Jak marszałek Struzik sprzedaje willę Narutowicza

Tomasz Urzykowski
12.09.2010 aktualizacja: 2010-09-10 22:14
A A A Drukuj
Tu zamieszkał pierwszy prezydent II RP Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Samorząd Mazowsza pozbywa się domu prezydenta Narutowicza vis a vis Łazienek. - Nie jest nam niezbędny - mówią urzędnicy. Sąsiedzi willi boją się, że cenna nieruchomość trafi w ręce dewelopera, który będzie chciał postawić tu apartamentowce.
A miejsce jest wyjątkowe - przy zacisznej ul. Parkowej, obok Łazienek Królewskich i kompleksu budynków rządowych. Parterowy dworek z mansardowym dachem tonie w zieleni rozległego ogrodu.

- Mam najgorsze przeczucia. Willa stoi w rejonie "atrakcyjnym dewelopersko". Proszę zobaczyć, jaką ma dużą działkę. To ostatni taki teren wzdłuż Łazienek, gdzie da się jeszcze wcisnąć bloki. Planu miejscowego dla tej okolicy nie ma, więc można budować, jak się chce - alarmuje Paweł Kamiński, dziennikarz mieszkający w sąsiedztwie domu, do której wprowadził się Gabriel Narutowicz.

Przetarg na sprzedaż nieruchomości władze Mazowsza ogłosiły na swojej stronie internetowej. Cena wywoławcza - 12 mln zł. Pod młotek pójdzie willa z początku lat 20. XX w. W popularnym wtedy stylu dworkowym zaprojektował ją architekt Marian Kontkiewicz. Pierwszy prezydent II RP mieszkał w niej zaledwie kilka dni - od zaprzysiężenia 11 grudnia do tragicznej śmierci w zamachu 16 grudnia 1922 r. Jednak aż do wybuchu II wojny światowej dom należał do jego rodziny.

Razem z willą na sprzedaż wystawiono otaczającą ją działkę o powierzchni ponad 4,1 tys. m kw. Wśród porastających ją drzew znajduje się pomnik przyrody - olbrzymia topola czarna zwana "Topolą Narutowicza".

- Budynek wymaga kapitalnego remontu, a sytuacja finansowa województwa spowodowana rekordowo wysokim "janosikowym" uniemożliwia nam pokrycie jego kosztów - mówi Marta Milewska, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego. - Ten budynek nie jest nam niezbędny. Mieści się w nim Mazowiecki Zarząd Nieruchomości, jednostka na tyle mała, że może się przenieść gdzie indziej.

Według wicemarszałka Ludwika Rakowskiego remont willi Narutowicza kosztowałby ok. 5 mln zł, a na taki wydatek Mazowsza nie stać. Dlatego zarząd województwa chciał przeznaczyć willę dla instytucji kultury. Jak mówi wicemarszałek, "nie było zainteresowania". Proponował jej przejęcie Ministerstwu Kultury na potrzeby Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków. Ten jednak potrzebuje większej siedziby.

Samorząd Mazowsza nigdy nie miał pomysłu na wykorzystanie willi. Służyła m.in. jako hotel dla urzędników spoza Warszawy. W 2006 r. Liga Polskich Rodzin forsowała ulokowanie w niej Muzeum Historii Ruchu Narodowego. Byłby to ponury żart z historii, ponieważ to właśnie narodowcy doprowadzili do śmierci Narutowicza.

- Nie pojmuję, dlaczego ten szczególny obiekt ma być sprzedany jakiemuś przedsiębiorcy na wolnym rynku, a nie np. przekazany stosownej instytucji, urzędowi, placówce kulturalnej, muzealnej, edukacyjnej, czy badawczej - dziwi się Paweł Kamiński.

Wtóruje mu znany varsavianista Olgierd Budrewicz: - Uważam, że w willi powinna się znaleźć instytucja publiczna, która zagwarantuje zachowanie tego zabytku.

- Warunki przetargu wyglądają tak, jakby sprzedawano starą syrenkę lub małego fiata, a nie obiekt o dużej wartości. Nie ma też żadnych wskazań konserwatora zabytków - zwraca uwagę Paweł Kamiński.

Marta Milewska zapewnia, że willi Narutowicza i jej ogrodowi nic nie grozi: - Budynek jest wpisany do rejestru zabytków razem z otoczeniem. Wszelkie prace budowlane wymagają więc pozwolenia konserwatora.

Niebezpieczeństwa nie widzi też stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka: - Jest wolny rynek i nie mogę ingerować w zasady przetargu. Każdy, kto kupuje zabytkowy dom, powinien mieć świadomość o ograniczeniach w dysponowaniu własnością, bo konserwator może nie zaakceptować jego planów inwestycyjnych. Jeśli przetarg wygra osoba prywatna, na zmianę własności willi potrzebna jest zgoda konserwatora. Istnieje też możliwość wpisania do aktu notarialnego zaleceń odnośnie sposobu i terminu remontu willi.

Tłumaczenie urzędników nie uspokaja ani mieszkańców, ani varsavianistów. Mają w pamięci przykłady zabytków kupowanych wyłącznie dla atrakcyjnej działki. Kilka lat temu przy barokowym pałacyku Bruhla na Młocinach omal nie wyrosło osiedle bloków. Deweloper dostał na nie zgodę ówczesnego wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Przetarg na willę Narutowicza ma się odbyć już 15 września.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy