Bitwa w Muzeum Narodowym w cieniu Bitwy pod Grunwaldem

Agnieszka Kowalska
08.09.2010 aktualizacja: 2010-09-07 21:27
A A A Drukuj
Konserwacja obrazu Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
  • Konserwacja obrazu 'Bitwa pod Grunwaldem'
  • Piotr Lisowski, starszy konserwator muzeum opowiadał we wtorek o konserwacji 'Bitwy pod Grunwaledem'. Mówił też: Gdyby zapadła decyzja, że obraz
jedzie do Krakowa, mogłoby się
to skończyć tragicznie
  • Konserwacja obrazu 'Bitwa pod Grunwaldem'
  • Konserwacja obrazu 'Bitwa pod Grunwaldem'
Na podłodze Sali Matejkowskiej Muzeum Narodowego trwa konserwacja obrazu "Bitwa pod Grunwaldem" Jana Matejki przed wyjazdem w 2011 r. do Berlina. Płótno leży na specjalnym drewnianym podeście, konserwatorzy pracują nad nim na ruchomych pomostach. Naprawiają ubytki, usuwają uszkodzenia, wkrótce podkleją nowe płótno dublujące.
We wtorek w Muzeum Narodowym odbyła się konferencja prasowa na temat bieżących etapów konserwacji "Bitwy pod Grunwaldem" Jana Matejki. Stawiło się na nią kilkudziesięciu pracowników muzeum. Mniej mówiło się o fascynujących etapach konserwacji obrazu niż o konflikcie pracowników z dyrekcją.

Dziennikarze pytali dyrektora Piotra Piotrowskiego, dlaczego zamierza zwolnić z pracy główną konserwator muzeum Dorotę Ignatowicz-Woźniakowską, która konserwację "Bitwy pod Grunwaledem" zainicjowała i koordynowała. - Wymówienia jeszcze nie wręczyłem. Ale nie mogę zaprzeczyć, że miałem taki zamiar - odpowiedział dyrektor Piotrowski. - Teraz jesteśmy w trakcie rozmów z panią konserwator i pracownikami, którzy jej bronią. Po tych spotkaniach zakomunikuję swoją ostateczną decyzję - zapowiedział.

Na to z krzesła podniosła się młoda dziewczyna: - Jestem studentką historii sztuki. W kontekście pana konfliktu z zespołem chciałam zapytać: jak tu się panu pracuje? - To jest zbyt osobiste pytanie - zaśmiał się dyrektor Piotrowski. - Ale dobrze mi się pracuje.

Kiedy 23 sierpnia dyrektor zasygnalizował związkom zawodowym, że zamierza rozwiązać umowę z główną konserwator, prawie cały zespół merytoryczny stanął murem w jej obronie (pod listem do Piotra Piotrowskiego w tej sprawie podpisało się 182 ze 190 pracowników naukowych i konserwatorów). Oburzyły ich zwłaszcza podane przez dyrektora motywy tej decyzji: "działanie na szkodę instytucji", "deprecjonowanie kompetencji dyrekcji w listach kierowanych do rady powierniczej oraz ministra kultury" i "publiczne rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości o muzeum sformułowanych w liście otwartym do premiera RP". - To jest jawna kara za krytykę i poglądy. Wygląda to na małostkowy akt zemsty za zajęcie stanowiska niezgodnego z poglądami dyrekcji i niewygodnego dla jej planów. Sygnał tłumienia wszelkiej polemiki wewnętrznej - mówił nam kilka dni temu Antoni Ziemba, kurator zbiorów nowożytnej sztuki obcej, który w czerwcu stanął na czele protestu całego zespołu kuratorów i kustoszy muzeum przeciwko dyrekcji. Początki tego konfliktu sięgają stycznia tego roku, gdy główna konserwator Dorota Ignatowicz-Woźniakowska zaprotestowała przeciwko zapowiadanemu przez nową dyrekcję muzeum wypożyczeniu obrazu "Bitwa pod Grunwaldem" Jana Matejki w tym roku na wystawę w Krakowie, a w przyszłym - do Berlina. Dyrektor Piotrowski powołał niezależną komisję konserwatorską, która miała wydać opinię w tej sprawie, co jeszcze zaogniło ten spór. Komisja poparła stanowisko Doroty Ignatowicz-Woźniakowskiej. Zapadła decyzja, że obraz natychmiast poddany zostanie konserwacji, że nie pojedzie do Krakowa, zostanie wypożyczony wyłącznie do Berlina na wystawę o 1000 lat polsko-niemieckiej historii, przygotowaną przez Andę Rottenberg. Rozpoczęła się konserwacja płótna, na którą spore fundusze przeznaczyło Ministerstwo Kultury (950 tys. zł) i sponsorzy. I choć wielu widzów narzekało, że obraz nie będzie dostępny dla publiczności podczas obchodów 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, sytuacja w muzeum się uspokoiła. Do czasu, gdy dyrektor nie zapowiedział zwolnienia głównej konserwator. Wtedy konflikt rozgorzał na nowo.

Podczas wczorajszej konferencji prasowej o etapach konserwacji "Bitwy pod Grunwaldem" opowiadał wyraźnie zdenerwowany starszy konserwator muzeum Piotr Lisowski. - Gdyby zapadła decyzja, że obraz jedzie do Krakowa, mogłoby to się skończyć tragicznie, mógłby się po prostu rozsypać - mówił Lisowski. Od pracowników usłyszeliśmy: - Trudno nam się z dyrektorem porozumieć, czekamy na bardziej stanowcze decyzje rady powierniczej muzeum, która zbiera się na początku października.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy