. Są skargi

Joanna Nasierowska
28.08.2010 aktualizacja: 2010-08-27 19:35
A A A Drukuj
- Będziemy tu, aż ktoś zdecyduje że krzyż zostaje, albo, że będzie pomnik - powtarzają obrońcy krzyża Fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta
  • - Będziemy tu, aż ktoś zdecyduje że krzyż zostaje, albo, że będzie pomnik - powtarzają obrońcy krzyża
Chodnik na wprost Pałacu Prezydenckiego coraz bardziej przypomina dzikie obozowisko, w którym z dnia na dzień przybywa coraz więcej urządzeń potrzebnych do życia koczującym tam ludziom.
Trzy leżaki, pięć stołków, walizki, maty do spania, koce, dziesięć termosów, kilkadziesiąt butelek na wodę, parasole, flagi biało-czerwone - to wszystko leży pod bramą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na leżakach odpoczywają dyżurujący tu od wielu dni tzw. obrońcy krzyża. W połowie sierpnia zostali usunięci przez BOR i policję spod krzyża znajdującego się przed Pałacem Prezydenckim, po drugiej stronie ulicy. Teraz żyją pod bramą Ministerstwa Kultury, naprzeciwko Pałacu.

Umywalnia jest w knajpie

Najdłużej jest tu pan spod Olsztyna: - Dwa miesiące już tu mieszkam. Teraz mówię, że warszawiak jestem. Mój adres? Krakowskie Przedmieście 15.

Obrońcy czuwają w dzień i w nocy. Najstarsza pani ma 74 lata i osiem nocy oka nie zmrużyła: - Bo pilnowałam, żeby wandale nie zniszczyli przyniesionych tu nowych krzyży, nie zerwali plakatów i nie wyrzucili zniczy. Od 21 dni nie byłam w domu.

Czasem koczujący spod bramy ministerstwa przenoszą się do mieszkań kolegów. - Pomagamy, żeby każdy raz na parę dni wziął prysznic i wyspał się w łóżku.

Pikietujący myją się też w pobliskich knajpach. Nie ma tam pryszniców, ale są umywalki. - Ja chodzę tu blisko, Przekąski Zakąski, jak większość z drużyny. Tam jest ładna toaleta. Raz poszłam do ekskluzywnej restauracji, ale czułam się źle - mówi pani, która przyjeżdża raz na tydzień z Zabrza i od trzech dni śpi pod bramą ministerstwa.

Najgorzej jest, gdy przyjdzie burza, wtedy mokną. Mają parasole i peleryny, ale czasem i te przeciekają. Potem trzeba ubrania zmienić, kilka warstw nałożyć, bo zimno jest.

Skąd mają pieniądze na życie? - Nikt nas nie finansuje. Nawet PiS, które też walczy o krzyż, nic nie dało. A tu trzeba kanapki zrobić, obiad na mieście kupić, podliczam i schodzi 20 zł dziennie. Ludzie pytają, skąd mamy kasę, a my własną wykładamy. Teraz chcemy ustawić puszkę na zrzutkę publiczną - podsumowuje pani z Warszawy, która od trzech tygodni co dwa dni czuwa pod krzyżem po 24 godziny. - Codziennie przechodzą obok nas pracujący w ministerstwie. Już nawet rozpoznajemy ich twarze - dodaje.

Do kiedy chcą pilnować krzyża? - Aż ktoś zdecyduje, że krzyż zostaje albo budujemy tu pomnik. I PiS, i inne partie, i Kościół, i Hanna Gronkiewicz-Waltz umywają ręce - odpowiada dyżurująca.

Skarga na koczowników

W środę i czwartek grupa młodych warszawiaków zbierała pod Pałacem Prezydenckim podpisy pod petycją o przeniesienie osób koczujących spod Ministerstwa Kultury. Pomysłodawcy akcji to Wojtek Bojarski, student prawa, i młody dziennikarz Marcin Margielewski. Założyli grupę na Facebooku, która zrzesza zwolenników rozdziału Kościoła od państwa. W ciągu dwóch dni zebrali 1400 podpisów mieszkańców Warszawy. Margielewski tłumaczy: - Kiedy Warszawa ubiega się o miano Europejskiej Stolicy Kultury, grupa koczowników ustawia się na głównym Trakcie Królewskim i żyje tam, je tam, śpi tam. Nikt ich nie usuwa. Państwo traci na wydatkach za ochronę terenu. To pieniądze wyrzucone w błoto. My chcemy, by prawo było respektowane i by Krakowskie Przedmieście znów było reprezentacyjną ulicą Warszawy.

Margielewski i Bojarski wczoraj złożyli skargę na "koczowników" w ZDM. - Urząd miasta st. Warszawa skierował nas do ZDM, ponieważ ZDM sprawuje zarząd nad chodnikiem i trasą jezdni na ulicy Krakowskie Przedmieście - wyjaśnia Wojtek Bojarski.

Liczą, że ZDM nakaże pikietującym rozejście się. Liczą też na to, że straż miejska będzie karać mandatami za nielegalne wieszanie plakatów i obrazków w okolicach Pałacu.

Rzecznik ZDM Adam Sobieraj informuje: - Skarga została złożona do niewłaściwej instytucji, nie odpowiadamy za porządek publiczny. ZDM nie może usuwać koczowników i demonstracji z ulicy. ZDM ma za zadanie utrzymanie dróg w porządku. Należy zwrócić się do Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, policji i straży miejskiej.

Co zrobią tzw. obrońcy krzyża, jeśli jednak dostaną nakaz opuszczenia terenu? - Przeniesiemy się o ulicę dalej. Tam rozłożymy leżaki. A przychodzić pod krzyż będziemy codziennie, jak nam go zabiorą, ułożymy własny ze zniczy i będziemy się modlić - odpowiadają trzy panie czuwające pod bramą ministerstwa.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy