Kościół, gdzie chrzczono Chopina odzyskał blask

Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski
17.09.2010 aktualizacja: 2010-09-16 22:13
A A A Drukuj
Bazylika św. Jana Chrzciciela w Brochowie Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta
  • Renesansowe sklepienie z odtworzoną polichronią i belką tęczową ze sceną ukrzyżowania Chrystysa
  • Bazylika św. Jana Chrzciciela w Brochowie
  • Bazylika św. Jana Chrzciciela w Brochowie
  • Bazylika św. Jana Chrzciciela w Brochowie
Wnętrze renesansowego kościoła w Brochowie odzyskało kształt jaki miało 200 lat temu, gdy chrzczono w nim Fryderyka Chopina. Choć ta "totalna rekonstrukcja" miała swoich przeciwników, wczoraj nie szczędzono jej podziwu.
Tylko dwa tygodnie zostały do rozpoczęcia XVI Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego. Jego uczestnicy tradycyjnie odwiedzą miejsce urodzin kompozytora - dworek w Żelazowej Woli ze znakomicie odrestaurowanym parkiem i nowymi budynkami projektu Bolesława Stelmacha. Na pewno przyjadą też do pobliskiego Brochowa, gdzie 23 kwietnia 1810 r. w kościele św. Rocha i Jana Chrzciciela Chopin został ochrzczony.

Jeszcze w 2008 r. wnętrze świątyni było białe jak sala szpitalna. Teraz żyje kolorami. Długie tunelowe sklepienie pokrył barwny dywan dekoracji malarskich. Wróciły ołtarze, obrazy stacji Drogi Krzyżowej, a nad główną nawą zawisła belka tęczowa z gotyckimi rzeźbami. To odmienione wnętrze pokazano wczoraj na konferencji naukowej "Chopin 2010 - od projektu do realizacji" zorganizowanej przez mazowiecką konserwator zabytków i Narodowy Instytut Fryderyka Chopina.

- Sięgam pamięcią do 1991 r. kiedy byłem wiceministrem kultury. Ówczesny minister Marek Rostworowski zdecydował, by przykryć ten kościół dachem, bo w środku hulał wiatr. W parafii pieczołowicie przechowywano metrykę chrztu Chopina, ale świątynia i jej otoczenie były świadectwem narodowej hańby. To nie działo się z powodów politycznych, lecz triumfu bylejakości - wspominał Waldemar Dąbrowski, dziś przewodniczący Komitetu Obchodów Roku Chopinowskiego i dyrektor NIFC.

Rzeczywiście, w początkach lat 90. XX w. stan jednego z najcenniejszych zabytków Mazowsza wołał o pomstę do nieba. Dach przeciekał jak sito, woda lała się po ścianach, a fundamenty nasiąkały jak gąbka. Minister Rostworowski dał pieniądze na wymianę dachu, jego następcy - na wymianę tynków i osuszenie fundamentów. Prawdziwa przemiana kościoła nastąpiła dopiero w ostatnich dwóch latach w związku z zakrojonymi na ogromną skalę inwestycjami Roku Chopinowskiego 2010. W ich przygotowaniu Waldemar Dąbrowski odegrał niepoślednią rolę. - Dzwony biją. Nie byłoby tego, gdyby nie było Dąbrowskiego! - obwieścił ks. Jan Zieliński, brochowski proboszcz od 25 lat.

Warto wspomnieć, że już w czasach Chopina świątynia omszała starością. Powstała jeszcze w dobie renesansu, w latach 1551-61 zbudował ją Jan Baptysta z Wenecji, ten sam, który wzniósł w Warszawie drugą linię murów miejskich z Barbakanem, a w Pułtusku - wspaniałą kolegiatę. Kościół w Brochowie zyskał charakter obronny. Niczym małą twierdzę otoczono go murem, a w masywnych wieżach umieszczono chodniki i otwory strzelnicze. - Nie obroniłby nikogo przed atakiem wrogiej armii, ale stanowił wystarczającą ochronę przed napadami band - opowiadał wczoraj znawca architektury prof. Robert Kunkel.

Budowla uległa zniszczeniu w czasie I wojny światowej, gdy runęło sklepienie i część murów. Odbudowano je w latach międzywojennych, ale w 1939 r. na kościół znów spadły pociski. Szansa na przywrócenie mu dawnej świetności pojawiła się dopiero w związku z 200-leciem urodzin Chopina. Na remont zabytku i rekonstrukcję jego wnętrza Ministerstwo Kultury przyznało blisko 5 mln zł. Prace ruszyły z kopyta w 2008 r. Na teren kościoła wkroczyli archeolodzy i konserwatorzy. Dokładne badania świątyni i archiwalne zdjęcia sprzed stu lat pozwoliły odtworzyć wiele elementów. Najważniejszym jest olśniewająca polichromia sklepienia - pełna malowanych bukietów i rozet. Jej oryginał zachował się tylko w małym fragmencie, w rogu nad prezbiterium. Pobrano stamtąd próbki, by w laboratorium określić, jakich użyć farb.

- Wiele osób mówiło nam, żeby nie rekonstruować polichromii, bo to sprzeczne z doktryną konserwatorską. A dla nas to sklepienie było po prostu białą kartą do zapełnienia - mówił konserwator Marcin Kozarzewski, którego firma była głównym wykonawcą prac w Brochowie.

- Odtwarzając polichromie nie chcieliśmy, by udawały, że mają 300 lat. Kolory są w pełnym nasyceniu - przybliżał kierujący rekonstrukcją malowideł konserwator Sylwester Piędziejewski.

Kościół zyskał nowe marmurowe ołtarze, ale wykonane na podstawie archiwalnych zdjęć. W oparciu o dawne fotografie odtworzono też ławki, stalle i ambonę. Część mebli jest dziełem mieszkającego na terenie parafii artysty Andrzeja Novaka-Zemplińskiego. Zrekonstruowano zniszczoną podczas I wojny rzeźbę Chrystusa Ukrzyżowanego z belki tęczowej (destrukt oryginału wisi na ścianie bocznej nawy). Aż trudno uwierzyć, że nowe są też obrazy ołtarzowe i stacje Drogi Krzyżowej. Namalował je artysta Robert Stpiczyński, pół-Polak pół-Włoch, który po mistrzowsku tworzy w konwencji barokowej. Wymieniono posadzkę z lastrykowej na granitową, a w okna wstawiono witraże skomponowane z ledwie zabarwionych szyb, by przepuszczały dużo światła. Remont objął też elewacje kościoła i stojącej obok dzwonnicy.

- Mamy tu do czynienia z totalną rekonstrukcją. Gdybyśmy mieli trzymać się ortodoksyjnej doktryny konserwatorskiej nakazującej zachowanie istniejącego stanu, to ta świątynia powinna po 1915 r. pozostać ruiną. A to przecież absurd - przekonywał prof. Robert Kunkel.

Przeczytaj także: Rok Chopinowski w Warszawie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy