Spór mieszkańców z deweloperem o lufcik wart 500 zł

Tomasz Urzykowski
14.09.2010 aktualizacja: 2010-09-13 22:16
A A A Drukuj
Okienko, o które toczy się spór, ledwo
widoczne w ceglanej ścianie kamienicy Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Zamurowanie tego okienka może kosztować 300, może 500 zł. Dla międzynarodowego inwestora to mniej niż drobiazg. Koszty ma jednak ponieść ciężko chory lokator, któremu próbuje się udowodnić samowolę.
Lufcik ma metr wysokości i 40 cm szerokości. Wybity jest w szczytowej ślepej ścianie XIX-wiecznej kamienicy przy Hożej 57. Oświetla łazienkę w mieszkaniu na pierwszym piętrze. Po drugiej stronie okna rozpościera się pusty plac przy Hożej 55, gdzie do niedawna stały zabudowania słynnej odlewni brązów Braci Łopieńskich. Rozebrał je francuski deweloper Yareal. Kupił tę działkę pod budowę apartamentowców. Jego przyszłe domy mają przylegać do szczytowej ściany starej kamienicy. Okienko łazienkowe zostanie więc zasłonięte.

- Niech będzie. Nie chcę utrudniać. Tylko dlaczego my mamy ponosić tego koszty? - pyta Małgorzata Melchior, socjolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

Komunalne mieszkanie wynajmuje wspólnie z mężem od 1994 r. Mieści się tu biuro ich niewielkiej firmy. Wiosną do drzwi zapukali przedstawiciele firmy Yawa 6, spółki należącej do Yareala. Zaproponowali zamurowanie okienka na własny koszt i dodatkową rekompensatę za utrudnienia, trzeba np. piecyk gazowy zastąpić elektryczną termą.

W oświadczeniu, które spółka przysłała do redakcji "Gazety", czytamy, że propozycja dewelopera nie spotkała się z akceptacją: "Najemca tego lokalu zerwał dalsze rozmowy i wyprosił przedstawicieli inwestora ze swojego biura".

- Państwo Melchior sami są sobie winni. Nie zgodzili się na propozycję inwestora, więc teraz żałują - wzrusza ramionami administratorka kamienicy Dorota Dulewicz.

Z inwestorem spotykał się ciężko chory na raka Zdzisław Melchior. Jego żona tłumaczy: - Doszło do nieporozumienia. Mój mąż jest w trakcie leczenia i niekiedy dziwnie reaguje. Bardzo się przejął, gdy usłyszał od tych państwa, że okienko wybiliśmy nielegalnie. A to nieprawda. Kiedy wynajmowaliśmy mieszkanie, ono już było. Powstało prawdopodobnie w latach 40. My tylko wymieniliśmy drewniane ramy na PCV.

Twierdzi, że próbowała wyjaśnić to deweloperowi i dojść z nim do porozumienia. - Zaapelowałam o ludzki gest z jego strony. Niech zamuruje to okienko i sfinansuje nam zakup termy. O nic więcej nie chodzi - zapewnia.

Ale deweloper postanowił załatwić sprawę inaczej. W wydziale architektury ustalił, że kamienica przy Hożej 57 nie ma w projekcie okna w ścianie szczytowej ani nikt nie występował o pozwolenie na jego wybicie. Jest więc samowolą. Tydzień temu do drzwi mieszkania na pierwszym piętrze zapukał inspektor budowlany. W obecności urzędników z administracji i reprezentantów wspólnoty mieszkaniowej dokładnie zmierzył lufcik i sporządził protokół: "(...) Przedstawiciele ZGN Warszawa Śródmieście oraz użytkownik lokalu nie posiadają dokumentacji wykonawczej zezwalającej na budowę [okna]".

- Niech powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego wskaże, czyja to samowola i kto ma zamurować okienko - mówi Dorota Dulewicz.

W sporze dewelopera z lokatorem wspólnota mieszkaniowa z Hożej 57 poparła tego pierwszego. - Mamy wobec niego zobowiązania. Yareal obiecał dać pieniądze na remont elewacji naszej kamienicy i wymianę wszystkich okien. Już wyremontował nam dach - chwali francuskiego inwestora Dorota Dulewicz.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy