Dymisja konserwator zabytków: inwestorzy już się cieszą

Tomasz Urzykowski
30.08.2010 aktualizacja: 2010-08-29 20:06
A A A Drukuj
Błyskawiczna reakcja Barbary Jezierskiej zapobiegła rozbiórce przedwojennych stacji na linii otwockiej fot. KUBA ATYS / AG
  • Barbara Jezierska
Odwołanie Barbary Jezierskiej nie przywróci zburzonej praskiej parowozowni. Jej dymisja będzie za to wspaniałym prezentem wojewody dla inwestorskiego lobby, któremu broniąca zabytków urzędniczka zaszła za skórę.
Ogłaszając decyzję o odwołaniu wojewódzkiej konserwator zabytków, Jacek Kozłowski podsumował wyniki kontroli, którą jego inspektorzy przeprowadzili po rozbiórce XIX-wiecznej parowozowni na Pradze. Ponad rok temu na łamach "Gazety" sam skrytykowałem Barbarę Jezierską za bezradność wobec brutalnego dewelopera, który w jej obecności miażdżył koparką ten cenny obiekt architektury postindustrialnej. Trudno jednak zgodzić się, by to właśnie ona ponosiła główną odpowiedzialność za to, co stało się przy ul. Wileńskiej.

Wyrok na parowozownię zapadł już w 2007 r. - akurat, gdy w wyniku wygranego konkursu Barbara Jezierska obejmowała stanowisko wojewódzkiego konserwatora. Zgodę na rozbiórkę hali lekką ręką wydał inwestorowi wydział architektury na Pradze-Północ. Jego urzędnicy zignorowali fakt, że parowozownia figuruje w ewidencji zabytków. Potem w 2009 r. powiatowy inspektor nadzoru budowlanego bez zastrzeżeń przyjął od firmy Budrem zgłoszenie rozpoczęcia rozbiórki. W tym czasie trwała już procedura wpisu parowozowni do rejestru zabytków, co powinno wstrzymać wszelkie prace. Ci urzędnicy nie ponieśli żadnych konsekwencji. Upomnienie dostał tylko wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego Jaromir Grabowski, który w zeszłym miesiącu podpisał zgodę na całkowite zburzenie hali. Decyzję tę podjął w wyjątkowym pośpiechu, osobiście informując o niej inwestora, a służby konserwatorskie zawiadamiając pocztą.

W porównaniu z tymi urzędnikami Barbara Jezierska przynajmniej starała się uratować parowozownię. Sama jeździła na miejsce i wstrzymywała buldożery. Decyzja o jej odwołaniu z powodu rozbiórki tego zabytku jest - najkrócej mówiąc - chybiona.

Wojewoda Kozłowski wymieniał też inne przyczyny dymisji pani konserwator: brak polityki ochrony zabytków Mazowsza i złą współpracę z pozostałymi instytucjami administracji publicznej. Czy rzeczywiście o to chodzi? Barbara Jezierska jest pierwszym od wielu lat wojewódzkim konserwatorem, któremu nie można zarzucić sprzyjania inwestorom. W przeciwieństwie do poprzedników - Andrzeja Wojciechowskiego i Ryszarda Głowacza - na pierwszym miejscu postawiła dobro zabytków a nie deweloperów. Odblokowała wpisy cennych obiektów do rejestru (przez trzy lata dokonała ich blisko 300). Obejmując ochroną Instytut Weterynaryjny przy Grochowskiej, ocaliła go przed planowanym "dogęszczeniem" nowymi budynkami. Zaś uznając za zabytek dawny Dom Partii przy Nowym Świecie, uchroniła ten gmach przed rozbiórką. Podobnie było z przedwojennymi "skrzydlatymi" wiatami przystanków kolejowych na linii otwockiej, które miały zniknąć podczas jej modernizacji. Od niedawna są w rejestrze i nic już im nie grozi. Niszczycieli zabytków Barbara Jezierska nękała kontrolami. Tak było np. w podwarszawskim Lipkowie, gdzie miejscowy proboszcz niemal do ruiny doprowadził XVIII-wieczny kościół św. Rocha. Wojna z konserwatorem skończyła się przeniesieniem księdza do innej parafii.

Działania Barbary Jezierskiej mają zwolenników wśród obrońców zabytków, ale też przeciwników, którzy zalewają wojewodę skargami. Gdy konserwator ogłosiła, że chce objąć ochroną obszary Zalesia Dolnego i Otwocka, zaprotestowali lokalni samorządowcy. Do ostrej awantury na spotkaniu z Barbarą Jezierską doszło w Otwocku, gdzie w zatrważającym tempie znikają drewniane "świdermajery", a rozmaici deweloperzy za przyzwoleniem tamtejszych władz zmieniają centrum miasta w blokowisko.

Nie od dziś wiadomo, że wojewoda Jacek Kozłowski i konserwator Barbara Jezierska "nadają na innych falach". Do pierwszej próby odwołania opiekunki mazowieckich zabytków doszło w 2008 r., ale nie zgodził się na to ówczesny generalny konserwator Tomasz Merta. Uznał, że zarzuty typu "brak programu" można postawić większości urzędników. Jeśli wojewodzie Kozłowskiemu naprawdę zależy na zabytkach - a tak deklarował na czwartkowej konferencji - powinien jeszcze raz przemyśleć swoją decyzję. Niepokornego konserwatora, który walczy o zabytki, łatwo zastąpić bezwolnym urzędnikiem oddającym pola inwestorom.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy