Jak nie wróble, to kable blokują rozbiórkę pawilonów

Małgorzata Zubik
31.08.2010 aktualizacja: 2010-08-30 18:02
A A A Drukuj
Barak przy ulicy Zielnej Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Dwa niewielkie ptaszki, które na kilka tygodni wstrzymały roboty przy ul. Zielnej, zwolniły miejsca dla ekipy rozbiórkowej. Kto jednak myśli, że prace ruszyły z kopyta, ten się myli.
- Nie możemy zacząć - wzdycha Urszula Majewska, rzeczniczka Śródmieścia. - Chociaż minął już termin zawieszenia robót i można byłoby je wznowić, mamy kolejną przeszkodę - kable.

W 60-letniej historii tymczasowych pawilonów problemy z ich likwidacją to nic nowego. Najpierw bronili ich kupcy, gdy plac pod budynkami potrzebny był na budowę metra. Doszło nawet do rękoczynów. Ostatecznie trzy pawilony rozebrano, ale prace opóźniły się o pół roku. W styczniu 2008 r. zarząd Śródmieścia uchwalił ostatecznie koniec pawilonowej prowizorki. Nic dziwnego, bo budynki podupadły, a lokale wynajmowane przez dzielnicę stały się zagłębiem dla "sklepów przemysłowych" czyli sex-shopów. Obrosły one w bary z kebabami, a tylko w niektórych zostali rzemieślnicy, którzy pamiętali budowę pawilonów dla własnej działalności. Miesiącami trwało wypowiadanie umów najmu, wyszukiwanie lokali użytkowych dla tych, którzy chcieli się przenosić, kilka spraw ma finał w sądzie.

Rozbiórka zaczęła się w czerwcu. W lipcu utknęła, ponieważ ekolodzy zostali powiadomieni o gnieździe wróbli, które upodobały sobie dach pawilonu. Nadzór budowlany, opierając się na ekspertyzie ornitologicznej, nakazał wstrzymać prace do momentu, gdy młode wróble wyfruną z gniazda.

Termin minął w środę, ale na placu budowy nic się nie dzieje. Straszą powybijane okna w opuszczonej części budynku - ostatniego, który nie został zburzony (będzie zresztą rozebrany tylko częściowo, ponieważ front od strony Marszałkowskiej jest w prywatnych rękach). Widać kupy gruzu, teren jest nieuporządkowany.

- Dokładnie 11 czerwca minął termin, do kiedy Stoen miał przenieść węzeł zasilania z rozbieranej części pawilonu do jego drugiej części - wyjaśnia Urszula Majewska. - Potem firma wyznaczała kolejne terminy, ale z żadnego się nie wywiązała. Inspektor Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami napisał nawet do rady nadzorczej spółki. I nic. A przecież to kłębowisko kabli jest niebezpieczne, strach pomyśleć, co by się stało, gdyby znalazł się jakiś amator aluminium i próbowałby je stamtąd ukraść. Zabezpieczyliśmy prowizorycznie kable, ale problem zostaje.

To nie wszystko: nie wiadomo, jak długo firma, która prowadzi prace rozbiórkowe, będzie się zgadzać na zmiany w umowie z dzielnicą. - Na razie aneksujemy umowę bezkosztowo, ale jak długo? Na dodatek na ostatnim spotkaniu przedstawiciele Stoen powiedzieli nam, że nie mają sił przerobowych i nie wiadomo, kiedy przełożą te kable - mówi Urszula Majewska.

Co na to spółka? Karolina Tyniec-Margańska z biura prasowego RWE (do którego należy Stoen) tłumaczy, że trzeba zlikwidować węzeł kablowy. - Prace są złożone technicznie, bo wiążą się ze zmianą konfiguracji naszej sieci niskiego napięcia w tym rejonie - wyjaśnia. I obiecuje: - Planujemy zakończyć prace do końca przyszłego tygodnia.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy