Ruch w obronie konserwatora. Wstawią się u ministra

Tomasz Urzykowski
28.08.2010 aktualizacja: 2010-08-27 22:23
A A A Drukuj
Barbara Jezierska Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Warszawscy społecznicy sprzeciwiają się odwołaniu wojewódzkiej konserwator zabytków Barbary Jezierskiej. W poniedziałek wystąpią do wiceministra kultury Piotra Żuchowskiego, by nie wyrażał zgody na dymisję urzędniczki.
Zamiar odwołania Barbary Jezierskiej ogłosił w czwartek na konferencji prasowej wojewoda Jacek Kozłowski. Poinformował, że bezpośrednią przyczyną jej dymisji jest zburzenie praskiej parowozowni, której konserwator nie uratowała. Zdaniem wojewody mogła to zrobić, wpisując ten cenny XIX-wieczny obiekt do rejestru zabytków wcześniej, a nie w ostatniej chwili, gdy inwestor zaczął już rozbiórkę. Lista zastrzeżeń Jacka Kozłowskiego do Barbary Jezierskiej była dłuższa. Wojewoda wytykał jej brak polityki ochrony zabytków i złą współpracę z innymi instytucjami administracji publicznej. Odwołanie musi zaakceptować generalny konserwator zabytków - wiceminister kultury Piotr Żuchowski.

- Pan minister jest nieobecny. Korespondencję od wojewody otrzyma dopiero po niedzieli - usłyszeliśmy w sekretariacie min. Żuchowskiego.

Wczoraj własną konferencję prasową zorganizowała Barbara Jezierska.

- Zaprosiłam państwa, żeby móc się bronić - powiedziała na wstępie do dziennikarzy.

Zarzuty wojewody nazwała "niesprawiedliwymi i wyssanymi z palca". Przekonywała, że to właśnie ona walczyła o uratowanie parowozowni: w kwietniu 2009 r. wszczęła procedurę wpisu obiektu do rejestru zabytków, a potem wstrzymywała prace rozbiórkowe. Decyzję zezwalającą na zburzenie parowozowni wydał już w 2007 r. wydział architektury Pragi-Północ, a na zrównanie jej resztek z ziemią - miesiąc temu wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego Jaromir Grabowski, którego wojewoda ukarał tylko upomnieniem.

- W przypadku parowozowni nie było mojej winy. Zrobiłam więcej, niż mogłam - mówiła Barbara Jezierska.

Odpowiadała na zastrzeżenia wojewody dotyczące swojej pracy.

- Co roku do rejestru zabytków wpisuję około stu obiektów, tak dużo jak jeszcze nigdy. Za moich poprzedników do rejestru trafiało po kilka zabytków rocznie, a decyzje były z błędami - przekonywała. - Rozpoczęłam kontrole stanu zabytków, przeprowadziłam ich około 400. Współpracuję z prokuraturą, szkolę policjantów. Zarzut braku planu działania to bzdura. Taki plan przygotowałam, ale to jest tylko papierologia. Dla mnie najważniejszą strategią jest ustawa o ochronie zabytków i jej się trzymam.

Barbara Jezierska skarżyła się też, że jej urząd jest w dramatycznej sytuacji kadrowej i finansowej: - W ciągu trzech lat z pracy odeszło sześć osób, a ostatnio jeszcze dwie. Ludzie uciekają, bo nie chcą zarabiać 1,5 tys. zł. Wielokrotnie zwracałam się do pana wojewody o dodatkowe etaty i pieniądze. Bez skutku. Wręcz przeciwnie - odcięto mi pół miliona złotych na dofinansowanie zabytków.

Na koniec podsumowała: - Jestem niewygodna dla lobby inwestorskiego, a osoba, od której spodziewałam się obrony, niszczy mnie.

Informacja o dymisji wojewódzkiej konserwator zbulwersowała warszawskich społeczników. Dobrze oceniają jej pracę.

- Niedawno objęła ochroną wiaty przystanków kolejowych na linii otwockiej. Wpisała do rejestru zabytków Dom Partii, oceniając ten obiekt merytorycznie, a nie politycznie. W przypadku parowozowni nie dopatrywałbym się jakiejś szczególnej winy pani Jezierskiej - zaznaczył dr Zbigniew Tucholski, znawca zabytków kolejnictwa.

- Będziemy protestować. Uważamy, że sprawa parowozowni jest tylko pretekstem do pozbycia się konserwatora, któremu - w odróżnieniu od poprzedników - zależy na zabytkach. Jeśli zburzenie parowozowni miałoby być powodem odwołania, to samo powinno spotkać wszystkich urzędników, którzy zajmowali się tą sprawą - oznajmił Michał Krasucki, prezes Oddziału Warszawskiego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.

To jedna z kilku organizacji, które w poniedziałek zwrócą się do wiceministra Piotra Żuchowskiego o odmowę zgody na dymisję Barbary Jezierskiej.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy