O tym osiedlu zrobiło się głośno. Jest do uratowania?

Agnieszka Kowalska
07.10.2010 aktualizacja: 2010-10-08 18:15
A A A Drukuj
Artyści namalowali na ścianach bloków Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Czy osiedle Dudziarska jest do uratowania? Mało prawdopodobne. Uważam, że trzeba stopniowo te rodziny stamtąd wyprowadzać, a bloki zrównać z ziemią. Jednak w ratuszu usłyszałam, że to nierealne.
SERWISY
Sama wychowałam się na Grochowie i trzeźwo patrzę na takie okolice jak Dudziarska czy Stalowa. Streetworkerzy, którzy pracują tam z trudną młodzieżą, również. Można powiedzieć - przecież na Dudziarskiej mieszkają też porządni ludzie, w których powinniśmy dostrzegać dobro. Tak jest, ale to dobro przegrywa tam ze złem. To są złe okolice, w tym sensie chociażby, że dzieciaki wychowują się w zdewastowanych domach, na co dzień obcując z alkoholem i przemocą. I to z ich powodu musimy wreszcie powiedzieć twardo - koniec! Miasto powinno wypracować poważny projekt rewitalizacji i resocjalizacji Pragi-Północ i Dudziarskiej, nawet gdyby większość mieszkańców była temu przeciwna.

Te myśli nie dają mi spokoju, odkąd pojechałam z artystami ze Zmiany Organizacji Ruchu na Dudziarską. Grzegorz Drozd i Alicja Łukasiak wymalowali tam na ścianach bloków klasyczne dzieła sztuki - obrazy Pieta Mondriana i Kazimierza Malewicza (piszemy o tym od dwóch dni w "Gazecie"). Udało im się na lepsze odmienić wygląd tych trzech samotnych budynków, choć "Czarny kwadrat" Malewicza budzi w mieszkańcach sprzeciw. Chcieli też przez rozmowę o modernistach z początku XX w., którzy mieli wizję budowania nowego wspaniałego świata, wywołać w mieszkańcach refleksję na temat Dudziarskiej, na której też wszystko miało być tak pięknie. Szkoda tylko, że urzędnicy nie pomyśleli, zanim nie skoszarowali w połowie lat 90. w tych trzech bokach odciętych od świata prawie samych niepłacących czynszu i nieprzystosowanych społecznie mieszkańców Śródmieścia i Pragi-Południe.

Czy to osiedle w takim kształcie jest do uratowania? Mało prawdopodobne. Uważam, że trzeba stopniowo rodziny stamtąd wyprowadzać, a bloki zrównać z ziemią. Jednak w ratuszu usłyszałam, że to nierealne. Brakuje mieszkań socjalnych, a miasto wciąż zbyt mało buduje. Karolina Malczyk-Rokicińska, doradca prezydent miasta ds. społecznych, która od 2007 r. zajmuje się Dudziarską, przekonuje: - Od razu pojawiłyby się pytania: a dlaczego nie Palisadowa, Wrzeciono, Odolany - inne, równie trudne miejsca? Dlaczego dzieciaki z domu dziecka, które wygrywają w konkursie "Lider" mają czekać w kolejce na mieszkania kolejne miesiące?

Skoro tak, pozostaje tylko wprowadzić na osiedle jak najwięcej życia. Wykorzystać 24 pustostany zostawione przez tych, którym udało się stąd wyrwać. Można w nich urządzić pracownie dla artystów - niech przyjeżdżają z całego świata na kilkumiesięczne stypendia (są tacy, którzy bardzo dobrze sobie radzą w takich trudnych okolicznościach). Można ulokować tu organizacje pozarządowe pracujące z mieszkańcami czy biura dla początkujących firm. I już na osiedlu pojawiłby się jakiś ruch. Można dla Dudziarskiej stworzyć modelowy program rewitalizacji, ale to kosztuje. Czy nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto (już osiedle zadłużone jest na 1 276 tys. zł, bo na 216 mieszkań tylko kilkanaście rodzin regularnie płaci czynsz)? Czy nie jest to kolejna utopia?

Jakub Halcewicz-Pleskaczewski napisał wczoraj w "Gazecie", jak fajnie udał się na Dudziarskiej Festiwal Lata. Na kilka dni zainstalowała się tam walcząca z nędzą i wykluczeniem społecznym organizacja ATD Czwarty Świat. Ale mieszkańcy przyszli na festyn, potańczyli, pośpiewali, wesołe miasteczko odjechało i co dalej? Tak samo skończy się odmalowanie klatek schodowych czy budowa boiska. Zajrzyjcie na Brzeską, a się przekonacie. Tu nie tylko systematycznej pracy wolontariuszy trzeba, raczej systemowego rozwiązania.

Artyści ze Zmiany Organizacji Ruchu ponieśli porażkę, jeśli chodzi o współpracę z mieszkańcami. Ludziom nie spodobały się czarne kwadraty i nie chcieli już żadnych dyskusji o tym projekcie. Czy można działać na konkretnym terenie bez aprobaty mieszkańców? Czy można wysyłać na osiedle autobusy wycieczkowe, traktując ludzi z Dudziarskiej jak Indian w rezerwacie albo nieistotny dodatek do dzieł sztuki? To budzi moje wątpliwości. Ale z drugiej strony - czy rolą artysty jest zbawianie świata, czy raczej wkładanie kija w mrowisko?

Wiem jedno - jeśli czarne kwadraty, które dziś tak oburzają mieszkańców Dudziarskiej, rzeczywiście zapoczątkują radykalne zmiany na osiedlu, to będzie sukces znacznie większy niż tylko "ciekawy artystycznie projekt".

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy