Parasole sprzedawane na ulicy - do następnego deszczu

Katarzyna Kulczycka
07.09.2010 aktualizacja: 2010-09-06 21:51
A A A Drukuj
Flash mob na Rynku - kilkadziesiąt osób uczestniczyło w inscenizacji bitwy 300 Spartan pod Termopilami Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Tego lata parasole sprzedają się znakomicie. Zwłaszcza na ulicach. Są jednak tak słabej jakości, że kiedy przestaje padać, od razu lądują w koszach na śmieci
SERWISY
- Najlepszy parasolowy interes jest wtedy, kiedy pogoda w kratkę: czasem słońce, czasem deszcz. Wtedy ludzie głupieją i kupują. Gdy poprzedniego dnia w telewizji zapowiadają ulewy, sprzedaż idzie trochę gorzej, bo każdy wychodzi z domu już uzbrojony - mówi pan Andrzej. Na skrzyżowaniu Świętokrzyskiej z Nowym Światem oferuje rozłożone na polowym stoliku różnokolorowe modele. Cena: 15-30 zł. Na klientów nie narzeka. W ciągu godziny sprzedaje ok. 15 parasolek. Najczęściej kupują u niego kobiety, bo, jak twierdzi emeryt, często zmieniają torebki, w których zostają "małe automaty". Natomiast mężczyźni preferują większe, rodzinne modele z zakrzywionym uchwytem, które trudniej zgubić czy zapomnieć.

Tańszą ofertę od pana Andrzeja składa Syryjczyk po przeciwnej stronie ulicy - 10 zł, ale w hurtowni kupuje za 4 zł.

Na jak długo wystarcza taki parasol kupiony na ulicy? Syryjczyk nie pozostawia złudzeń: do następnego deszczu z wiatrem.

Rzeczywiście, nie tylko dłonie warszawiaków pełne są parasolek, ale też uliczne kosze na śmieci. Połamany drut, oderwana plastikowa rączka czy wyrobiona sprężyna to najczęstszy powód czasem gwałtownego rozstania właściciela z odmawiającym posłuszeństwa sprzętem.

Hitem sezonu są jednak parasolki marki Rossmann. Ostatnio podczas całodniowej ulewy do godz. 17 w trzech sklepach tej sieci w Śródmieściu sprzedał się cały zapas, a w każdym punkcie około stu sztuk. Potem co chwilę ze sklepu wychodzili zawiedzeni klienci z pustymi rękami. - Z tymi parasolami jak z prezerwatywami - śmieje się pani Kasia, kasjerka - obydwa produkty są niezbędne i, niestety, jednorazowego użytku.

Witold Choynowski, mistrz parasolnictwa z kilkudziesięcioletnim stażem, właściciel sklepu Parasole na Chmielnej uważa, że te tanie są akurat po to, by się otworzyć i odlecieć. Wspomina, że parasole robione ręcznie, w tym te produkowane już przez jego pradziadka, często przeżywały swoich właścicieli. Teraz każda sztuka z setek sprzedawanych przez niego parasoli, obojętnie czy za 10 zł, czy nawet za 500, pochodzi z Chin. Ręczna robota Choynowskiego ogranicza się dziś do reperacji niektórych sztuk przyniesionych przez klientów. Mimo wszystko interes tego lata kręci się znakomicie: - Zła pogoda to akurat bardzo dobra wiadomość dla parasolników - podsumowuje pan Witold.

Rozwiąż nasz FOTO QUIZ: Znasz te murale?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy