Kasyno przy V Poprzecznej: Tu biło życie Anina

Jerzy S. Majewski
08.10.2010 aktualizacja: 2010-10-07 17:53
A A A Drukuj
Kuzynki Marianny Wiweger na tarasie kasyna w Aninie Ze zbioru Antoniego Wiwegera
  • Przed wejściem do kasyna. W białym
fartuchu Leon Wiweger. Z dzieckiem
na kolanach żona z synem Antonim
Reprezentacyjne kasyno z elegancką restauracją miały przed wojną nie tylko Konstancin, Otwock czy Podkowa Leśna, ale też podwarszawski wtedy Anin. Tu jednak było ono bez porównania skromniejsze.
Dziś nazwa może wprowadzić nas w błąd. Kasyno nie było miejscem hazardu, ale rodzajem klubu zrzeszającego zamożnych mieszkańców miejscowości. Działała w nim restauracja. - Tu w Aninie przy stolikach spotykali się poeta Konstanty Ildefons Gałczyński, karykaturzysta Jerzy Zaruba, publicysta Jerzy Waldorff, aktor filmowy Zbigniew Swan czy wreszcie jego żona Maria Malicka przez wielu teatrologów uważana za jedną z najwybitniejszych aktorek pierwszej połowy XX wieku - opowiada Igor Strojecki, genealog i krewny Wiwegerów, dzierżawców restauracji w kasynie. Dodaje też, że sami Wiwegerowie byli też spokrewnieni z Gałczyńskim.

Kasyno wznosiło się w sercu letniska niedaleko kościoła w pobliżu skrzyżowania ul. V Poprzecznej i Parkowej, czyli obecnej Rzeźbiarskiej. Dziś w tym miejscu stoi nowa pływalnia.

Szopa ze świdermajerami

Był rok 1926, gdy architekt Jan Budaszewski przygotował projekt budowy kasyna w Aninie. Rysunek ocalał w zbiorach Antoniego Wiwegera, którego rodzice aż do wojny prowadzili tu restaurację. Na rysunku architektura kasyna miała się dobrze wpisywać w charakter architektoniczny letniska. Była rodzajem kompromisu między obowiązującym w całej Polsce tzw. stylem dworkowym będącym rodzajem romantycznej wersji narodowego historyzmu a świdermajerem. Do budowy przystąpiono kilka lat później, ale w mocno zmienionej formie. Jak pisał Antoni Wiweger na łamach pisma "Między Nami Aninianinami", pierwotny projekt został znacznie uproszczony. Nie zrealizowano np. wspartego na kolumnach tarasu pierwszego piętra. Zrezygnowano też z wielu detali architektonicznych. Efektownych, ale kosztownych. Za to dostawiona została duża przybudówka z pomieszczeniami zaplecza i sceną przylegającą do głównej sali kasyna. Wyposażono ją w kurtynę.

Antoni Wiweger twierdzi, że ta dobudowa niekorzystnie zmieniła bryłę budynku i była dość szpetna. W gruncie rzeczy upodabniała budowlę do ogromnej szopy. Całość była jednopiętrowa z poddaszem nakryta wysokim dachem. Nieco dziwaczną fasadę ożywiono dużymi oknami o ramach solidnie pokratkowanych szprosami i ujętymi w skromne opaski. Pośrodku znajdowały się przeszklone drzwi z wejściem do kawiarni, a nad oknami pierwszego piętra wielki napis umieszczony na jasnej ścianie: "Kawiarnia-Kasyno".

Przed budynkiem znajdował się taras otoczony prawdziwie świdermajerowską balustradą z desek przypominających ozdobne tralki. Spędzanie tutaj czasu latem przy kawie pośród pachnących drzew musiało być przyjemne.

W pobliżu ulokowano boiska do siatkówki i koszykówki oraz dwa korty tenisowe - starszy betonowy i nowszy wysypany miałem ceglanym.

Wróćmy jednak do samego budynku. Jak pisał Antoni Wiweger, główną salę na wysokości pierwszego piętra otaczała z dwóch stron galeria (naprzeciwko sceny i z boku). Część widzów zajmowała na nim miejsca podczas rozmaitych przedstawień. Dodajmy, że w sali urządzano pokazy teatralne, rozmaite akademie, wystawy, a nawet projekcje filmów. Na galerii znajdował się też bilard i szafy ze sprzętem sportowym.

Parter obok sali teatralnej zajmowała restauracja dzierżawiona przez Leona Wiwegera i pokój z biblioteką, w którym grywano w brydża i gdzie odbywały się zebrania Towarzystwa Przyjaciół Anina założonego w 1910 r.

Bez luksusu

To właśnie ono było inicjatorem budowy kasyna. "W pracach Towarzystwa wyróżniali się m.in. długoletni jego prezes inż. Gąsowski oraz anińscy obywatele Aleksander Zdanowicz i Antoni Ceranowicz. Do powstania kasyna przyczynili się szczególnie Antoni Gąsowski i inż. Józef Miłobędzki" - pisał Antoni Wiweger. Kasyno i restaurację wspominała na łamach pisma "Między Nami Aninianinami" także Zofia Górzyńska. "Nie był to żaden pałac. Prosty zwykły budynek, (...) salka restauracyjna z paroma stolikami, bufetem i zapleczem kuchennym, gdzie królował uprzejmy i przemiły pan Leon Wiweger. (...) Jak z tego widać, niepotrzebne były piękne wnętrza, miękkie fotele i luksus, aby w kasynie powstał ośrodek skupiający aninian. Przychodziło się tam, aby spotkać znajomych, zagrać w brydża czy tenisa bądź zjeść coś dobrego, bo pan Leon słynął jako znakomity kucharz" - czytamy. Pani Górzyńska przypomina też sobie, że wnętrza budynku kasyna udekorowane były rysunkami innego znanego mieszkańca Anina Jerzego Zaruby.

Wśród gości kasyna i restauracji Wiwegerów postacią szczególnie wspominaną był Stanisław Kazuro, kompozytor i dyrygent, a po wojnie rektor Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej. "W ostatnich dniach sierpnia 1939 r. profesor okazał mojej matce dużą życzliwość i pomoc. Pamiętam, jak pomagał oklejać paskami papieru szyby w naszym mieszkaniu, co miało chronić przed poranieniem odłamkami szkła w przypadku wybuchu bomby w pobliżu" - wspomina Antoni Wiweger. Z kolei Henryk Wierzchowski w książce o Aninie pisze, że kompozytor sprowadzał na bezpłatne koncerty do Kasyna chór Filharmonii Warszawskiej i Kapelę Ludową Stanisława Namysłowskiego.

Kominiarz z V kolumny

We wrześniu 1939 r. matka Antoniego Wiwegera Marianna z Pyzalskich pozostała sama. Jej mąż został zmobilizowany. Udzielała gościny uchodźcom opuszczającym Warszawę.

W pierwszych dniach września niemiecki samolot spuścił bombę, która eksplodowała u zbiegu Stradomskiej (dziś Prażmowskiego) i IV Poprzecznej. Podmuch eksplozji był tak silny, a konstrukcja tak słaba, że wypaczył jedną ze ścian. Jak wspominał Antoni Wiweger, wskazówki wiszącego na ścianie zegara stanęły w miejscu.

Wkrótce budynek zajęli Niemcy. Rodzina Wiwegerów musiała się wynieść z restauracji. W 1940 r. dostali też 24 godziny na opuszczenie adresu w pobliżu kasyna, gdzie mieszkali.

Leon Wiweger otworzył wtedy bar w Wawrze. Jego syn wspomina, że jeszcze przed wybuchem wojny do restauracji czasem przychodził usmolony kominiarz systematycznie czyszczący kominy w gmachu kasyna. Wiweger uważał za bezczelność, że zajmuje stolik ubrany „skrajnie niewizytowo” i delikatnie go wypraszał. Już na początku okupacji, gdy Wiweger prowadził bar w Wawrze, do lokalu „weszło kilku Niemców. Jeden z nich podszedł do ojca i powiedział półgłosem po polsku: »Teraz to mnie już pan wpuści. Prawda? «. Ojciec spojrzał na eleganckiego niemieckiego oficera i zadrżał z przerażenia, gdy rozpoznał w nim człowieka, który niedawno czyścił kominy w kasynie. Niemiec nie powiedział nic więcej i po pewnym czasie wyszedł z baru wraz ze swoim towarzystwem. Ojciec nigdy więcej go nie widział ani go nie słyszał” - czytamy.

Kasyno dotrwało do 1944 r. Gdy prawy brzeg Wisły zajmowała Armia Czerwona, budynek spłonął i nie został odbudowany. Z czasem zupełnie o nim zapomniano.

W latach 2008-10 stanęła w tym miejscu pływalnia. Niestety, nie obyło się bez skandalu. Firma Zambet z Pułtuska nie dość, że nie wywiązała się z terminów, to inwestycję prowadziła w sposób partacki.

Za pomoc w zebraniu materiałów dziękuję badaczowi dziejów rodów warszawskich panu Igorowi Strojeckiemu.

Podziel się

  • Kasyno przy V Poprzecznej: Tu biło życie Anina skundlony 12.10.10, 22:09

    Szanowny Panie Redaktorze Majewski! Skąd Pan bierze te informacje. Po pierwsze zapomniał Pan o kilku znanych nazwiskach, ale pal licho, bo w tym tekście zawarte są podstawowe błędy.Pierwszy:»

Najnowsze wiadomości z Warszawy