Marsz konopi: pikieta na Wilczej w obronie zatrzymanych

Magdalena Dubrowska, Grzegorz Lisicki
22.09.2010 aktualizacja: 2010-09-22 23:17
A A A Drukuj
Demonstranci z Wolnych Konopi pod Sejmem Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
  • Demonstranci z Wolnych Konopi pod Sejmem
  • Demonstranci z Wolnych Konopi pod Sejmem
  • 23 września, Warszawa: demonstranci z Wolnych Konopi pod Sejmem
  • Nocna pikieta pod komendą policji przy Wilczej
Uczestnicy i sympatycy Inicjatywy Wolne Konopie, której miasto nie wydało zgody na przemarsze w sprawie złagodzenia ustawy narkotykowej, manifestowali w środę w trzech miejscach Warszawy. Wieczorem zaczęli koczować pod Sejmem. Trzy osoby zatrzymała policja, uczestnicy pikiety przenieśli się pod komendę na Wilczej.
- Dwie osoby zostały zatrzymane za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów, a jedna za rozstawienie namiotu na trawniku - powiedział wieczorem Andrzej Browarek z Komendy Stołecznej. Policjanci zapewne skierują też wniosek do sądu przeciwko Tomaszowi Obarze za zorganizowanie nielegalnej demonstracji pod Komenda Główną.

Z trzech stron pod Sejm

Wcześniej manifestacja przebiegała spokojniej. O godz. 15. kilkanaście osób przyjechało na ronda Waszyngtona i Zesłańców Syberyjskich. Przed Komendą Główną Policji na ul. Puławskiej 148 zjawiło się 50 demonstrantów. Głównie w wieku 16-35 lat. Na metalowym płocie rozwiesili transparenty: "Każdy inny, wszyscy równi" i "Marihuana jest z konopi" (nawiązanie do publicznej wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, w której w to wątpił).

Dziesięciu policjantów rutynowo przeszukało niektórych zgromadzonych.



- Jeśli policjant chce was spisać, macie prawo najpierw jego wylegitymować - instruował przez megafon Tomasz "Gota" Obara z Wolnych Konopi. Członkowie inicjatywy interesujące ich ustawy znają na pamięć, m.in. te o zgromadzeniach i policji. Inicjatywa walczy o możliwość posiadania do 30 gramów suszu konopi indyjskich i uprawy trzech krzaków na własny użytek, a także o amnestię dla skazanych za posiadanie. Ponieważ okazało się, że IWK nie otrzymała z miasta odpowiedzi na wniosek o zgromadzeniu, policja uznała je za nielegalne i poinformowała organizatorów, że zgłosi sprawę do sądu grodzkiego. Po części formalnej nastąpił program artystyczny, czyli happening. Tomasz Obara postawił na chodniku przed komendą 20 doniczek i worek ziemi.

- Państwo władza, czy ziemia jest legalna? - pytał przez megafon mundurowych, którzy ustawili się po drugiej stronie ulicy. - Czy nasiona są legalne? A woda?

Demonstranci napełnili doniczki ziemią, Gota wrzucił nasiona i podlał.

- A ja też mogę trochę dostać? - spytał przechodzący pan Edward, lat ok. 60. Dostał całą fiolkę.

"Sadzić, palić, zalegalizować"

Po godzinie z okrzykiem "Sadzić, palić, zalegalizować" demonstranci wsiedli do tramwaju i dojechali na pl. Konstytucji, skąd przemaszerowali chodnikiem pod Sejm. Tam czekały już dwie pozostałe ekipy. Niektórzy kierowcy i przechodnie trąbili i machali, inni pukali się w głowę.

- Proszę poinformować wszystkich, że osoby, które tu zostaną, zaczniemy spisywać za nielegalne zgromadzenie - powitali Tomasza Obarę policjanci przed Sejmem. Wobec czego demonstranci usiedli na trawniku w 12-osobowych grupkach (nielegalne zgromadzenie to minimum 15 osób), tworząc 10 odrębnych w świetle prawa pikiet. Przez półtorej godziny manifestanci i funkcjonariusze spisywali (prewencyjnie) i legitymowali się wzajemnie. Dwóch policjantów filmowało całe zajście. Sprzed Komendy Głównej dojechały doniczki z nasionami, sprzęt grający, karimaty i dwa namioty. Tomasz Obara zaplanował koczować przed Sejmem przez 12 dni, hodując konopie i czekając, kiedy policjanci uznają to za uprawę. Doniczki nie zainteresowały policjantów, w przeciwieństwie do namiotu. Zagrozili, że jeżeli Obara podejmie się jego rozłożenia, będą musieli doprowadzić go do komendy przy ul. Wilczej, a cały sprzęt zatrzymać.

- Na jakiej podstawie prawnej? - dopytywał działacz.

- Nie ma pan zgody urzędu miasta na urządzanie tu pikniku, a to jego teren - tłumaczył funkcjonariusz.

- Proszę podać konkretny artykuł - naciskał Gota. - Wolne namioty! - zaczęli skandować manifestanci. Krzyczeli też: "Gdzie jest liść?" i "Obrońcy krzyża wam nie przeszkadzają". Obara zaczął rozkładać zielone igloo, a policjantów zrobiło się nagle dwa razy więcej niż zgromadzonych. Kiedy podeszli bliżej, demonstranci otoczyli Gotę, skandując: "Nie oddamy, bo kochamy". W tym samym czasie ktoś odkrył na skwerku tablicę z napisem "Działka na sprzedaż". I e-mail do właściciela.

- To jest teren prywatny i nic nie mogą nam zrobić, dopóki właściciel o to nie wniesie - ucieszyli się zwolennicy wolnych konopi i przenieśli się pod tablicę. Stopniowo ubywało osób z jednej i drugiej strony. Tomasz Obara zapowiadał, ze zostanie na cała noc. Chciał koczować pod Sejmem z doniczkami, jak długo się uda.

Nocna pikieta pod komendą

Około godz. 21 policjanci zatrzymali jego i dwie inne osoby. Zawieźli ich do komendy na Wilczą.

Pozostałe 30 osób zdecydowało się przenieść pikietę pod siedzibę śródmiejskiej policji - ostatecznie pod komendę dotarło tylko 14 osób. Według informacji "Gazety" zatrzymanym trzem osobom postawiono zarzuty naruszenie nietykalności funkcjonariusza oraz popełnienie wykroczenia w postaci próby rozbicia namiotu bez zezwolenia. Funkcjonariusze tłumaczyli "Gazecie", że teren przy budynku ambasad Kanady i Francji jest bardzo newralgiczny, objęty szczególnym nadzorem. Pikietujący zapowiedzieli, że będą koczować na Wilczej, aż zatrzymane osoby zostaną zwolnione do domu.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy