Jasna 6: czytelnicy oburzeni zgodą na szklane pudło

Tomasz Urzykowski, listy czytelników
03.09.2010 aktualizacja: 2010-09-02 22:44
A A A Drukuj
Niebawem kamienicę przy Jasnej 6 przykryje taka nadbudowa Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Plany przykrycia kamienicy przy Jasnej 6 blaszano-szklanym pudłem oburzyły czytelników "Gazety". Tym bardziej, że zgodził się na to stołeczny konserwator zabytków, który odradził przywrócenie budynkowi przedwojennego zwieńczenia
Stuletnia kamienica Seydenbeuthlów przy Jasnej 6 nie odzyska utraconej podczas wojny górnej części z loggiami, spadzistym dachem i charakterystycznymi hełmami w formie piramid. Zamiast tego nadbudowana będzie toporną skrzynią ze stali i szkła. Pisaliśmy o tym w "Gazecie" dwa dni temu. Wprawdzie właściciel budynku - Naczelny Sąd Administracyjny - chciał odtworzyć zwieńczenie domu w dawnym kształcie, ale stołeczny konserwator zabytków odradził. - Byłaby to kompilacja starego z nowym, wariacja na temat, wprowadzanie w błąd oglądających, którzy będą myśleli, że tak było przed wojną - tłumaczyła stołeczna konserwator Ewa Nekanda-Trepka. Prowadzący sprawę jej zastępca - Artur Zbiegieni - zalecił NSA "współczesną formę", a potem zaakceptował bez zastrzeżeń przedstawiony projekt nadbudowy przypominającej pudło. - Jestem wstrząśnięty postępowaniem konserwatora - skomentował varsavianista Jarosław Zieliński, który dziewięć lat temu przygotował koncepcję odtworzenia dawnego wyglądu budynku. Podobnie zareagowali nasi czytelnicy.

Listy

Dziwna polityka zabytkowa

Ze zdumieniem przeczytałam w "Stołecznej" o sprzeciwie stołecznej konserwator zabytków Ewy Nekandy-Trepki wobec projektu przywrócenia przedwojennego wyglądu kamienicy przy Jasnej 6. Moje zdumienie jest tym większe, że kilka stron dalej czytam o zaakceptowanej przez panią konserwator rewitalizacji kamienic przy Próżnej, która zakłada przywrócenie ich przedwojennego charakteru. Gdzie tu spójna polityka wobec zabytków?

Innym przykładem jest zgoda na całkowicie "sztuczne" odtworzenie fasady kamienicy Lipińskiego u zbiegu Emilii Plater i Al. Jerozolimskich przy jednoczesnym prowadzeniu wojny z inwestorem, który chce przywrócić dawny blask elewacjom kamienic przy Foksal.

Dotychczas to najczęściej deweloperzy proponowali niszczące dla zabytków przekształcenia. Porażające jest to, że w tym przypadku inwestor chciał dobrze, ale jego plany pokrzyżowała pani konserwator nominalnie stojąca przecież na straży dziedzictwa architektonicznego. Bilans pracy pani Nekandy-Trepki wypada niekorzystnie. Ostatnio zgodziła się na przenosiny zabytkowego świdermajera z Anina nad Bug, nie dopełniła obowiązków w sprawie fabryki Kamlera, kina W-Z . Przykłady można by mnożyć.

Maria Ferenc

Konserwator musi być jak lekarz

W osłupienie wprawiła mnie postawa konserwator zabytków dotycząca nadbudowy kamienicy przy Jasnej 6. Bardzo mi przykro, że pani Nekanda-Trepka nie rozumie, że Warszawa nie jest "każdym innym" miastem, które wymaga książkowej opieki konserwatorskiej. Jest miastem, które wymaga opieki szczególnej i twórczego podejścia do ochrony zabytków. Pani Nekanda-Trepka w mieście nietypowym chce odgrywać rolę typowego konserwatora. W mieście zniszczonym przez wojnę, gdzie związanych z nim ludzi cieszy każda odbudowa, przywrócenie dekoracji, przedwojennego kształtu i formy, urząd konserwatora zabytków sięga do podręcznika. Warszawa potrzebuje konserwatora, który będzie dla niej jak dobry lekarz. Tymczasem zamiast przywrócenia choremu ręki ona proponuje mu porcelanową protezę.

Ignacy Zalewski, Grochów

A odbudowa Zamku to też obciach?

To, co robi urząd stołecznego konserwatora, jest straszne. Jednak warto tu zwrócić uwagę, że nie jest to przypadek odosobniony, lecz wyraz ideologicznego nastawienia do konserwacji zabytków zgodnego z teorią nawarstwień, która zakłada, że nie wolno odbudowywać zabytkowych obiektów, gdyż jest to fałszowanie historii (jak powiedziała pani Nekanda Trepka, "wprowadzanie w błąd oglądających"). Zgodnie z tą teorią odbudowa Zamku Królewskiego była skandalem i obciachem, wyrazem kiczowatego guściku, gdyż poprawnym zachowaniem byłoby postawienie w tym miejscu budynku zgodnego z duchem epoki, czyli w tym przypadku lat 70. Według wyznawców tej teorii stalinowskie obtłukiwanie budynków z ozdób było właśnie przykładem ich unowocześniania, więc obecnie nie można odwracać tych "udoskonaleń". Wręcz odwrotnie, te poprawki są warte zachowania, a dopuszczalna zmiana w kształcie budynku powinna polegać na dodaniu kolejnej warstwy, zgodnej z duchem obecnych czasów. Stąd tak miłe sercu pani konserwator nadbudowy zabytków szkłem, stalą itd.

Uważam, że nie ma to nic wspólnego z konserwacją zabytków. Być może ta teoria ma rację bytu tam, skąd przywędrowała, tzn. w niezniszczonych wojną i komunizmem miastach zachodniej Europy, ale w Warszawie sprowadza się do zbrzydzania i tak niezbyt pięknego, okaleczonego miasta. Przecież w tej sprawie nie chodzi tylko o branżową ideologię, lecz również o tożsamość miasta. Czym byłaby Warszawa bez Zamku Królewskiego czy Starego Miasta? A do zabudowy nowoczesnymi budynkami mamy przecież cały plac Defilad, pół Woli itd.

Szkoda, że tracimy kolejną szansę na poprawę estetyki miasta i na powrót do tradycji. Jest swoistą ironią, że rękę do tego przykłada miejski urząd, który został przez społeczeństwo powołany w dokładnie odwrotnym celu.

Marcin Wojciechowski, miłośnik Warszawy

Grunt to tynkować na gładko

Przeczytałem w "Stołecznej" o projekcie przebudowy kamienicy na Boduena róg Jasnej. To jest jakiś koszmar! Piękna modernistyczna kamienica, jeden z częściej fotografowanych przed wojną budynków, zostanie bezpowrotnie oszpecona w imię jakiegoś "licowania" z otoczeniem. Niestety, nie jest to pierwszy przypadek, gdy pani Nekanda-Trepka (lub jej zastępcy) nie pozwalają na odtworzenie pierwotnego wyglądu budynków w imię licowania z otoczeniem lub uwzględnienia historycznych nawarstwień (czytaj: zatynkowania na gładko). Przypadek uwzględnienia nawarstwień jest na ul. Foksal, gdzie firma Ghelamco od wielu lat nie może odrestaurować dwóch kamienic (Foksal 15 i 17), bo pani N.-T. podoba się bardziej wersja jednej z nich z okresu jej "zmodernizowania". Nie przeszkadzało to w pięknym odrestaurowaniu kamienicy konserwatora na tej samej ulicy (dlaczego nie na gładko tym razem?).

Inny przykład to kamienica na pl. Dąbrowskiego róg Kredytowej - jej właściciel chce jej przywrócić pierwotny (przedwojenny) wygląd, no i wysokość. Nie da się - pani N.-T. twierdzi, że budynek będzie za wysoki i nie będzie licował z otoczeniem. Ale co dzisiaj w centrum licuje ze sobą? Przecież tam i tak jest obok siebie mydło i powidło, a zabytkowych kamienic, ładnie odrestaurowanych jest do policzenia na palcach.

Mirosław Parciak

Skandaliczna decyzja

Właśnie dowiedziałem się o zaleceniu konserwatora zabytków, by nie rekonstruować historycznego zwieńczenia kamienicy sąsiadującej z domem Pod Orłami. Jestem w głębokim szoku. Decyzję uważam za skandaliczną i niewytłumaczalną, ocierającą się niemal o umyślne szkodnictwo. W mieście tak okaleczonym wojną jak Warszawa obowiązkiem konserwatora jest walczyć o każdy element, który można uratować, i dążyć do odtworzenia tego, co zostało zniszczone. Zwykle mamy do czynienia z ignorancją inwestorów, tymczasem tu zachodzi sytuacja odwrotna - inwestor chce odbudować przedwojenny element, a konserwator nie tylko mu w tym nie pomaga, ale wręcz blokuje taką możliwość! Pragnę zauważyć, że jest to już kolejny przypadek - po kamienicy na ul. Foksal, kamienicy na ul. Kredytowej i Hali Mirowskiej - blokowania odtworzenia historycznego detalu i zniszczonych w czasie wojny elementów przez konserwatora zabytków. Dokładając do tego nieporadność w ratowaniu zabytków istniejących (m.in. parowozowni), uważam, że sytuacja dojrzała już do wyciągnięcia konsekwencji.

Tomasz Bladyniec

Śródmieście

Podziel się

  • Re: Jasna 6: czytelnicy oburzeni zgodą na szklane rydzyk_fizyk 03.09.10, 11:29

    O ile do samego projektu przebudowy nic nie mam (uwzględnia nowe budynki NSA iWSA, które zmieniły otoczenie) o tyle jestem ciekaw, kto wydał pozwolenie nanadbudowę w narożniku Mokotowskiej i»

Najnowsze wiadomości z Warszawy