Na Centralnym zamiast ziemniaków - dopalacze

Wojciech Karpieszuk
02.09.2010 aktualizacja: 2010-09-01 19:46
A A A Drukuj
Nikt z PKP od tygodnia nie zauważył, że właściciel warzywniaka pod Dworcem Centralnym bez pozwolenia zmienia branżę Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Nikt z PKP od tygodnia nie zauważył, że właściciel warzywniaka pod Dworcem Centralnym bez pozwolenia zmienia branżę
Miało być pięknie i pachnąco. Tymczasem w podziemiach Centralnego powstaje Coffee Shop Amsterdam z dopalaczami. I początkowo nikt się do niego nie przyznaje. Ani PKP, ani Zarząd Dróg Miejskich
- Jeszcze niedawno był tu warzywniak, ale widać ziemniaki nie szły. Przerzucają się na dopalacze - komentuje sprzedawca z kiosku w pobliżu. To zaledwie kilkadziesiąt metrów od głównej hali dworca. Punkt bardzo dobry, obok wyjście z podziemi na al. Jana Pawła II róg Chmielnej. Sklep nie jest jeszcze czynny, trwa remont. Wszystko skazuje jednak, że otwarcie wkrótce, bo mały lokal oklejono już kolorowymi diabełkami.

W oczy rzuca się nazwa: "Coffee Shop Amsterdam" i adres strony internetowej DevilShop, czyli diabelskiego sklepu. Wchodzimy, a tam tajemnicze nazwy: psychodelic, magiczne płyny, mieszanki ziołowe, euphoric. Na stronie jest też informacja, że te produkty służą tylko do celów kolekcjonerskich. Jest też wzmianka, że 24 sierpnia weszła w życie nowelizacja ustawy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu narkomanii. Pod spodem wykaz środków zakazanych w nowelizacji i zapewnienie: "Do dnia 20.08.2010 wprowadzimy do obiegu nowe poustawowe ich zamienniki zastępujące wycofywane produkty kolekcjonerskie". Jest też zachęta, by swój pierwszy milion zarobić, otwierając partnerski sklep z dopalaczami. "Pewny, trafiony, dochodowy biznes" - zapewniają.

- Dopalacze są gorsze od narkotyków - ocenia Mateusz Hędzlak, doktorant z Wydziału Psychologii UW. Zajmuje się uzależnieniami i przygotowuje o tym doktorat. - Ci, którzy biorą twarde i miękkie narkotyki, mówią, że dopalacze są nawet mocniejsze. To substancje syntetyczne, tak samo jak choćby amfetamina. Też uzależniają - przekonuje. Jak to możliwe, że są sprzedawane legalnie? - Luka w prawie. Zakazuje się jednej substancji, za chwilę pojawia się ciut różniący od niej zamiennik. A sprzedający zapewniają, że dopalacze służą do kolekcjonowania. Gra idzie o wielkie pieniądze - stwierdza.

Kto dał zgodę na dopalacze pod Centralnym? Nie było łatwo ustalić, czyje są korytarze w tym miejscu. A możliwości są dwie - albo PKP, albo Zarządu Dróg Miejskich. Najpierw Łukasz Krupiewski z PKP SA zarzeka się, że podziemia z dopalaczami to już najprawdopodobniej część należąca do miasta, czyli zarządza nią ZDM. Tutaj od rzecznika Adama Sobieraja słyszymy, że sprawa jest skomplikowana. Trzeba sprawdzić na mapach geodezyjnych, komu co w podziemiach Centralnego podlega. Rzecznik próbuje zbyć "Gazetę", że na odpowiedź dziennikarzowi ma 14 dni.

Nie będzie trzeba czekać aż tak długo. Wczoraj po południu huknęła wiadomość o wielkim uderzeniu w dopalacze. Do sklepów (58 w samej Warszawie) weszli funkcjonariusze skarbówki. Do kontroli w asyście policjantów szykują się też celnicy i inspekcja farmaceutyczna. Szybko znalazł się też odpowiedzialny za korytarze pod Centralnym, w których powstaje Coffee Shop Amsterdam. Oddzwonił rzecznik Krupiewski. - Ten lokal znajduje się w galerii należącej do PKP. Do tej pory wynajmowany był na sklep z warzywami. Teraz najemca, najwyraźniej bez naszej wiedzy, postanowił zmienić branżę. Nie zgodziliśmy się i z pewnością nie zgodzimy na sklep z dopalaczami. W najbliższych dniach wypowiemy umowę najmu - obiecał.

Szyld Coffee Shop Amsterdam z kolorowymi diabełkami wisi co najmniej od tygodnia. Jak to możliwe, że do wczoraj nikt z PKP nie zauważył, że to już nie warzywniak?

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy