Jacek Pawlicki o Romku Antonowiczu: Nasz pierwszy tekst
28.08.2010
aktualizacja: 2010-08-27 21:28
Fot. Marzena Hmielewicz / AG
Jacek Pawlicki wspomina redakcyjnego kolegę Romana Antonowicza. Obaj zaczynali pracę w "Gazecie Stołecznej".
ZOBACZ TAKŻE
- Skradziono unikatowy sprzęt. Odnaleźli go internauci (27-08-10, 15:11)
- Pirat w drogowy w "eLce" - jechał 102km/h (27-08-10, 13:28)
- Przy Trasie Toruńskiej runął żuraw. Były utrudnienia (27-08-10, 12:21)
Romek, za dwa miesiące świętowalibyśmy 19. rocznicę publikacji pierwszego tekstu w gazecie. "Raport z szaletów" wydrukowany w weekendowym wydaniu "Gazety Stołecznej" z 19-20 października 1991 roku otworzył nam drogę do "Stołka", a potem do dużej "Gazety".
Podpis pod nim - "Roman Antonowicz, Jacek Pawlicki" - zmienił moje życie. Stał się przepustką do czegoś, co można nazwać dziennikarską karierą.
Pierwsze, z trudem uzgodnione przez nas zdanie tekstu brzmiało: "Skorzystanie z publicznej toalety nie jest sprawą prostą. Nie wystarczy go odnaleźć, trzeba jeszcze odważyć się tam wejść...". Nigdy nie zapomnę, jak to pisaliśmy w twoim mieszkaniu na Służewcu (ja nie miałem wówczas jeszcze komputera), spierając się o każde zdanie, niemal każde słowo. Ty byłeś zwolennikiem słownej dyscypliny, liczb, oficjalnej wersji. Ja chciałem okrasić nasz materiał żywym słowem, goryczą babci klozetowych, ba - chciałem, by czuć go było lizolem ze stołecznych kibli, które zwiedzałem przez cały tydzień... Mimo to dogadaliśmy się i sprawdziliśmy się jako świeżo upieczeni stażyści.
W Warszawie było wówczas 81 szaletów, z czego działało 61. Za pisuar płaciło się 200 zł, a za kabinę - 500 zł.
Od tego czasu wiele się zmieniło, toalet publicznych jest pewnie więcej, kosztują po kilka złotych, ja pracuję w dziale zagranicznym, a ciebie już nie ma.
Kiedy zobaczyłem dziś rano twój nekrolog na drugiej stronie gazety, nie mogłem w to uwierzyć. Niedawno przyjąłeś mnie do grona znajomych na Facebooku.
Owszem, nasze drogi się rozeszły. Nie widziałem cię dobrych kilka lat, przeniosłeś się do "Gazety" w Olsztynie. Pamiętam jednak doskonale, jak 19 lat temu jeździłem z tobą po Warszawie starym bordowym peugeotem (chyba 504, z artystycznym nieporządkiem w środku) i jak hamowałeś ręcznym, bo hamulce nie działały. Widzę jak przez mgłę, jak stoisz w zielonej kurtce przed wejściem do starej redakcji na Czerskiej i przypalasz jednego papierosa od drugiego.
Romku, szkoda, że nie możemy napisać razem jeszcze jednego tekstu.
Podpis pod nim - "Roman Antonowicz, Jacek Pawlicki" - zmienił moje życie. Stał się przepustką do czegoś, co można nazwać dziennikarską karierą.
Pierwsze, z trudem uzgodnione przez nas zdanie tekstu brzmiało: "Skorzystanie z publicznej toalety nie jest sprawą prostą. Nie wystarczy go odnaleźć, trzeba jeszcze odważyć się tam wejść...". Nigdy nie zapomnę, jak to pisaliśmy w twoim mieszkaniu na Służewcu (ja nie miałem wówczas jeszcze komputera), spierając się o każde zdanie, niemal każde słowo. Ty byłeś zwolennikiem słownej dyscypliny, liczb, oficjalnej wersji. Ja chciałem okrasić nasz materiał żywym słowem, goryczą babci klozetowych, ba - chciałem, by czuć go było lizolem ze stołecznych kibli, które zwiedzałem przez cały tydzień... Mimo to dogadaliśmy się i sprawdziliśmy się jako świeżo upieczeni stażyści.
W Warszawie było wówczas 81 szaletów, z czego działało 61. Za pisuar płaciło się 200 zł, a za kabinę - 500 zł.
Od tego czasu wiele się zmieniło, toalet publicznych jest pewnie więcej, kosztują po kilka złotych, ja pracuję w dziale zagranicznym, a ciebie już nie ma.
Kiedy zobaczyłem dziś rano twój nekrolog na drugiej stronie gazety, nie mogłem w to uwierzyć. Niedawno przyjąłeś mnie do grona znajomych na Facebooku.
Owszem, nasze drogi się rozeszły. Nie widziałem cię dobrych kilka lat, przeniosłeś się do "Gazety" w Olsztynie. Pamiętam jednak doskonale, jak 19 lat temu jeździłem z tobą po Warszawie starym bordowym peugeotem (chyba 504, z artystycznym nieporządkiem w środku) i jak hamowałeś ręcznym, bo hamulce nie działały. Widzę jak przez mgłę, jak stoisz w zielonej kurtce przed wejściem do starej redakcji na Czerskiej i przypalasz jednego papierosa od drugiego.
Romku, szkoda, że nie możemy napisać razem jeszcze jednego tekstu.
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- `ż nie`ż yca parali`ż uje miasto. Dzie`ż w Warszawie [NA `ż YWO]
- Nowy outlet na Białołęce. Największy w Warszawie
- O męża najłatwiej w Rembertowie. O dziecko w Wilanowie
- Śnieg ma sypać cały dzień. Spadnie nawet 15 cm
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Nowy zabytek w Warszawie. Wybitne dzieło socrealizmu
- PolskiBus na lotnisko w Berlinie
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]



