Konkurs dla gejów i lesbijek. Nagroda: ślub w samolocie

Magdalena Dubrowska
10.09.2010 aktualizacja: 2010-09-10 17:21
A A A Drukuj
Małgorzata Rawińska (z lewej) i Ewa Tomaszewicz Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
W konkursie startują pary z całego świata. Także z Warszawy. Nagroda to ślub w samolocie. Warunek: jednopłciowość
Plebiscyt nazywa się "Love is in the Air" od dyskotekowego hitu Johna Paula Younga, a na nagrodę, ślub na pokładzie samolotu szwedzkich linii lotniczych SAS na trasie Sztokholm-Nowy Jork, trzeba czekać do 6 grudnia. Do 10 października zarejestrowane pary lesbijek i gejów zbierają głosy internautów na specjalnej stronie: love.flysas.net . Można głosować raz dziennie, na więcej niż jedną parę. Na kilkadziesiąt zgłoszeń 15 jest z Polski, a jedno z Warszawy: Ewy Tomaszewicz i Małgorzaty Rawińskiej.

"Przyjaciele mówią o nas para idealna. No cóż, nie jesteśmy idealne, jak każda inna para mamy dobre i złe dni. I jak każda inna para chciałybyśmy mieć możliwość zalegalizowania związku. W Polsce to nierealne" - piszą w swoim profilu. Są na czwartym miejscu (1,5 tys. głosów).

- Dla zagraniczniaków, którzy mają prawo legalizacji związku we własnym kraju, to jest konkurs piękności. Dla nas - manifestacja. Jeśli wygrałaby polska para, byłby to kolejny sygnał dla polityków i mediów, że lesbijki i geje są tu traktowani jak obywatele drugiej kategorii - mówią narzeczone. - Dlatego codziennie głosujemy na wszystkie polskie pary. W pierwszej dziesiątce są aż trzy. Tuż za nami chłopcy ze Szczecina, którzy są ze sobą od 20 lat!

Ewa i Małgorzata mieszkają razem od 5 lat. Mają dwa koty i psa (znajdy).

Ewa: - Gdyby w Polsce związki jednopłciowe były legalne, to już dawno byłybyśmy po ślubie.

Małgorzata: - Oświadczamy się sobie średnio co dwa miesiące. Kiedy moi rodzice obchodzili 50-lecie pożycia w urzędzie stanu cywilnego, przyszłam z Ewą. Zażartowałyśmy przy urzędniczce, że my mamy tylko dziesięć razy mniejszy staż, a ona na to, że gdyby to od niej zależało, od razu udzieliłaby nam ślubu.

Na pokładzie Airbusa A340 ślubu udzieli szwedzki urzędnik. Zgodnie z tamtejszym prawem i tradycyjną ceremonią. W Polsce akt nie będzie miał żadnego znaczenia.

- Zgłosiłyśmy się spontanicznie. Nie spodziewałyśmy się tak gigantycznego wsparcia znajomych i nieznajomych - cieszy się Ewa. - Dopiero zaczęłyśmy się zastanawiać, co będzie, jeśli wygramy. Trzeba załatwić wizę do Stanów, opłacić przelot do Sztokholmu. I jakoś się ubrać na ten ślub.

- Ja całe życie marzę o fraku - śmieje się Małgorzata. - Ładnie mi. A do ślubu zawsze chciałam jechać tramwajem.

Rozwiąż nasz FOTO QUIZ: Znasz te stadiony?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy