Dlaczego muzyka sprawia nam przyjemność?
21.09.2010
aktualizacja: 2010-09-21 10:44
- Przed wykładem miałem sprzeczkę z moim synem. Powiedział: "Ty jesteś stary piernik i słuchasz Wagnera, a ja słucham muzyki współczesnej" - o tym, dlaczego pewne dźwięki sprawiają nam przyjemność, opowiadał profesor Bartnik.
Słynny fizyk Richard P. Feynman miał przyjaciela artystę, który wytknął mu kiedyś: "Jako artysta wiem, jak piękny może być kwiat. Ale ty, naukowiec, rozbierasz go na kawałki i wtedy kwiat staje się nijaki". Feynman upierał się, że jest w stanie zachwycić się kwiatem szczerzej niż artysta, bo wyobraża komórki, które w nim są, i myśli o procesach życiowych, które w nim zachodzą, a ta wiedza "tylko potęguje entuzjazm, tajemniczość i podziw, jaki żywimy w stosunku do kwiatka". Podobnie może być z muzyką.
Profesor Ernest Aleksy Bartnik, fizyk teoretyczny z Uniwersytetu Warszawskiego, większość swoich prac naukowych napisał, słuchając muzyki klasycznej, a najlepsze pomysły miał pod wpływem Bacha. Mało tego, zauważył, że nie jest w tym odosobniony, bo przy muzyce pracują wszyscy jego koledzy matematycy i prawie wszyscy fizycy. Postanowił tę muzykę rozłożyć na części, podobnie jak Feynman kwiat. O swoich badaniach i przemyśleniach opowiadał wczoraj na spotkaniu "Piękno muzyki w opinii fizyka" zorganizowanym w ramach XIV Festiwalu Nauki.
- Rzadko się zdarza fizykowi w odróżnieniu od humanistów zacząć wykład od słów: "Już starożytni Grecy... - Bartnik zaczął od żartu. - A więc już wspomniani Grecy wiedzieli, że pewne dźwięki sprawiają ludziom przyjemność, inne zaś nie. Nie wiedzieli tylko, dlaczego tak się dzieje. Pitagoras naciągnął kiedyś struny zrobione z jelit owiec, podwieszając na nich ciężary. Zauważył, że dźwięki przyjemne dla ucha wydobywają się z nich tylko przy określonym stosunku długości strun do wagi ciężarów. Odkrycie przełomowe! Okazało się, że matematyka jest w stanie wskazać, co dobrze zabrzmi.
- W Europie w czasach odrodzenia ludzie zorientowali się, że dźwięk to są drgania powietrza, czyli coś, co się powtarza z pewną częstością. Słyszymy od ok. 20 Hz, czyli 20 uderzeń na sekundę, do 17 kHz, czyli 17 tys. W uchu mamy analizator częstości, który jest małpowany w mózgu w skali logarytmicznej. Trzeba podziwiać wspaniałość naszego mózgu, bo jak jestem na Mazurach na łódce i słucham wieczorem na małym radyjku przez słuchaweczkę Symfonii Mahlera, to nie ma siły, żebym usłyszał te niskie częstości, ale mój mózg, usłyszawszy odpowiednik harmoniczny dźwięków, doszeptuje, dośpiewuje sobie te niższe częstości i ja mam wrażenie, że słyszę te niższe dźwięki wiolonczeli - mówił profesor Bartnik. Mało tego, jeśli jakiś sygnał zbyt często się powtarza, to nasz mózg usuwa go ze świadomości i przestajemy go słyszeć. Przykładem może być szum rzeki płynącej obok naszego domu.
Istnieje oczywiście także muzyka, która nas szokuje, niepokoi albo zwyczajnie nam się nie podoba. Czy jest to kwestia wychowania, czy z taką muzyką można się osłuchać i ją polubić? - Nie można. Odpowiedź na to dali już fizycy Helmholtz i Fourier - mówił fizyk. - Pewne dźwięki są przyjemne dlatego, że mają proste stosunki częstości. W latach 50. i 60. XX wieku byli faceci, którzy uznawali, że muzykę trzeba komponować, generując przypadkowy ciąg dźwięków. Brzmiało to wstrętnie i na szczęście ta muzyka odeszła na śmietnik historii. Bo w muzyce jest coś więcej niż przypadkowa sekwencja dźwięków. Muzyka to jest sygnał, który nasz mózg lubi analizować. Czy prawdę mówię? Oczywiście, przecież jestem tu na uniwersytecie - żartował profesor.
- Mój wykład to początek rozumienia muzyki. Mówiłem o aspekcie tonalnym, czyli o melodii. Jest jeszcze drugi aspekt - rytm skorelowany z biciem serca, który może wzbudzać rożne emocje. Kocham Mozarta, ale kiedy jestem nieszczęśliwy, nie potrafię go słuchać - kończył Bartnik.
Profesor Ernest Aleksy Bartnik, fizyk teoretyczny z Uniwersytetu Warszawskiego, większość swoich prac naukowych napisał, słuchając muzyki klasycznej, a najlepsze pomysły miał pod wpływem Bacha. Mało tego, zauważył, że nie jest w tym odosobniony, bo przy muzyce pracują wszyscy jego koledzy matematycy i prawie wszyscy fizycy. Postanowił tę muzykę rozłożyć na części, podobnie jak Feynman kwiat. O swoich badaniach i przemyśleniach opowiadał wczoraj na spotkaniu "Piękno muzyki w opinii fizyka" zorganizowanym w ramach XIV Festiwalu Nauki.
- Rzadko się zdarza fizykowi w odróżnieniu od humanistów zacząć wykład od słów: "Już starożytni Grecy... - Bartnik zaczął od żartu. - A więc już wspomniani Grecy wiedzieli, że pewne dźwięki sprawiają ludziom przyjemność, inne zaś nie. Nie wiedzieli tylko, dlaczego tak się dzieje. Pitagoras naciągnął kiedyś struny zrobione z jelit owiec, podwieszając na nich ciężary. Zauważył, że dźwięki przyjemne dla ucha wydobywają się z nich tylko przy określonym stosunku długości strun do wagi ciężarów. Odkrycie przełomowe! Okazało się, że matematyka jest w stanie wskazać, co dobrze zabrzmi.
- W Europie w czasach odrodzenia ludzie zorientowali się, że dźwięk to są drgania powietrza, czyli coś, co się powtarza z pewną częstością. Słyszymy od ok. 20 Hz, czyli 20 uderzeń na sekundę, do 17 kHz, czyli 17 tys. W uchu mamy analizator częstości, który jest małpowany w mózgu w skali logarytmicznej. Trzeba podziwiać wspaniałość naszego mózgu, bo jak jestem na Mazurach na łódce i słucham wieczorem na małym radyjku przez słuchaweczkę Symfonii Mahlera, to nie ma siły, żebym usłyszał te niskie częstości, ale mój mózg, usłyszawszy odpowiednik harmoniczny dźwięków, doszeptuje, dośpiewuje sobie te niższe częstości i ja mam wrażenie, że słyszę te niższe dźwięki wiolonczeli - mówił profesor Bartnik. Mało tego, jeśli jakiś sygnał zbyt często się powtarza, to nasz mózg usuwa go ze świadomości i przestajemy go słyszeć. Przykładem może być szum rzeki płynącej obok naszego domu.
Istnieje oczywiście także muzyka, która nas szokuje, niepokoi albo zwyczajnie nam się nie podoba. Czy jest to kwestia wychowania, czy z taką muzyką można się osłuchać i ją polubić? - Nie można. Odpowiedź na to dali już fizycy Helmholtz i Fourier - mówił fizyk. - Pewne dźwięki są przyjemne dlatego, że mają proste stosunki częstości. W latach 50. i 60. XX wieku byli faceci, którzy uznawali, że muzykę trzeba komponować, generując przypadkowy ciąg dźwięków. Brzmiało to wstrętnie i na szczęście ta muzyka odeszła na śmietnik historii. Bo w muzyce jest coś więcej niż przypadkowa sekwencja dźwięków. Muzyka to jest sygnał, który nasz mózg lubi analizować. Czy prawdę mówię? Oczywiście, przecież jestem tu na uniwersytecie - żartował profesor.
- Mój wykład to początek rozumienia muzyki. Mówiłem o aspekcie tonalnym, czyli o melodii. Jest jeszcze drugi aspekt - rytm skorelowany z biciem serca, który może wzbudzać rożne emocje. Kocham Mozarta, ale kiedy jestem nieszczęśliwy, nie potrafię go słuchać - kończył Bartnik.
-
Szkoda, że Pan prof. poprzestał na Mozarcie
drojb
21.09.10, 23:52
a Penderecki? Nie odpowiada logarytmowi??? O hendrixie i Janis Joplin nie wspomnę... Jednak matematyka i fizyka nie wystarczy dla wrażliwości. PS. Uwielbiam Bacha, a najbardziej jego »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]



